Niemcom znikają krowy z pastwisk. Podejrzewają Polaków

Złodzieje bydła przy granicy Polski i Niemiec operują w sposób celowy, pod osłoną nocy. Według niemieckich rolników, takie kradzieże to zorganizowany proceder, który wykonują profesjonalni sprawcy, znający się na pracy z bydłem i wyposażeni w odpowiedni sprzęt, w tym specjalistyczne ciężarówki do transportu zwierząt. Straty hodowców sięgają sięgają setek tysięcy euro. Takie incydenty nie tylko destabilizują rynek mięsny, ale także wprowadzają ogromne niepokoje wśród hodowców, którzy nie mogą liczyć na szybkie odzyskanie skradzionych zwierząt.
Czytaj także:
Dramatyczny wypadek na lądowisku w Baranowie. Wiatrakowiec w płomieniach
Zaskakująca decyzja w Hamburgu. Wielki powrót silników diesla do miejskiej floty
Zgodnie z opinią prezesa brandenburskiego związku rolników, Henrika Wendorffa, kradzione zwierzęta są najprawdopodobniej wywożone za granicę, ponieważ legalny ubój w Niemczech jest praktycznie niemożliwy bez odpowiednich dokumentów rejestracyjnych zwierząt. Każde bydło posiada kolczyk identyfikacyjny i jest zapisane w krajowych bazach danych. Bez tego nie ma możliwości legalnego uboju, co prowadzi do przypuszczenia, że zwierzęta wywożone są do krajów spoza Unii Europejskiej, gdzie kontrole są mniej rygorystyczne, a popyt na mięso jest duży.
Policja w południowej Brandenburgii zajmuje się sprawą, śledczy analizują m.in. ślady opon i są w kontakcie z polską policją. Władze Brandenburgii ogłosiły, że w dniach 15-16 maja odbędą się spotkania z rolnikami w celu omówienia metod ochrony przed kradzieżami oraz ustalenia skuteczniejszych środków monitorowania i zabezpieczeń. Politycy podkreślają, że takie przestępstwa muszą zostać szybko wyjaśnione, a rolnicy zasługują na większą ochronę swoich dóbr.
źr. wPolsce24 za DW











