Świat

Koniec 700-letniej tradycji. Zapadła historyczna decyzja - arystokracja traci przywilej

opublikowano:
Po 700 latach z brytyjskiej Izby Lordów znikną członkowie, którzy odziedziczyli tytuł
(fot. Roger Harris/House of Lords)
Brytyjska Izba Lordów przestała blokować ustawę, która ją reformuje. Oznacza to, że znikną z niej członkowie, którzy odziedziczyli swoje miejsce.

Izba Lordów to wyższa izba brytyjskiego parlamentu. Jej korzenie sięgają XI wieku, co czyni ją jedną z najstarszych tego typu instytucji na świecie.

Jej członkowie oceniają ustawy przyjęte przez Izbę Gmin i działania rządu. Mogą też proponować własne ustawy i poprawki. Nie mogą jednak, poza bardzo rzadkimi przypadkami, zablokować ustawy przyjętej przez niższą izbę, a jedynie opóźnić jej przyjęcie.

Zaraz za Chińczykami

Obecnie w Izbie Lordów zasiada 842 osób, co czyni ją drugą największą izbą legislacyjną na świcie, po Ogólnochińskim Zgromadzeniu Przedstawicieli Ludowych, i jedyną izbą wyższą, która jest większa od niższej.

Najbardziej charakterystyczną cechą Izby Lordów jest to, że aby zostać jej członkiem, nie trzeba zwyciężyć w wyborach. Można być wysokim przedstawicielem Kościoła anglikańskiego – obecnie w Izbie Lordów zasiada 26 tzw. lords spiritual, z czego 21 to biskupi o najdłuższym stażu.

Świeccy lordowie są nominowani przez króla i zasiadają w niej dożywotnio. Często jest to forma ich uhonorowania – lordami zostają np. byli szefowie Izby Gmin, a odchodzący premier zwykle ujawnia listę osób, które jego zdaniem król powinien nominować do wyższej izby parlamentu.

Największe kontrowersje budzą jednak członkowie, którzy odziedziczyli członkostwo po swoich rodzicach. Niegdyś takich lordów były setki, ale po reformach z 1999 roku ograniczono ich liczbę do 92.

Koniec z dziedziczeniem

Lewicowy premier Keir Starmer przedstawił jakiś czas temu ustawę, która całkowicie znosi dziedziczenie miejsc w Izbie Lordów. Nie wywołało to wielkiego zaskoczenia – już w 1999 roku Partia Pracy miała taki zamiar. Lordom to się nie spodobało, więc w ramach kompromisu rząd zgodził się, by pewna ich liczba – nie ujawniono, jaka – zachowała swoje mandaty dożywotnio, chociaż nie będzie mogła przekazać ich swoim dzieciom.

Jak donosi agencja AP, w nocy z wtorku na środę członkowie Izby Lordów wycofali swój sprzeciw wobec tej ustawy.

Teraz ustawa czeka jeszcze na królewską zgodę, ale to tylko formalność. Lordowie, którzy odziedziczyli mandaty i nie dostaną swoich tytułów dożywotnio, odejdą z Izby po zakończeniu obecnej sesji parlamentu. Tym samym instytucja ich dziedziczenia, działająca od 700 lat, przestanie istnieć.

To prawdopodobnie nie koniec reform. Partia Pracy nie ukrywa, że chce całkowicie zlikwidować Izbę Lordów i zastąpić ją alternatywną instytucją, która ich zdaniem będzie lepiej spełniać potrzeby procesu legislacyjnego. Biorąc jednak pod uwagę jej długą historię, nie będzie to łatwe zadanie.

źr. wPolsce24 za AP

Świat

Zaskakujący przywilej dla posłów. Dostaną „księdza na telefon”

opublikowano:
kościół
(fot. ilustracyjna/ pixabay)
Duński parlament zdecydował, że tamtejsi parlamentarzyści otrzymają opiekuna duchowego „na telefon”, który ma im pomagać w sprawach prywatnych i egzystencjalnych. Decyzja ta, popierana przez minister ds. zdrowia i wyznań Idę Auken, wywołała ogromną krytykę i doprowadziła do odejścia części działaczy z jej własnego ugrupowania.
Świat

Śmiertelny przypadek malarii na europejskim lotnisku. Tropikalna choroba dostała się do Europy

opublikowano:
Frankfurt
(fot. EPA/MATIAS BASUALDO Dostawca: PAP/EPA)
Tragiczny bilans tzw. „malarii lotniskowej” w Niemczech. Jeden z pracowników obsługi naziemnej lotniska we Frankfurcie nad Menem zmarł po ukąszeniu przez tropikalnego komara. Łącznie zakażonych zostało sześć osób, a służby sanitarne natychmiast wdrożyły procedury kryzysowe.
Świat

10 gramów chleba kosztowało go 15 tys. euro. Piekarz przegrał z przepisami UE

opublikowano:
Symboliczna ilustracja przedstawiająca konflikt między małym przedsiębiorcą a regulacjami: chleb na wadze, pieniądze, dokumenty prawne, młotek sędziowski oraz flaga Unii Europejskiej. Grafika nawiązuje do historii niemieckiego piekarza, który poniósł koszty po skardze dotyczącej niewielkiej różnicy w wadze pieczywa
10 gramów brakującej wagi chleba doprowadziło do kosztownej kontroli i zmian w piekarni. Sprawa z Bawarii wywołała dyskusję o granicach biurokracji (graf. AI)
Klient zważył w domu pół bochenka chleba i stwierdził, że brakuje mu 10 gramów. Zamiast odpuścić, zgłosił sprawę urzędnikom. Efekt? Piekarz z Bawarii musiał wydać 15 tysięcy euro na nowe wagi we wszystkich swoich sklepach. To nie żart – to biurokratyczny horror w samym sercu Unii Europejskiej.
Świat

Tragedia w Nepalu. Powódź błyskawiczna porwała ludzi, setki turystów zaginęły

opublikowano:
powodz nepal
Gwałtowna powódź w Nepalu. Nie żyją ludzie, setki osób bez kontaktu (fot. zrzut ekranu X)
Nepal zmaga się ze skutkami jednej z najpoważniejszych powodzi ostatnich miesięcy. Gwałtowna fala powodziowa w rejonie rzeki Bhote Koshi doprowadziła do śmierci co najmniej kilku osób, zniszczyła infrastrukturę i pozostawiła setki osób nieosiągalnych. Wśród zgłoszonych jako zaginieni są także zagraniczni turyści.
Świat

Najpierw Tusk, teraz Sánchez? Urlop premiera w czasie kryzysu wywołał burzę

opublikowano:
Migranci oczekują w obozowisku na plaży El Trampolín w Ceucie w Hiszpanii,, tymczasem premier Sanchez wybiera sie na kolejny urlop
Migranci oczekują w obozowisku na plaży El Trampolín w Ceucie w Hiszpanii/ zdjęcie premiera Pedro Sáncheza (fot. PAP/EPA/wikipedia)
Premier Hiszpanii Pedro Sánchez udał się na urlop do Andory zaledwie kilka dni po nadzwyczajnych posiedzeniach rządu dotyczących sytuacji w Ceucie. Decyzja wywołała falę krytyki. Przeciwnicy polityczni zarzucają mu, że w czasie poważnych problemów państwa powinien być bardziej zaangażowany w działania kryzysowe. Historia wywołała w Hiszpanii dyskusję podobną do tej, która wielokrotnie pojawiała się również w Polsce
Świat

Dziennikarz udawał nielegalnego imigranta. To, co zobaczył, wywołało w nim szok

opublikowano:
Brytyjski dziennikarz Christian Drogan udawał imigranta i przepłynął La Mache pontonem
(fot. zrzut ekranu z X\Pexels)
Dziennikarz postanowił na własnej skórze doświadczyć tego, co przeżywają nielegalni imigranci dostający się z Francji do Anglii przez kanał La Manche. To, co zobaczył, go zszokowało.