Koniec 700-letniej tradycji. Zapadła historyczna decyzja - arystokracja traci przywilej

Izba Lordów to wyższa izba brytyjskiego parlamentu. Jej korzenie sięgają XI wieku, co czyni ją jedną z najstarszych tego typu instytucji na świecie.
Jej członkowie oceniają ustawy przyjęte przez Izbę Gmin i działania rządu. Mogą też proponować własne ustawy i poprawki. Nie mogą jednak, poza bardzo rzadkimi przypadkami, zablokować ustawy przyjętej przez niższą izbę, a jedynie opóźnić jej przyjęcie.
Zaraz za Chińczykami
Obecnie w Izbie Lordów zasiada 842 osób, co czyni ją drugą największą izbą legislacyjną na świcie, po Ogólnochińskim Zgromadzeniu Przedstawicieli Ludowych, i jedyną izbą wyższą, która jest większa od niższej.
Najbardziej charakterystyczną cechą Izby Lordów jest to, że aby zostać jej członkiem, nie trzeba zwyciężyć w wyborach. Można być wysokim przedstawicielem Kościoła anglikańskiego – obecnie w Izbie Lordów zasiada 26 tzw. lords spiritual, z czego 21 to biskupi o najdłuższym stażu.
Świeccy lordowie są nominowani przez króla i zasiadają w niej dożywotnio. Często jest to forma ich uhonorowania – lordami zostają np. byli szefowie Izby Gmin, a odchodzący premier zwykle ujawnia listę osób, które jego zdaniem król powinien nominować do wyższej izby parlamentu.
Największe kontrowersje budzą jednak członkowie, którzy odziedziczyli członkostwo po swoich rodzicach. Niegdyś takich lordów były setki, ale po reformach z 1999 roku ograniczono ich liczbę do 92.
Koniec z dziedziczeniem
Lewicowy premier Keir Starmer przedstawił jakiś czas temu ustawę, która całkowicie znosi dziedziczenie miejsc w Izbie Lordów. Nie wywołało to wielkiego zaskoczenia – już w 1999 roku Partia Pracy miała taki zamiar. Lordom to się nie spodobało, więc w ramach kompromisu rząd zgodził się, by pewna ich liczba – nie ujawniono, jaka – zachowała swoje mandaty dożywotnio, chociaż nie będzie mogła przekazać ich swoim dzieciom.
Jak donosi agencja AP, w nocy z wtorku na środę członkowie Izby Lordów wycofali swój sprzeciw wobec tej ustawy.
Teraz ustawa czeka jeszcze na królewską zgodę, ale to tylko formalność. Lordowie, którzy odziedziczyli mandaty i nie dostaną swoich tytułów dożywotnio, odejdą z Izby po zakończeniu obecnej sesji parlamentu. Tym samym instytucja ich dziedziczenia, działająca od 700 lat, przestanie istnieć.
To prawdopodobnie nie koniec reform. Partia Pracy nie ukrywa, że chce całkowicie zlikwidować Izbę Lordów i zastąpić ją alternatywną instytucją, która ich zdaniem będzie lepiej spełniać potrzeby procesu legislacyjnego. Biorąc jednak pod uwagę jej długą historię, nie będzie to łatwe zadanie.
źr. wPolsce24 za AP











