Jeśli ta wyspa padnie, NATO straci kontrolę nad Bałtykiem

Przez całe dekady zachodnioeuropejskie elity, odurzane pacyfistycznymi mrzonkami i ideologicznymi urojeniami, systematycznie demontowały własny potencjał obronny. Szwecja, zanim ostatecznie porzuciła swoją naiwną neutralność i w 2024 roku wstąpiła do NATO, przez lata traktowała Gotlandię – strategiczne serce Bałtyku – niemal wyłącznie jako letni kurort wypoczynkowy.
Dziś, w obliczu bezwzględnej i imperialnej polityki Moskwy, ta sielska wyspa staje się najbardziej zapalnym punktem na mapie Europy Północnej.
Kto kontroluje Gotlandię, ten kontroluje Bałtyk
Ostrzeżenia płynące ze Sztokholmu są jednoznaczne. Generał Michael Claesson, Naczelny Dowódca Szwedzkich Sił Zbrojnych, postawił sprawę jasno:
Kto kontroluje Gotlandię, ten kontroluje centralną część Morza Bałtyckiego – od polskiego wybrzeża aż po archipelagi między Szwecją a Finlandią”.
Dla nikogo, kto trzeźwo patrzy na mapę geopolityczną, nie jest to zaskoczeniem. Gotlandia to naturalny, niezatapialny lotniskowiec. W przypadku konfliktu zbrojnego, zainstalowanie tam przez Rosjan nowoczesnych systemów antydostępowych (A2/AD), takich jak baterie rakietowe S-400 czy Iskander, oznaczałoby całkowite odcięcie państw bałtyckich (Litwy, Łotwy i Estonii) od jakiejkolwiek pomocy z powietrza i morza. Co więcej, z perspektywy Gotlandii rosyjskie rakiety mogłyby w kilka minut dosięgnąć kluczowych stolic Europy Środkowej i Północnej.
Eksperci ds. wojska, w tym cytowany przez niemieckie media Thomas Theiner, ostrzegają przed katastrofalnymi skutkami bezczynności: ewentualna operacja odbijania wyspy z rąk rosyjskich kosztowałaby życie tysięcy żołnierzy NATO. Lepiej więc odstraszać, niż później płacić krwią za błędy polityków.
Gorzka lekcja realizmu na manewrach „Aurora 26”
Sojusz Północnoatlantycki zdaje się powoli dostrzegać powagę sytuacji. Właśnie zakończyły się wielkie manewry „Aurora 26”, w których wzięło udział 18 tysięcy żołnierzy z kilkunastu krajów (w tym z Polski i USA). Ćwiczono najczarniejszy scenariusz: obronę Gotlandii przed rosyjską inwazją i przeciwdziałanie wojnie hybrydowej.
Jednak ćwiczenia te sprawiły również zimny prysznic zachodnim strategom. Ukraińscy operatorzy dronów, zaproszeni na manewry w charakterze doradców, obnażyli skostnienie i zacofanie taktyczne niektórych zachodnich armii. Jeden z ukraińskich weteranów, o pseudonimie „Tarik”, bez owijania w bawełnę skomentował działania wojsk NATO:
Musieli przerywać trening trzy razy, żeby opracować nową taktykę. Gdyby to była prawdziwa walka, oni po prostu już by nie żyli”.
To potężne ostrzeżenie. Biurokracja, przyzwyczajenie do asymetrycznych wojen z przeszłości i brak zrozumienia realiów nowoczesnego, nasyconego dronami pola walki mogą okazać się zgubne w starciu z brutalną, rosyjską machiną wojenną.
Czy Putin przetestuje Zachód?
Generał Claesson pyta retorycznie: „Dlaczego Rosja miałaby czekać, skoro wciąż istnieją słabe punkty, które można wykorzystać?”. Kreml doskonale wie, jak grać na podziałach w świecie zachodnim. Atak na małą, odizolowaną wyspę na Bałtyku mógłby być idealnym testem na spójność NATO i realność artykułu 5. – próbą sprawdzenia, czy Amerykanie, Niemcy czy Francuzi będą chcieli umierać za Gotlandię.
Dla Polski płynie z tego jeden, zasadniczy wniosek: bezpieczeństwo na Bałtyku nie jest dane raz na zawsze, a papierowe gwarancje i dyplomatyczne uśmiechy nie zatrzymają czołgów ani rakiet. Silna armia, modernizacja techniczna i realna obecność militarna na flance wschodniej i północnej to jedyna droga do powstrzymania rosyjskiego imperializmu. Czas pacyfistycznych złudzeń minął. Gotlandia musi pozostać niezdobytą twierdzą Zachodu – inaczej ucierpi również polskie bezpieczeństwo. Dlatego naszym zadaniem jest wspierać na tym odcinku Szwedów.
źr. wPolce24 za welt.de











