Hillary Clinton trafi do więzienia? Donald Trump nakazuje odtajnienie akt w sprawie, która może wywołać prawdziwe trzęsienie ziemi

Koniec tajemnic wokół „Crossfire Hurricane”
Decyzja o pełnym ujawnieniu akt związanych ze śledztwem w sprawie rzekomej zmowy Donalda Trumpa z Rosją to ruch, na który zwolennicy obecnego prezydenta czekali od lat. „Crossfire Hurricane” („Huragan w Ogniu Krzyżowym” lub „Operacja Krzyżowy Ogień”. Fraza "Crossfire" odnosi się do sytuacji, w której ktoś znajduje się pod ostrzałem z dwóch stron, co idealnie oddaje polityczny charakter tego śledztwa. Warto wiedzieć, że nazwa została zaczerpnięta z tekstu piosenki The Rolling Stones „Jumpin’ Jack Flash” (linijka: „I was born in a crossfire hurricane”) – niesławne dochodzenie FBI – od początku budziło ogromne kontrowersje, a teraz dokumenty mają trafić do opinii publicznej bez żadnych cenzorskich skreśleń.
Kluczowym elementem tej układanki są wnioski płynące z raportu Johna Durhama. Wynika z nich, że już w sierpniu 2016 roku ówczesny dyrektor CIA, John Brennan, miał poinformować Baracka Obamę oraz Joe Bidena o specyficznych planach sztabu Hillary Clinton.
Plan „powiązania z Rosją” pod lupą
Według pojawiających się informacji, odtajnione akta mają potwierdzać, że sztab kontrkandydatki Trumpa mógł stać za operacją mającą na celu fałszywe powiązanie go z Kremlem. Najpoważniejsze zarzuty dotyczą jednak nie samej kampanii, lecz wiedzy najwyższych urzędników państwowych.
Co znajduje się w dokumentach?
Dowody na to, że administracja Obamy wiedziała o strategii sztabu Clinton.
Szczegóły dotyczące roli FBI i Departamentu Sprawiedliwości w podtrzymywaniu narracji o „zmowie”.
Mechanizmy, które doprowadziły do inwigilacji osób związanych z otoczeniem Trumpa.
Czy Hillary Clinton grożą konsekwencje prawne?
W mediach społecznościowych i konserwatywnych amerykańskich portalach wrze – pojawiają się pytania o odpowiedzialność karną zaangażowanych osób. Mówi się o „największym oszustwie politycznym w historii Ameryki” oraz o wykorzystywaniu agencji wywiadowczych do celów partyjnych.
Dla Donalda Trumpa ujawnienie tych dokumentów to dowód na istnienie mrocznej strony tzw. „Deep State” i próba oczyszczenia swojego imienia z zarzutów, które cieniem kładły się na jego pierwszej kadencji. Dla opinii publicznej to szansa na wgląd w najmroczniejsze kulisy walki o władzę w Waszyngtonie.
Odtajnienie tak wrażliwych danych niemal na pewno doprowadzi do serii przesłuchań przed komisjami Kongresu. Świat z zapartym tchem czeka na publikację pierwszych transz dokumentów, które mogą na zawsze zmienić podręczniki do historii współczesnej dyplomacji i polityki USA.
źr. wPolsce24











