Koniec „niemieckiego eldorado”. Korporacyjny gigant zamyka zakład, setki polskich rodzin na bruku

Szok na hali i cisza w słuchawkach
Decyzja zarządu berlińskiego giganta spadła na załogę jak grom z jasnego nieba. Gdy podczas zwołanego spotkania przedstawiciele kierownictwa ogłosili likwidację centrum z końcem września, na sali zapanowało kompletne niedowierzanie. Pracownicy siedzieli w słuchawkach tłumaczących przemówienie na kilka języków, nie mogąc pojąć, że ich wieloletni wysiłek został przekreślony jednym podpisem pod arkuszem kalkulacyjnym.
Centrum w Erfurcie działało od 2012 roku i stanowiło fundament lokalnego rynku pracy. Przez ponad dekadę hale zapełniali ludzie z ponad 70 państw, jednak to Polacy stanowili jedną z najliczniejszych i najbardziej cenionych grup pracowniczych. Nasi rodacy nie traktowali tej pracy jako chwilowego epizodu: sprowadzali małżonków, wychowywali dzieci, zaciągali kredyty na mieszkania i wierzyli, że znaleźli swoje miejsce na ziemi.
Na rozmowie usłyszałam od kierowniczki działu: »Katarzyna, my się możemy tu zestarzeć«” – wspomina w rozmowie z Deutsche Welle pani Katarzyna, która w zakładzie przepracowała dwie dekady, zaczynając od magazynu, a kończąc jako koordynatorka ds. pierwszej pomocy i bezpieczeństwa. Dziś stoi przed widmem rejestracji w urzędzie pracy.
Korporacyjny cynizm: Miliony dotacji, a dla ludzi brak wsparcia
Oficjalny komunikat władz spółki pełen jest gładkich korporacyjnych sformułowań o „reorganizacji europejskiej sieci logistycznej” oraz „nadwyżce mocy operacyjnych”. Niemiecka prasa zwraca jednak uwagę na zupełnie inny, kompromitujący aspekt sprawy.
Jak ujawnił dziennik Bild, Zalando zainkasowało w przeszłości ponad 22 miliony euro pomocy publicznej z kieszeni podatników na rozwój centrum w Erfurcie. Gdy tylko okres trwałości zobowiązań dobiegł końca, koncern podjął decyzję o zamknięciu obiektu: nie musząc zwracać ani centa.
Rada zakładowa przez miesiące walczyła o utworzenie tzw. spółki transferowej (Transfergesellschaft), która pomogłaby zwolnionym zdobyć nowe kwalifikacje zawodowe. Zalando bezwzględnie odrzuciło ten postulat. Zamiast realnej pomocy zaoferowano jedynie odprawy. Aż 109 zdesperowanych pracowników skierowało sprawy do sądów pracy, próbując podważyć legalność masowych wypowiedzeń.
Pułapka braku asymilacji: Język niemiecki był „zbędny”
Dramat wielu polskich emigrantów obnażył jeszcze jedno zjawisko, często bagatelizowane w dyskusjach o pracy na Zachodzie: brak wymogu integracji językowej.
Zalando przez lata stawiało na wielojęzyczność: polecenia tłumaczono, a w halach swobodnie rozmawiano po polsku. W efekcie wielu pracowników nie nauczyło się języka niemieckiego, bo zwyczajnie nie był on wymagany przez pracodawcę.
Dziś, gdy zakład jest likwidowany, brak znajomości języka staje się barierą nie do przebicia przy próbie podjęcia innej pracy czy kontaktu z niemieckimi urzędami. Ci, którzy nie zainwestowali w edukację językową, znaleźli się w ślepym zaułku.
Czas na powrót: „Wielki odpływ” przed pierwszym dzwonkiem
Przed zwolnionymi stanęły dramatyczne wybory. Niewielka część zdecydowała się na tułaczkę po Niemczech i przeniesienie do innego obiektu w Gießen. Jednak coraz wyraźniejszy staje się inny trend: odwrót z Niemiec i powrót do Polski.
Sylwia Eger z inicjatywy Aktywny Erfurt i członkini miejskiej rady ds. cudzoziemców zwraca uwagę, że decyzja giganta wywołała tąpnięcie na lokalnym rynku nieruchomości. Polacy masowo rezygnują z wynajmowanych mieszkań.
Teraz był bardzo duży odpływ, szczególnie przed nowym rokiem szkolnym. Dużo osób mówiło, że wraca do Polski” – relacjonuje Eger.
Wielu pracowników po latach ciężkiej pracy dochodzi do wniosku, że mit stabilnych, zamożnych Niemiec bezpowrotnie przeminął. Niemiecka gospodarka zmaga się z falą restrukturyzacji, zamykaniem kolejnych fabryk i rosnącym chaosem socjalnym. Polska z kolei, mimo wyzwań, oferuje dziś dynamiczny rynek pracy i przede wszystkim – poczucie bycia u siebie, bez ryzyka, że obcy koncern z dnia na dzień wyrzuci człowieka za burtę.
Pod koniec września potężne hale w Erfurcie zamilkną na dobre. Dla setek polskich rodzin to koniec pewnej epoki, ale dla wielu z nich to również szansa na odzyskanie korzeni i powrót do kraju.
źr. wPolsce24 za DW/Bild/Interia









