Koniec szwajcarskiego raju dla milionerów. Importowane gangi i przestępczość zza granicy uderzają w serce Europy

Wysokie mury, zaawansowane systemy alarmowe, kamery i prywatna ochrona – to wszystko przestaje wystarczać. W kantonach graniczących z Francją dochodzi do zjawisk, które jeszcze niedawno w Szwajcarii były nie do pomyślenia. Przestępcy dopuszczają się tzw. home-jackings – brutalnych wtargnięć do zamieszkanych domów, terroryzowania domowników, bicia, krępowania taśmą i wymuszania otwarcia sejfów z kosztownościami i bronią.
Brutalna rzeczywistość: ranni domownicy i porwane dzieci
Jak opisuje red. Skowronek, jednym z głośniejszych incydentów był napad na posiadłość czterokrotnego mistrza świata Formuły 1, Alaina Prosta, w rejonie Nyonu. W trakcie ataku jeden z członków rodziny został ranny w głowę, a domowników zmuszono do otwarcia sejfu.
Jeszcze bardziej drastyczny charakter miał przypadek handlarza towarami, którego nastoletnie dziecko zostało uprowadzone przez uciekających bandytów i porzucone dopiero tuż przed linią granicy francusko-szwajcarskiej.
Choć liczby bezwzględne w statystykach mogą wydawać się jeszcze stosunkowo niewielkie (w samej Genewie w 2025 r. odnotowano 18 tego typu brutalnych napadów), to ich zuchwałość i bezwzględność wstrząsnęły lokalną społecznością. Z badań cytowanych w reportażu wynika, że aż 70 proc. przedsiębiorstw w regionie uważa, iż poziom bezpieczeństwa w ostatnich trzech latach uległ wyraźnemu pogorszeniu.
Francuskie getta i zagraniczne powiązania: skąd płynie zagrożenie?
Śledztwa szwajcarskiej policji jasno wskazują źródło problemu: to grupy operujące z terytorium Francji, w tym z niesławnych, dotkniętych problemami przestępczości przedmieść Marsylii i Lyonu. Według ustaleń śledczych, w sprawach tych regularnie przewijają się osoby z południa Francji, a także obcokrajowcy, w tym m.in. obywatele Serbii.
Szwajcarskie służby (Fedpol) alarmują, że w pierwszej połowie 2026 roku odnotowano setki przypadków przestępstw w formule tzw. crime as a service (przestępczość na zlecenie). Młodzi ludzie z francuskich miast, nierzadko rekrutowani za pomocą mediów społecznościowych, otrzymują gotowe zlecenia: adres, zdjęcie wejścia do obiektu, plan działania i natychmiastową drogę ucieczki do Francji. W procederze tym zidentyfikowano setki młodych wykonawców, a łupem padają nie tylko luksusowe zegarki i gotówka, ale także broń – tylko w pierwszej połowie roku doszło do 23 włamań do sklepów z bronią.
Prawdziwa cena otwartych granic
Szwajcaria, wciągnięta w strefę Schengen, płaci dziś rachunek za naiwną wiarę w Europę bez barier. Dla zorganizowanych grup przestępczych, które swobodnie przemieszczają się po drogach zachodniej Europy, granica państwowa nie jest przeszkodą – stała się wręcz parasolem ochronnym. Sprawcy dokonują skoku w Vaud czy Genewie, a po kiludziesięciu minutach są już bezpieczni na terytorium Francji, poza jurysdykcją lokalnej szwajcarskiej policji.
Kryzys bezpieczeństwa sprawił, że lokalne władze i mieszkańcy przestają liczyć na unijne porozumienia i zaczynają brać sprawy w swoje ręce. W bogatej gminie Vandœuvres planuje się wdrożenie tzw. „wirtualnej granicy” – gęstej sieci monitoringu i skanerów tablic rejestracyjnych. Politycy domagają się powrotu do realnych kontroli granicznych i zwiększenia liczby patroli.
Przypadek Szwajcarii pokazuje to, przed czym środowiska konserwatywne ostrzegają od dawna: bez silnych, strzeżonych granic państwowych i bezkompromisowej walki z przestępczością w wieloetnicznych enklawach zachodnich metropolii, nawet najbardziej stabilne i majętne społeczeństwa nie uchronią się przed chaosem importowanym z zewnątrz.
źr. wPolsce24 za Wirtualna Polska









