Absurdalna Polska: emocje zastąpiły argumenty. Matka zadłużająca córkę wciąga dziecko w polityczny spektakl

Ten żenujący spektakl to kolejny dowód na degrengoladę debaty publicznej pod rządami Donalda Tuska. Zamiast merytorycznej dyskusji o sensie wielomiliardowego programu, o jego kosztach, skutkach dla finansów publicznych i realnym wpływie na bezpieczeństwo, dostajemy teatralne sceny.
Po co wciąga w to własną córkę?
Pani Sobkowiak-Czarnecka należy do tych polityków i urzędników, którzy realnie zadłużają przyszłe pokolenia Polaków – w tym własne dzieci i wnuki – poprzez unijną pożyczkę. A teraz, gdy pada krytyka, zamiast odpowiadać faktami i liczbami (ale tych nie zna, bo oprocentowanie kredytu to wielka zagadka) wciąga własną córkę w polityczną grę. Wykorzystuje emocje dziecka, by budować narrację ofiary i „matki walczącej o lepszą Polskę”.
To nie jest troska o rodzinę. To cyniczne wykorzystywanie najbliższych do obrony wątpliwej politycznej pozycji. W normalnych czasach takie zachowanie byłoby uznane za żenujące i nieetyczne. U nas staje się materiałem na newsy i narzędziem propagandy.
Obywatele zasługują na poważną debatę. A co dostajemy zamiast niej?
Polska zasługuje na poważną debatę o przyszłości, a nie na łzawiące monologi i wciąganie dzieci w brudne polityczne wojny. Emocje mają swoje miejsce w życiu prywatnym – nie powinny zastępować odpowiedzialności za państwo i jego finanse. Niestety, w czasach rządów Tuska i jego ekipy, polityka coraz częściej przypomina tandetny serial obyczajowy, a nie służbę publiczną. Córka pani Sobkowiak-Czarneckiej zasługuje na normalne dzieciństwo, wolne od politycznych spektakli. Polacy zasługują na rządzących, którzy odpowiadają argumentami, a nie łzami i szantażem emocjonalnym.
Olgierd Jarosz











