„Polski przemysł zbrojeniowy”? Nie musi być polski. Wystarczy, że produkuje w Polsce - oto prawda o SAFE
W rozmowie z Beatą Lubecką w Radio Zet pełnomocnik rządu ds. kredytu z SAFE Magdalena Sobkowiak-Czarnecka została dopytana wprost, czy pieniądze trafią do firm z polskim kapitałem.
Odpowiedź była jednoznaczna.
– „Nie musi to być firma ze stuprocentowym polskim kapitałem” – powiedziała pani pełnomocnik, by po chwili przyznać, że w zasadzie w ogóle w firmie, która otrzyma środki z SAFE nie musi być nawet procenta polskiego kapitału. Co zatem jest wymagane?
– „Jeżeli firma płaci tu podatki, jeśli zatrudnia tu pracowników, jeśli tutaj produkuje, to znaczy, że te pieniądze zostaną w polskiej gospodarce" - przekonywała Magdalena Sobkowiak-Czarnecka, ale trudno się z nią zgodzić, bo przecież wypracowany w ten sposób zysk trafi jednak zagranicę.
To zasadnicza zmiana tonu względem pierwszych komunikatów.
SAFE wymusza kapitał europejski
Mechanizm SAFE zakłada, że system zarządzania i własność intelektualna muszą pozostawać w rękach podmiotów europejskich. To oznacza, że beneficjentem może być np. filia niemieckiego czy francuskiego koncernu zbrojeniowego – pod warunkiem, że produkuje w Polsce i spełnia kryteria formalne.
W praktyce więc wystarczy europejski właściciel, polska fabryka i podatki płacone w Polsce, by środki z SAFE zostały zakwalifikowane jako wsparcie „polskiego przemysłu”.
Opozycja: to otwiera drogę dla niemieckich koncernów
Opozycja od początku podnosiła, że przy ekspresowym tempie kontraktowania i ograniczonych mocach produkcyjnych krajowych firm trudno będzie wydać tak ogromne środki wyłącznie w podmiotach z polskim kapitałem. Padały sugestie, że realnym beneficjentem może stać się rozbudowany przemysł zbrojeniowy Niemiec – posiadający w Polsce swoje spółki-córki i zakłady produkcyjne.
Słowa pełnomocnik ds. SAFE de facto potwierdzają, że taki scenariusz jest możliwy i zgodny z przyjętą definicją.
Spór o definicję „polskości”
Rząd argumentuje, że kluczowe są miejsca pracy, podatki i produkcja na terenie kraju. W tym ujęciu liczy się wpływ na gospodarkę, a nie struktura akcjonariatu.
Krytycy odpowiadają, że to zupełnie inna narracja niż ta, która dominowała w pierwszych przekazach – sugerujących, że chodzi o wzmacnianie podmiotów kontrolowanych przez polski kapitał.
Różnica jest fundamentalna: czy „polski przemysł zbrojeniowy” oznacza własność, czy tylko lokalizację produkcji?
Pieniądze zostaną w Polsce – ale czy kontrola też?
W wypowiedzi padł jeszcze jeden istotny element: własność intelektualna ma pozostawać w rękach Europejczyków. To oznacza, że nawet jeśli produkcja odbywa się w Polsce, kluczowe prawa do technologii mogą należeć do zagranicznej centrali. W praktyce więc pieniądze mogą zostać w polskiej gospodarce w postaci podatków i wynagrodzeń, ale strategiczna kontrola nad technologią i decyzjami biznesowymi pozostanie poza Polską.
źr. wPolsce24 za X











