Tusk nie zauważa święta polskich bohaterów. Potem znów będą płakać, że "prawica zawłaszcza patriotyzm"
Był rok 2011. Rządziła koalicja Platformy Obywatelskiej i PSL. Państwo — mimo politycznych różnic — potrafiło mówić jednym głosem w sprawie pamięci historycznej. Dziś sytuacja wygląda jednak zupełnie inaczej.
Zaskakująca nieobecność
Trudno nie zauważyć, że w tegoroczne obchody próżno szukać wyraźnych gestów ze strony najważniejszych polityków obecnej koalicji rządzącej. W mediach społecznościowych brak wpisów premiera Donalda Tuska, ministra spraw zagranicznych wicepremiera Radosława Sikorskiego czy lidera PSL i szefa MON wicepremiera Władysława Kosiniaka-Kamysza.
Symbolicznie święto zauważył natomiast jedynie Sztab Generalny Wojska Polskiego, przypominając dramatyczny gryps płk. Łukasza Cieplińskiego — jednego z przywódców Zrzeszenia „Wolność i Niezawisłość”, zamordowanego 1 marca 1951 roku w więzieniu mokotowskim.
Ministerstwo Obrony Narodowej podało dalej wpis „Polski Zbrojnej”. I właściwie na tym aktywność państwowych instytucji się zakończyła.
Pamięć selektywna?
W tym samym czasie prezydent Karol Nawrocki oraz politycy środowisk prawicowych uczestniczą w licznych uroczystościach, biegach pamięci, apelach i ceremoniach składania wieńców w całym kraju. Kontrast jest uderzający — zwłaszcza że część ugrupowań współtworzących obecną większość parlamentarną od lat kwestionuje sens samego święta lub otwarcie podważa moralny dorobek Żołnierzy Wyklętych, określając ich mianem „zbrodniarzy”.
Powstaje więc pytanie: czy mamy dziś do czynienia nie tyle ze sporem historycznym, ile z próbą wyciszenia niewygodnej części narodowej pamięci?
A potem zarzut o „zawłaszczanie”
Paradoks polega na tym, że niemal co roku powraca zarzut, iż to prawica „zawłaszcza patriotyczne święta”. Trudno jednak mówić o zawłaszczaniu czegoś, w czym druga strona życia politycznego nie chce — lub nie potrafi — uczestniczyć.
Narodowy Dzień Pamięci „Żołnierzy Wyklętych” nie powstał przecież jako inicjatywa jednej partii. Był efektem ponadpolitycznego porozumienia i państwowej ciągłości, a uchwalony został w 2011 roku, kiedy rządziła koalicja PO-PSL i pierwszy rząd Tuska.
Dziś coraz częściej sprawia wrażenie święta obchodzonego tylko przez część klasy politycznej — mimo że upamiętnia ludzi, którzy zapłacili najwyższą cenę za wolną Polskę. Czy Tusk i Kosiak-Kamysz "zlewaczeli" już tak bardzo, że stać ich na choćby mały gest wobec polskich bohaterów, czy też razi ich aktywność prezydenta Karola Nawrockiego, który od lat, także jako szef IPN, wyjątkowo celebrował Święto 1 Marca.
Olgierd Jarosz za X











