Groźby, wyzwiska, seksualne aluzje. Trwa upadek bliskiego współpracownika Tuska. Kto wyciągnie go z bagna?

Na platformie X regularnie pojawia się seria wpisów, które nie przypominają już nawet typowej politycznej szarpaniny. Wulgarne wyzwiska, osobiste ataki, chaotyczne emocje, seksualne aluzje, obrona prywatnego życia w sposób konfrontacyjny i autodestrukcyjny. To nie jest „kontrowersyjny polityk”. To człowiek, który ewidentnie woła o pomoc – tyle że robi to w najgorszy możliwy sposób, na oczach tysięcy internautów.
Potraficie go tylko wyrzucić?
W 2024 roku po jednej z takich serii Tusk odwołał go ze stanowiska wicewojewody. Protasiewicz sam wtedy mówił o „problemach zdrowotnych”. Przepraszał. Ale schemat się powtarza. Dziś, w 2026 roku, znów to samo: wyzwiska pod adresem dziennikarzy, eskalacja konfliktów, upokarzająca publiczna szarpanina. Upadek człowieka, który kiedyś był w samym centrum polskiej polityki, jest aż nadto widoczny i nadto niepokojący.
Nie chodzi tu o kolejną „wojnę na X” ani o polityczne punkty. Chodzi o człowieka. Ktoś z dawnych przyjaciół z PO, z czasów wspólnej drogi – powinien w końcu wyciągnąć pomocną dłoń. Odwiedzić, porozmawiać, realnie pomóc. Zabrać z tego bagna, w którym tonie. To nie czas na kolejne internetowe pyskówki i triumfalne „a nie mówiłem”. To czas na elementarną ludzką solidarność i działanie w realnym świecie.
Kiedyś był kolegą...
Panie Premierze Tusk – Pan go kiedyś wyrzucił, ale to nie zwalnia z odpowiedzialności za skutki. Wielu ludzi, których Pan znał i z którymi Pan pracował, widzi dziś dramat. Czas pokazać, że po drugiej stronie polityki jest jeszcze miejsce na zwykłą przyzwoitość i pomoc. Ktoś powinien to zrobić. Zanim będzie za późno. Bo ten upadek boli od samego patrzenia – i nie powinien być obojętny dla nikogo, kto kiedykolwiek nazywał Jacka Protasiewicza kolegą.
Olgierd Jarosz











