Publicystyka

Polacy mają dość uległości. Rachunek za zburzoną Warszawę wciąż czeka na Berlin

opublikowano:
Premier Tusk i kanclerz Merz publicznie lubią afiszować się przyjaźnią polsko-niemiecką. A gdzie reparacje?
Premier Tusk i kanclerz Merz publicznie lubią afiszować się przyjaźnią polsko-niemiecką. A gdzie reparacje? (fot. shutterstock)
Co roku 1 sierpnia o godzinie 17:00 Polska się zatrzymuje. Syreny w całym kraju przypominają o zrywie, który był jednym z najbardziej dramatycznych, ale i najbardziej heroicznych momentów w naszej historii. Powstanie Warszawskie to nie tylko kartka z podręcznika – to żywa rana, symbol niespotykanego w skali świata męstwa oraz dowód na to, jak wysoką cenę polski naród płacił za pragnienie wolności. Jednak ten dzień to także potężny wyrzut sumienia. Niestety, najwyraźniej nie odczuwają go ci, którzy dziś sprawują władzę w Warszawie, i nie ci, którzy urzędują w Berlinie.

Gdy spoglądamy na zdjęcia zrujnowanego w 1944 roku miasta, widzimy nie tylko heroizm żołnierzy Armii Krajowej i ludności cywilnej. Widzimy zaplanowane, zimne i bezwzględne ludobójstwo oraz destrukcję, jakiej dopuścili się Niemcy. Warszawa została zrównana z ziemią z rozkazu niemieckich najeźdźców, a majątek narodowy – budowany przez pokolenia – uległ niemal całkowitej zagładzie.

I choć od tamtych wydarzeń minęło osiem dekad, jedna kwestia wciąż pozostaje niezamknięta: sprawiedliwość historyczna i finansowa.

Rachunek, którego Berlin nie chce zapłacić

Niemcy od dziesięcioleci lubują się w odgrywaniu roli moralnego sumienia Europy. Z chęcią pouczają inne narody w kwestiach praworządności, demokracji czy wartości. Kiedy jednak przychodzi do zmierzenia się z własną przeszłością i realnej odpowiedzialności za zbrodnie popełnione na ziemi polskiej, niemiecka klasa polityczna nagle doznaje głębokiej amnezji.

Przekaz z Berlina jest krótki i bezczelny: „sprawa jest zamknięta”.

To zuchwałość, na którą nie wolno się godzić. Jak można uznać za „zamkniętą” sprawę wymordowania ponad 200 tysięcy mieszkańców stolicy, zniszczenia ponad 80% zabudowy miasta i zrabowania dóbr kultury o nieocenionej wartości? Niemiecka gospodarka, budowana była po wojnie również na powojennej bezkarności i skradzionym majątku. Dzisiaj nasi sąsiedzi udają, że rachunek został uregulowany. To moralna hipokryzja w najczystszej postaci. Polacy nie domagają się prezentu ani łaski – Polacy domagają się tego, co im się po prostu należy: zadośćuczynienia i reparacji.

Uległość zamiast podmiotowości. Gdzie jest rząd?

Najbardziej niepokojące jest jednak to, co dzieje się dzisiaj w Warszawie. Naród polski pamięta i wie, jak wielką krzywdę wyrządzono naszej Ojczyźnie. Polacy w zdecydowanej większości oczekują twardej, podmiotowej polityki zagranicznej i niezłomnego walczenia o należne nam środki.

Tymczasem obecny rząd z Donaldem Tuskiem na czele sprawia wrażenie, jakby kwestia reparacji była dla niego co najwyżej wstydliwym balastem, z którego najchętniej jak najszybciej by się wycofał. Wystarczy przyjrzeć się gestom i deklaracjom płynącym z Kancelarii Premiera po spotkaniach z niemieckimi partnerami. Zamiast twardego stawiania sprawy na forum międzynarodowym, słyszymy mętne opowieści o „partnerstwie”, „patrzeniu w przyszłość” czy bezwartościowych deklaracjach symbolicznych wpłat na rzecz żyjących jeszcze nielicznych ocalałych.

To nie jest polityka niepodległego państwa – to klasyczna polityka uległości i ucieczki przed konfrontacją z silniejszym sąsiadem. Donald Tusk po raz kolejny udowadnia, że w relacjach z Berlinem przedkłada spokój i dobre relacje w europejskich salonach nad twardy interes narodowy Polski. Zaniechanie działań prawnych i dyplomatycznych w sprawie reparacji to cichy przyzwolenie na niemiecką narrację i zdrada pamięci o tych, którzy oddali życie za wolną Polskę.

Pamięć to za mało – potrzebne są czyny

Brak zdecydowanych działań ze strony rządu budzi uzasadniony gniew społeczny. Polacy nie chcą widzieć polityków składających kwiaty pod pomnikami wyłącznie na potrzeby zdjęć w mediach społecznościowych, podczas gdy w gabinetach dyplomatycznych ci sami ludzie chowają głowę w piasek. Prawdziwa pamięć o Powstaniu Warszawskim to nie tylko patetyczne przemówienia raz w roku – to codzienna praca na rzecz siły i godności Rzeczypospolitej.

Nie ma niepodległości bez podmiotowości, a nie ma podmiotowości bez odwagi w egzekwowaniu własnych praw. Niemcy muszą zrozumieć, że partnerstwo z Polską nie może być budowane na kłamstwie i przemilczaniu win. Dopóki ostatnie euro z tytułu należnych reparacji nie trafi do polskiego budżetu, sprawa II wojny światowej w relacjach polsko-niemieckich nigdy nie będzie zamknięta.

W ten rocznicowy dzień przypominamy rządzącym: narodowi nie da się zamknąć ust pustymi słowami. Polacy pamiętają, Polacy wiedzą, kto był oprawcą, i Polacy nie przestaną domagać się sprawiedliwości. Czas uległości musi się skończyć.

źr. wPolsce24

Publicystyka

Kolejny odlot przebrzmiałej aktorskiej gwiazdy, byle uderzyć w prezydenta Nawrockiego

opublikowano:
Prezydent Karol Nawrocki jest bezpardonowo, ale niezbyt mądrze atakowany przez fanatycznych zwolenników koalicji 13 grudnia
Prezydent Karol Nawrocki jest bezpardonowo, ale niezbyt mądrze atakowany przez fanatycznych zwolenników koalicji 13 grudnia (Fot. PAP/Radek Pietruszka)
Joanna Szczepkowska najwyraźniej uznała, że sam fakt, iż Karol Nawrocki zdecydował się bronić swojego dobrego imienia przed sądem, jest powodem do kpin. Po rozpoczęciu procesu prezydenta przeciwko wydawcy Onetu aktorka stwierdziła, że rozprawa to „gol do własnej bramki”, ponieważ przypomina opinii publicznej o publikacji dotyczącej jego przeszłości.
Publicystyka

Mądre i odważne słowa Karola Nawrockiego. Wizja Polski solidarnej i silnej, kontra smutna i biedna rzeczywistość rządów Tuska. Wielkość prezydenta unaocznia małość premiera

opublikowano:
Prezydent rzecznikiem wielkości narodu
Prezydent rzecznikiem wielkości narodu. ( fot. wPolsce24)
Wystąpienie prezesa Karola Nawrockiego w Pałacu Prezydenckim przy okazji spotkania głowy państwa z polskimi i zagranicznymi przedsiębiorcami z regionu Trójmorza pt. „Polska. Siła Trójmorza w G20”, to głos męża stanu, jakiego Polska dziś desperacko potrzebuje. Gdy z ust lidera obozu patriotycznego padają słowa o suwerenności gospodarczej, godności rodziny i sile Trójmorza na salonach G20, w tym samym czasie ekipa Donalda Tuska funduje Polakom bezradność, chaos w służbie zdrowia, drożyznę, wstyd i ucieczkę przed odpowiedzialnością okraszone błazeńskimi występami premiera na twitterku i TikToku.
Publicystyka

Festiwal żenady w cieniu kryzysu. Tusk pajacuje z piosenkami AI, podczas gdy Polacy liczą każdy grosz

opublikowano:
Kaprawy Tusk w samochodzie, błaznuje przed Polakami
Tusk z kolejną porcją błazenady (fot. x.com/Donald Tusk)
Drożyzna dobija domowe budżety, rachunki za energię rujnują przedsiębiorców, na stacje benzynową lepiej w ogóle nie zajeżdżać, a państwo trzeszczy w szwach. Tymczasem szef rządu, Donald Tusk, po raz kolejny udowadnia, że dla niego władza to nie odpowiedzialność, lecz nieustanny kabaret. W najnowszym wpisie na portalu x.com, premier serwuje Polakom infantylną piosenkę wygenerowaną przez sztuczną inteligencję. Czy tak ma wyglądać powaga polskiego rządu w obliczu zagrożeń i postępującego ubożenia społeczeństwa?
Publicystyka

"Wiceministra" rządu, którego premier rozmawia z maskotkami, rozmawia z warzywami. Ile ten cyrk jeszcze potrwa?

opublikowano:
Z członkami rządu jest coraz..., niech każdy sam sobie dopowie, wedle uznania
Z członkami rządu jest coraz..., niech każdy sam sobie dopowie, wedle uznania (Fot. grafika AI)
W założeniu ma być miło i śmiesznie, ale jest coraz bardziej straszno. Trzeba bowiem postawić pytanie o kondycję psychiczną ludzi, którzy pełnią bardzo istotne funkcje państwowe. Poważne tematy debaty publicznej są przez nich przedstawiane w formach wyjętych wprost z teatrzyków przedszkolnych.
Publicystyka

Trump chce płacić za głosy oddane na republikanów? Tusk może chcieć wprowadzić to samo!

opublikowano:
Donald Trump podczas konwencji Republikanów
Donald Trump podczas konwencji Republikanów (fot. PAP/EPA/JEFF MCWHORTER )
"Donald Trump zapowiedział płacenie za głosy oddane na republikanów w nadchodzących wyborach" - taką narrację surfują lewicowe media za Oceanem. Tymczasem prezydent USA w charakterystycznym dla siebie, dosadnym stylu posłużył się publicystyczną hiperbolą. Obawiamy się, że w warszawskich gabinetach uśmiechniętej koalicji ktoś może potraktować to jako gotowy podręcznik. Czy rząd Donalda Tuska, tracąc poparcie rozczarowanych Polaków, zdecyduje się pójść o krok dalej i wprowadzić system bezpośredniego „nagradzania” za właściwe wrzucenie karty do urny?
Publicystyka

Oto, co naprawdę szykował rząd Tuska. Prezydent wkroczył w ostatniej chwili i ratuje Polaków

opublikowano:
Zbigniew Bogucki
Zbigniew Bogucki (fot. wPolsce24)
W politycznym teatrze Donalda Tuska maski opadają niemal codziennie. Forsowane przez rządzącą koalicję „reformy” i medialne wrzutki coraz wyraźniej pokazują, z czym w rzeczywistości mamy do czynienia: z próbą przerzucenia kosztów własnej nieudolności na barki milionów ciężko pracujących Polaków. W tym chaosie, bezprawiu i propagandowej mgle jedyną realną instancją stojącą po stronie obywateli pozostaje Prezydent Rzeczypospolitej, który złożył własny projekt ustawy o kryptoaktywach.