Powrót „Króla TikToka”. Kolejna błazenada Tuska

Zamiast męża stanu, lidera mierzącego się z realnymi problemami gospodarczymi i geopolitycznymi, Polacy po raz kolejny zobaczyli polityka, który ponad wszystko przedkłada internetowy poklask, a jego główną bronią pozostaje szkolny, złośliwy infantylizm.
Premier w krótkich spodenkach
Trudno oprzeć się wrażeniu, że Donald Tusk cierpi na głęboki syndrom Piotrusia Pana. W momencie, gdy obywatele oczekują od szefa rządu powagi, konkretnych deklaracji i działań łagodzących wewnętrzne spory, premier woli realizować się jako internetowy influencer. Film opublikowany na jego oficjalnym profilu oraz towarzyszący mu komentarz to podręcznikowy przykład, że premier rozminął się z powołaniem
Zamiast merytorycznej argumentacji otrzymujemy miny, wyreżyserowane, lekceważące gesty, podwórkowe zaczepki i humor na poziomie wczesnego gimnazjum. To strategia obliczona na wywołanie prymitywnej satysfakcji u najbardziej radykalnego elektoratu, ale dla postronnego obserwatora jest to widok po prostu żenujący. Szef rządu dużego europejskiego państwa sprowadza debatę o przyszłości kraju do poziomu internetowego „szitpostingu” i dziecinnych gierek.
Tym razem premier postanowił, w typowy już dla siebie infantylny sposób, pochwalić prezentem, który wręczył premierowi Węgier. To przypinka, którą w Polsce znamy, jako "puste serduszko Platformy", tyle tylko, że w węgierskich barwach narodowych.
Strategia uniku: Gdy brakuje sukcesów, daj im mema
Ucieczka w dziecięcy humor i ostentacyjną niedojrzałość nie jest jednak dziełem przypadku. To sprawdzona, choć coraz bardziej zużyta zasłona dymna. Kiedy rząd Donalda Tuska nie potrafi poradzić sobie z kluczowymi obietnicami, kiedy w oczy kole brak realizacji flagowych projektów, a koalicja trzeszczy w szwach, najłatwiej jest odwrócić uwagę opinii publicznej kolejną „błyskotką”.
Wrzucenie do sieci infantylnego filmiku ma jeden cel: zresetować dyskusję o realnych problemach i zastąpić ją emocjonalną pyskówką o to, czy premier znowu „zaorał” opozycję, czy też przekroczył granice dobrego smaku. Donald Tusk od lat buduje swoją pozycję na polaryzacji, jednak sprowadzenie tej polaryzacji do poziomu piaskownicy obnaża intelektualną bezradność obecnej władzy. To rządy poprzez emotikony i krótkie formy wideo – dynamiczne, ładnie oświetlone, ale całkowicie pozbawione treści.
Rządzenie przez lajki
Politycy od zawsze szukali kontaktu z młodszym elektoratem i próbowali skracać dystans. Istnieje jednak subtelna granica między nowoczesną komunikacją a zwykłą śmiesznością i brakiem szacunku dla powagi sprawowanych funkcji. Tusk tę granicę przekroczył już dawno, a jego ostatni tweet jest tego ostatecznym dowodem.
Społeczeństwo, zmęczone ciągłym kryzysem i niepewnością, potrzebuje dzisiaj liderów dorosłych – gotowych do dialogu, wyważonych i przewidywalnych. Tymczasem z premierowskiego gabinetu płynie sygnał: „Zobaczcie, jaki jestem fajny i bezczelny”. Ta infantylna poza może i przyniesie Donaldowi Tuskowi kilkanaście tysięcy lajków oraz serduszek od najwierniejszych fanów (chociaż i z tym coraz gorzej). W szerszej perspektywie budzi jednak narastający niesmak i fundamentalne pytanie: czy u sterów państwa stoi człowiek odpowiedzialny, czy jedynie starszy pan rozpaczliwie walczący o uwagę algorytmów?
źr. wPolsce24











