Paradne. Nawet poseł KO przyznaje: zrobiliśmy z ludzi śmieciarzy

Pamiętacie Państwo te buńczuczne zapowiedzi lewicowo-liberalnych ideologów, jak to Polska wreszcie dołączy do „cywilizowanego świata”, a każdy Polak z pieśnią na ustach będzie maszerował do butelkomatów? Rzeczywistość okazała się dokładnie taka, przed jaką ostrzegali konserwatyści i rynkowi realiści: gigantyczne kolejki, niedziałające automaty, odór i absurd.
„Wozimy śmierdzące rzeczy w samochodach”
Jak dotąd gromy na system kaucyjny spuszczali głównie jedynie posłowie opozycji. Jednak z wagi na fakt, że wybory coraz bliżej, także posłowie formacji rządzącej postanowili pochylić się nad problemem. Do posła Roberta Dowhana z KO wreszcie dotarło to, co zwykli Polacy wiedzieli od pierwszego dnia wejścia w życie tych uciążliwych przepisów i formy, w jakiej został wprowadzony system kaucyjny.
„Zrobiliśmy z ludzi śmieciarzy” — palnął bez ogródek poseł rządzącej partii. I trudno odmówić mu racji, choć szkoda, że refleksja przyszła dopiero wtedy, gdy milionom obywateli zgotowano darmowy „festiwal upokorzenia”.
Wozimy te śmierdzące rzeczy w samochodach, potem stoimy w kolejkach, aby odzyskać swoje pieniądze. A przecież system segregacji działał dobrze. Miało być taniej i lepiej, ale wyszło jak zawsze” — pisał przejęty poseł w interpelacji do resortu Pauliny Hennig-Kloski.
Czyż to nie rozczulające? Polityk ugrupowania, które bezrefleksyjnie wdraża brukselskie koncepcje i Zielony Ład, nagle ze zdziwieniem odkrywa, że resztki słodkich napojów w plastikowej butelce po kilku dniach po prostu fermentują, śmierdzą i ciekną w bagażnikach rodzinnych aut. Rychło w czas!
Awaria za awarią, muchy i spór o zakrętki
Dalej w interpelacji posła Dowhana robi się jeszcze ciekawiej. Wylicza on całą litanię patologii, które stały się codziennością polskich konsumentów:
-
Maszyny w sklepach bezustannie się zacinają.
-
Pojemniki są przepełnione, śmierdzą i przyciągają roje much oraz robactwa.
-
Obywatele stoją w kolejce z wielkimi worami odpadów i czekają, by odzyskać swoje pieniądze
Ludzie stoją z workami i czekają. Jakie to upokorzenie naszego społeczeństwa. I to nie jest mój głos. To głos ludzi, z którymi rozmawiam” — grzmi poseł.
Co więcej, polityk KO ośmielił się podważyć całą doktrynę eko-szaleństwa, wspominając o słynnych przymusowych nakrętkach i papierowych słomkach:
Wymyślają nam bzdury nic niedające, jak te chore nakrętki, których nie da się odkręcić, czy papierowe słomki” - cytuje polityka "Fakt"
Aż ciśnie się na usta pytanie: gdzie był pan poseł, gdy te wszystkie klimatyczne dyrektywy i ustawy były forsowane w Parlamencie Europejskim i w Sejmie?
Gorzka pigułka dla ekofantastów
Wystąpienie posła KO to nic innego jak przyznanie się do całkowitej porażki koncepcji, w której państwo zamienia portfele obywateli w narzędzie szantażu, każąc im płacić dodatkowe podatki ukryte pod nazwą „kaucji”, a potem zmuszając do spędzania wolnego czasu w kolejkach do brudnych automatów.
Zamiast sprawnego, domowego systemu segregacji do żółtych pojemników, zaserwowano Polakom zbiórkę śmieci w salonach, bagażnikach i na zapleczach osiedlowych sklepów.
Skoro nawet posłowie rządzącej większości zaczynają publicznie głośno krzyczeć, że zrobiono z obywateli „śmieciarzy”, to znak, że miarka naprawdę się przebrała. Pytanie tylko, czy uśmiechnięta koalicja potrafi wyciągnąć jakiekolwiek wnioski i wyrzucić ten uciążliwy bubel prawny tam, gdzie jego miejsce - do kosza na śmieci, najlepiej bez konieczności czekania w kolejce do butelkomatu.
źr. wPolsce2 za "Fakt"











