Tak nas naciągają w restauracjach. Kontrola UOKiK ujawnia porażającą skalę nieprawidłowości

To wzrost w porównaniu z analogicznym badaniem z ubiegłego roku, gdy nieprawidłowości stwierdzono w 75 proc. obiektów (skontrolowano wówczas 626 lokali). Zamiast poprawy standardów i szacunku do klienta, mamy do czynienia z postępującym upadkiem etyki biznesowej i próbą przerzucenia kosztów drożyzny na klientów.
Mniejsze porcje, ukryte opłaty i oszustwa na składnikach
Z ustaleń inspektorów wyłania się obraz powszechnych praktyk ukierunkowanych na ukrywanie realnych kosztów i oszukiwanie na wadze czy składzie potraw:
-
Brak jasnych cen i gramatury (60% przypadków): To najczęstszy grzech branży. Brak podanej gramatury lub cennika uniemożliwia klientowi weryfikację, czy dostał pełną porcję, oraz porównanie oferty z konkurencją. UOKiK podaje przykłady, gdzie w lokalu w Kolnie gramaturę potraw określono w karcie słowem „około”, a w Grajewie brakowało informacji przy 63 pozycjach menu.
-
Oszukiwanie na wadze i wielkości: W Ustce skontrolowany dorsz ważył 260 g zamiast deklarowanych w menu 310 g, a porcja frytek była uszczuplona o 20 g. Z kolei w Jastrzębiej Górze zamiast 150 ml wina nalewano 130 ml.
-
Podmienianie produktów: Klienci płacą za towary pełnowartościowe, a otrzymują tańsze zamienniki. W kilku miejscach zamiast soku z czarnej porzeczki serwowano nektar, a w Toruniu sok wbito na paragon jako napój żurawinowy.
-
Brak certyfikacji: W wielu miejscach do ważenia potraw używano nielegalizowanych wag „typu domowego”.
Samowolka w opłatach serwisowych – „serwis” dopisywany do paragonu
Jednym z najbardziej dolegliwych problemów dla polskich rodzin pozostaje sprawa tzw. opłat serwisowych, doliczanych do rachunku bez wiedzy klienta. UOKiK jednoznacznie przypomina: wszelkie opłaty dodatkowe (za serwis, opakowanie na wynos) muszą być wyraźnie podane przed złożeniem zamówienia.
Gdy informacja o dopłacie pojawia się dopiero na paragonie, mamy do czynienia z bezpośrednim naruszeniem prawa. Portal Miejscownik.pl, prowadzący mapę opłat serwisowych, wskazuje na szereg absurdalnych i nieuczciwych praktyk stosowanych przez restauratorów:
-
Doliczanie opłaty serwisowej za prowadzenie rozmowy w języku angielskim.
-
Wliczanie do progu opłaty grupowej kilkumiesięcznych niemowląt.
-
pobieranie opłat w wysokości kilkudziesięciu złotych za rozbicie jednego rachunku na osobne pozycje.
-
Nakładanie auto-serwisu sięgającego w skrajnych przypadkach nawet 30 proc. wartości zamówienia.
Bierność państwa i fikcja kontroli
Statystyki pokazują fundamentalny problem z egzekwowaniem prawa w Polsce. Według danych Głównego Urzędu Statystycznego (GUS) w kraju działa ponad 101,5 tysiąca placówek gastronomicznych. Przy tempie kontroli na poziomie kilkuset lokali rocznie, prawdopodobieństwo wizyty Inspekcji Handlowej w konkretnym miejscu wynosi ułamek procenta. W efekcie nieuczciwi przedsiębiorcy kalkulują ryzyko i wolą płacić ewentualne znikome kary, kontynuując proceder wyciągania pieniędzy z kieszeni konsumentów.
Dla polskich rodzin, zmagających się z wysoki kosztami życia, wyjście do restauracji przestaje być formą odpoczynku, a staje się rynkowym torem przeszkód. Potrzebne są twarde egzekwowanie przepisów, wysokie kary finansowe dla nieuczciwych restauratorów oraz natychmiastowe ukrócenie ukrytych dopłat.
Warto dodać, że pewnym sposobem na ograniczenie nadużyć, miał być obowiązek zapewnienia przez lokal darmowej wody. Tajemnicą poliszynela jest bowiem, że to właśnie, na ten produkt właściciele restauracji przerzucają część kosztów prowadzenia biznesu - stąd w wielu lokalach za 300 mililitrów wody, za które w sklepie zapłacimy ok 1-2 zł, cena osiąga nawet 10 zł, co z kolei ciągnie w górę, ceny innych napojów. Niestety rząd zdecydował, że nie będzie wdrażał tego rozwiązania, a klienci znowu muszą obejść się smakiem.
źr. wPolsce24 za UOKiK, miejscownik.pl











