Zagraniczne dyskonty chcą złowić Polaków "na niemal darmowe pączki". Lokalne małe cukiernie są bez szans

Pączek za 5 groszy brzmi jak sen z czasów sprzed inflacji. Problem w tym, że to sen korporacyjny, a nie piekarniczy.
Wojna pączkowa, czyli kto da mniej
Normalnie średnia cena pączka w dyskoncie w 2026 roku to ponad 3 złote. W cukierniach – niemal 5 zł. Ale Tłusty Czwartek rządzi się swoimi prawami. To dzień, w którym logika ekonomii idzie na urlop, a marketing wchodzi na pełen etat.
Lidl oferuje pączki po 5 groszy przy zakupie 12 sztuk. Biedronka – przy zakupie 24. Reszta to już tylko matematyka koszyka zakupowego.
Nie chodzi o to, żeby zarobić na pączkach. Chodzi o to, żeby klient wszedł do sklepu, a skoro już jest – kupił mleko, mięso, kawę, chemię gospodarczą i pół sklepu przy okazji. Pączek za 5 groszy to nie produkt. To przynęta.
Duży może więcej. I robi to bez mrugnięcia okiem
Dla globalnych sieci handlowych sprzedaż pączków poniżej kosztów to żaden problem. To element gry, w której liczy się skala, kapitał i możliwość „przełknięcia” strat na jednym produkcie, bo zyski pojawią się gdzie indziej.
Lokalna, polska piekarnia? Nie ma żadnych szans. Nie dlatego, że piecze gorzej. Wręcz przeciwnie. Nie dlatego, że jest droższa „z chciwości”. Tylko dlatego, że nie może sprzedawać czegokolwiek za 5 groszy i dalej istnieć.
Smak kontra cena
Oczywiście – zwolennicy dyskontów powiedzą: „nikt nikogo nie zmusza, każdy wybiera”. I to prawda. Tylko że warto uczciwie powiedzieć jedno: pączek za 5 groszy to masówka, produkowana przemysłowo.
Pączek z lokalnej cukierni jest z pewnością smaczniejszy, często robiony jest według tradycyjnych receptur, z klasycznych składników. Choć cena zawsze będzie argumentem, ale smak, jakość i lokalność też mają swoją wartość – choć nie da się ich przeliczyć na grosze.
Inflacja inflacją, ale promocja musi być
Ciekawostka jest taka, że choć ceny pączków rosną wszędzie, to w cukierniach rosną wolniej niż w dyskontach. W ciągu trzech lat wzrost w cukierniach to ok. 26 proc., w marketach – aż 44 proc. A mimo to właśnie dyskonty w Tłusty Czwartek robią z siebie obrońców portfeli Polaków. Mogą, mają skalę i wiedzą, że ten jeden dzień wystarczy, żeby wygrać bitwę o klienta.
Pączek jako symbol
Pączek za 5 groszy to ciekawy symbol naszych czasów. Z jednej strony radość konsumenta, z drugiej – bezwzględna przewaga wielkich nad małymi. I nie ma tu prostych ocen ani łatwych rozwiązań.
Każdy zje, gdzie chce. Każdy zapłaci, ile uważa za stosowne. Ale warto wiedzieć, że za tą „słodką promocją” stoi twarda, zimna kalkulacja, a nie cud gospodarczy. Bo w ekonomii – podobnie jak w cukiernictwie – jeśli coś kosztuje 5 groszy, to ktoś inny płaci resztę.
Olgierd Jarosz











