Dramatyczna sytuacja na jarmarku. Koń udzielił pijanemu brutalnej lekcji pokory

Koń w polskiej kulturze od wieków zajmował miejsce szczególne – był towarzyszem broni, symbolem szlachectwa i najwierniejszym pomocnikiem rolnika. Tymczasem na Międzynarodowych Targach Końskich w Pajęcznie byliśmy świadkami sceny, która nigdy nie powinna mieć miejsca. Szlachetne zwierzę, wystawione na pokaz, stało się obiektem prymitywnego ataku ze strony człowieka, który w niczym nie przypominał odpowiedzialnego hodowcy, ani dorożkarza, którym według ustaleń "Faktu" jest to krakowski dorożkarz.
Natura broni się przed prymitywizmem
Nagranie z incydentu jest porażające. Widzimy na nim, jak wynika z informacji policji, 35-letniego mężczyznę, który w pijackim amoku – badanie wykazało, że miał niemal 3 promile alkoholu we krwi – szarpie konia za ogon, prowokuje go i dręczy. Zwierzę, mimo ogromnej cierpliwości, w końcu zareagowało w jedyny dostępny mu sposób. Potężne uderzenie kopytem w głowę agresora było natychmiastową odpowiedzią na pogwałcenie godności stworzenia.
W konserwatywnym postrzeganiu świata istnieje jasna hierarchia: człowiek ma panować nad przyrodą, ale czynić to z godnością i odpowiedzialnością. To, co zobaczyliśmy w Pajęcznie, było zaprzeczeniem tej zasady. To był triumf instynktownej szlachetności konia nad upadkiem moralnym człowieka.
Zgniły owoc „pijackiej swobody”
Nowe ustalenia śledczych potwierdzają najgorsze przypuszczenia. Mieszkaniec Małopolski, który trafił do szpitala z ciężkimi obrażeniami, nie był ofiarą „nieszczęśliwego wypadku”, lecz własnej głupoty i braku hamulców. Prawie 3 promile alkoholu to stan, w którym puszczają wszelkie hamulce:
Koń wyczuwa agresję i strach, ale przede wszystkim wyczuwa brak szacunku. To zwierzę o wielkiej inteligencji, które na jarmarkach zawsze było traktowane z niemal nabożną czcią. Ten incydent to policzek dla wszystkich prawdziwych hodowców” – komentuje jeden z uczestników targów.
Czy obronimy nasze jarmarki?
Burmistrz Pajęczna podjął jedyną słuszną decyzję, zawiadamiając prokuraturę. Musimy postawić sprawę jasno: polska wieś i polskie targi nie mogą kojarzyć się z obrazkami, które służą jedynie za pożywkę dla lewicowych mediów, chętnie uderzających w „zacofany zaścianek”.
Prawdziwym „zacofaniem” nie jest bowiem przywiązanie do koni i jarmarków, ale przyzwolenie na to, by pijana agresja niszczyła wizerunek polskiego rolnika. Koń z Pajęczna stał się mimowolnym bohaterem, który przypomniał nam o elementarnych zasadach:
-
Szacunek do stworzenia: Które służy człowiekowi, ale nie jest jego zabawką.
-
Odpowiedzialność: Picie alkoholu do nieprzytomności w miejscach publicznych to plaga, którą należy bezwzględnie zwalczać.
-
Prawo do obrony: Nawet zwierzę ma prawo bronić się przed nieuzasadnionym cierpieniem.
Wnioski na przyszłość
Niech ta bolesna lekcja – bolesna dosłownie dla 35-latka z Małopolski – będzie przestrogą. Jeśli chcemy zachować nasze tradycje, musimy oczyścić je z nalotu patologii. Oczekujemy surowej kary dla sprawcy, który zaatakował konia, oraz wzmocnienia porządku na kolejnych imprezach tego typu.
Polska tradycja to szlachetność i honor, a nie pijaństwo i znęcanie się nad słabszymi. Koń z Pajęczna pokazał to w sposób dobitny.
źr. wPolsce24











