Twardy "drwal" Żurek okazał się za miękki dla TVP Info w permanentnej likwidacji

Prowadząca program Aleksandra Pawlicka, rozmawiając z ministrem sprawiedliwości i prokuratorem generalnym Waldemarem Żurkiem, zapytała wprost: „Czy z Karolem Nawrockim w pałacu prezydenckim i Waldemarem Żurkiem w ministerstwie sprawiedliwości możemy być świadkami pierwszego w III RP impeachmentu?”
Problem polega na tym, że Polska… nie ma żadnej procedury impeachmentu. Nigdy. W żadnym wariancie. Niezależnie od tego, jak bardzo ktoś chciałby ją mieć.
To właśnie musiał wytłumaczyć prowadzącej sam Waldemar Żurek. Nawet on okazał się bardziej stonowany niż wymagała tego narracja programu. Żurek odpowiedział jednoznacznie:
„Nie mamy takiej procedury impeachmentu w Polsce i wolałbym, żeby prezydent i rząd współpracowali.”
Sytuacja jest symboliczna. Skoro nawet „twardy drwal” obecnej władzy musi studzić nastroje prowadzącej, to znaczy, że program próbuje podkręcać temperaturę sporu do poziomu oderwanego od prawa i zdrowego rozsądku.
W Polsce jedyną formą odpowiedzialności urzędu prezydenta jest Trybunał Stanu – procedura mało realna, bo wymagająca zgody aż 2/3 członków Zgromadzenia Narodowego, a więc obu izb parlamentu.
Prezydent największym bólem środowisk lewicowych
Pojawia się więc pytanie: skąd ten medialny głód sensacji i potrzeba fantazjowania o scenariuszach, które w polskim systemie są niemożliwe? Odpowiedź wydaje się dość oczywista: prezydent Karol Nawrocki jest dla części lewicowych i liberalnych środowisk bardzo poważnym problemem politycznym.
Nawrocki od początku swojej kadencji notuje wysoki poziom zaufania społecznego, przekraczający granice tradycyjnych podziałów. W ocenie wielu ekspertów jest on jednym z najbardziej komunikatywnych i stabilnych prezydentów ostatnich lat. Co więcej, nie odgrywa roli „notariusza rządu”, co wyraźnie nie podoba się środowiskom, które żądają pasywnej głowy państwa, podporządkowanej bieżącym interesom koalicji rządzącej.
Właśnie dlatego pytania o „impeachment” – choć kompletnie nieosadzone w polskich realiach prawnych – zaczynają się pojawiać w przestrzeni medialnej. Mają budować atmosferę kryzysu i insynuować, że prezydent może być w jakiś sposób „usuwalny”, jeśli tylko większość polityczna będzie tego chciała. Problem polega na tym, że konstytucja nie zna takiego mechanizmu, a podobne sugestie przypominają bardziej operowanie emocją niż informacją.
Oczekiwanie przekraczania granic prawa i rozsądku
Ten epizod z „Trójkąta politycznego” pokazuje coś jeszcze. W mediach sprzyjających obecnej władzy poziom oczekiwań wobec polityków takich jak Żurek przekracza granice sensu. Gdy prowadząca snuje wizje nieistniejących procedur, a minister musi ją korygować, okazuje się, że niektórzy komentatorzy są bardziej radykalni niż sami politycy obozu rządowego.
To nie był tylko lapsus. To była symptomatyczna demonstracja tego, jak bardzo część środowisk chciałaby widzieć w Pałacu Prezydenckim kogoś słabego, podatnego na presję i podatnego na polityczne naciski. Problem w tym, że Karol Nawrocki takim prezydentem nie jest — i to właśnie wywołuje największy ból po stronie, która dziś chciałaby kreować się na „obrońców demokracji”.
źr. wPolsce24 za X











