Publicystyka

Dlaczego Trump tak bardzo pragnie Grenlandii? Wyjaśniamy!

opublikowano:
Grenlandia. Ta wyspa ma niezwykle istotne znaczenie dla USA i Amerykanie od dawna chcą ją pozyskać
Ta wyspa jest niezwykle ważna dla USA (fot. ilustracyjna Pixabay)
Od jakiegoś czasu jest głośno o tym, że prezydent USA Donald Trump chce przejąć Grenlandię i dołączyć ją do USA. Biały Dom nie wyklucza nawet, że zdobędzie ją siłą. Dlaczego jednak amerykańskiemu przywódcy tak bardzo zależy na tej duńskiej wyspie.

Z tego tekstu dowiesz się:

  • USA od dekad interesują się Grenlandią – pomysły jej odkupienia lub przejęcia pojawiały się już w XIX i XX wieku, m.in. po zakupie Alaski.

  • Kluczowe znaczenie strategiczne – Grenlandia leży na trasie potencjalnego ataku z Rosji i od II wojny światowej odgrywa ważną rolę w amerykańskim systemie obronnym.

  • Bezpieczeństwo militarne i arktyczne – ogromna linia brzegowa i trudne warunki sprawiają, że Dania nie jest w stanie skutecznie jej chronić, co budzi obawy USA.

  • Bazy wojskowe i systemy obronne – amerykańska baza Pituffik (dawniej Thule) jest kluczowa dla monitoringu, radarów i łączności satelitarnej USA.

  • Kontrola przesmyku GIUK – Grenlandia ma fundamentalne znaczenie dla blokowania ruchów wrogiej floty na północnym Atlantyku i ochrony wschodniego wybrzeża USA.

  • Bogactwa naturalne – wyspa posiada ogromne złoża ropy, gazu i metali ziem rzadkich, kluczowych dla nowoczesnych technologii i niezależności od Chin.

  • Rywalizacja USA–Chiny – Grenlandia coraz częściej pojawia się w chińskich planach inwestycyjnych, co Waszyngton postrzega jako poważne zagrożenie geopolityczne.

  • Potencjalna niepodległość Grenlandii – dążenia separatystyczne i ewentualne wsparcie Chin mogłyby osłabić pozycję USA w Arktyce.

  • Arktyka jako nowy front rywalizacji mocarstw – kontrola Grenlandii oznacza realny wpływ na przyszłość Arktyki i globalny układ sił.

Plany pozyskania Grenlandii przez USA nie są niczym nowym. Amerykańskie rządy wielokrotnie dyskutowały o tym w przeszłości, m.in. w 1867, 1910, 1946 i 1955 roku. Wśród zwolenników tego pomysłu był także sekretarz stanu William Seward (1801-1872) – ten sam, który odkupił Alaskę od Rosji. Waszyngton kilka razy składał Kopenhadze propozycję odkupienia wyspy – ale ostatecznie do tego nie doszło.

Dlaczego jednak Amerykanom tak bardzo zależy na Granlandii? 

Kluczowy element bezpieczeństwa

Jednym z głównych powodów jest położenie. Już na początku XX wieku Amerykanie uznali Grenlandię za jedną z europejskich kolonii, które w razie poważnego konfliktu zbrojnego zostaną poddane prewencyjnej okupacji. Stało się tak podczas II wojny światowej, kiedy zaczęli okupować wyspę, gdy Niemcy podbili Danię. Po wojnie ją oddali, ale mimo nalegań Kopenhagi nie wycofali swoich wojsk.

Podczas zimnej wojny było jasne, że ewentualny rosyjski atak przejdzie nad tą wyspą, a tamtejsza baza wojskowa Thule (dziś Pittufik) była jedną z najważniejszych placówek wojskowych USA.

Do dziś nic się nie zmieniło. Amerykanie nadal postrzegają Grenlandię jako kluczowe miejsce dla ich bezpieczeństwa, ale także słaby punkt. Wybrzeże Grenlandii ma aż 44 tys. km długości, a malutka Dania nie jest w stanie go strzec. W przeszłości wielokrotnie kręciły się w pobliżu Grenlandii rosyjskie i chińskie okręty, które w razie wojny mogłyby np. zniszczyć amerykańską infrastrukturę podwodną. Często wykrywano to przypadkiem.

Przejęcie Grenlandii pozwoliłoby na znaczne umocnienie tej wyspy i np. zainstalowanie na niej radarów i innych czujników. Rasmus Sinding Søndergaard z Duńskiego Instytutu Badań Międzynarodowych przyznał w zeszłym roku, że obawy Amerykanów o bezpieczeństwo nie są bezpodstawne – zauważył, że Rosjanie mają dużo większe doświadczenie w walce w warunkach arktycznych, więc Grenlandia jest bardzo podatna na ewentualną rosyjską inwazję.

Grenlandia jest także fragmentem tzw. przesmyku GIUK. To część północnego Atlantyku, na której leży, oprócz Grenlandii, także Islandia i Wielka Brytania. W amerykańskiej strategii obronnej przejęcie kontroli i zablokowanie tego przesmyku ma kluczowe znaczenie - gdyby wroga marynarce przepłynęła nim z Morza Norweskiego, mogłaby zagrozić wschodniemu wybrzeżu USA. Dostęp do Grenlandii ma kluczowe znaczenie w utrzymaniu ewentualnej blokady morskiej tego przesmyku, ćwiczonej wielokrotnie przez USA i NATO.

Co więcej, Amerykanie narzekają także na wysoce nieadekwatne do stopnia zagrożeń zabezpieczenie przestrzeni powietrznej nad tą wyspą, i chcieliby, by stała się ona częścią NORAD – systemu obrony przeciwlotniczej, który chroni USA i Kanadę. Boją się także, że w razie ogłoszenia przez Grenlandię niepodległości stracą bazę Pituffik. To jedna z zaledwie dwóch polarnych instalacji wojskowych, które umożliwiają im komunikację z własnymi satelitami, więc jej utrata byłaby dla nich poważnym ciosem.

Bogactwa naturalne i nowe szlaki

Równocześnie Grenlandia jest łakomym kąskiem z innego powodu. Ta wyspa ma ogromną ilość surowców naturalnych. Amerykańska agencja geologiczna USGS szacuje, że w jej wodach terytorialnych są złoża ropy liczące 17,5 mld baryłek i złoża gazu ziemnego, które zawierają go aż 4,19 biliona metrów sześciennych. Ma też największe poza Chinami znane złoża metali ziem rzadkich, które mają kluczowe znaczenie dla współczesnej technologii.

Tymczasem obecnie są one praktycznie nieeksploatowane. Dostęp do nich znacznie zwiększyłby bezpieczeństwo energetyczne USA i szerszego zachodu i zmniejszyłoby uzależnienie od chińskich metali ziem rzadkich.

Zmiany klimatu sprawiają także, że na Arktyce otwierają się nowe szlaki morskie, a Grenlandia jest kluczowa dla ich kontrolowania.

Umizgi do Chin

Równocześnie Grenlandia stała się elementem globalnej rywalizacji między USA i Chinami. Jak zauważa portal The Diplomat, władze Grenlandii oficjalnie twierdzą, że są gotowe na interesy z każdym, ale od dawna próbują zacieśnić swoje stosunki z Pekinem. Odkąd przyjęto w 2009 roku ustawę, która dała im autonomię, Grenlandczycy regularnie goszczą w Chinach, próbując namówić tamtejszych inwestorów do inwestycji na ich wyspie.

Przyczyny tych umizgów są oczywiste. Większość partii na Grenlandii popiera ogłoszenie niepodległości od Danii. Problemem jest jednak ekonomia – wyspa, której głównym źródłem dochodów jest rybołówstwo, nie byłaby w stanie się utrzymać bez pieniędzy Kopenhagi. Dość powszechne jest tam jednak przekonanie, że chińskie inwestycje, głównie w wydobycie surowców, sprawią, że Grenlandia stanie się bogata i Dania przestanie jej być potrzebna.

Obecnie prochińskie tendencje są nieco hamowane przez Kopenhagę, a i sami Chińczycy na razie podchodzą do kontaktów z wyspą bardzo ostrożnie, ale nie można wykluczyć, że w razie ogłoszenia przez Grenlandię niepodległości - co może zrobić w każdej chwili i bez większych problemów – dostanie się ona w chińską strefę wpływów.

Amerykanie nie mogą sobie na to pozwolić. Pamiętają, ile problemów sprawiła jej inna wyspa w pobliżu USA - Kuba - gdy znalazła się w strefie wpływów ZSRS;  w 1962 roku niemal doprowadziło to do wybuchy III wojny światowej.

Grenlandia odgrywa też ogromną rolę w coraz ważniejszej rywalizacji mocarstw o Arktykę. - Ktokolwiek trzyma Grenlandię, będzie trzymał Arktykę. To najważniejsza lokacja strategiczna na Arktyce, a być może na całym świecie – powiedział w 2019 roku Walter Berbrick z amerykańskiej uczelni wojskowej Naval War College. Jeśli dostanie się w strefę wpływów Chin, to pozycja USA w tej rywalizacji ulegnie znaczącemu osłabieniu.

Paradoksalnie właśnie to sprawia, że Dania tak bardzo nie chce oddać wyspy. Fakt, że Grenlandia, obok wysp Faroe, czyni z niej państwo arktyczne sprawia, że pozycja międzynarodowa tego kraju jest dużo silniejsza, niż byłaby bez niej.

źr. wPolsce24 

Publicystyka

Miało być trzęsienie ziemi, był cyrk. Wystąpienie Rutkowskiego w Sejmie

opublikowano:
Krzysztof Rutkowski w Sejmie
Krzysztof Rutkowski (fot. wPolsce24)
Sejmowe korytarze widziały już wiele, ale wtorkowy spektakl z udziałem Krzysztofa Rutkowskiego przejdzie do historii jako modelowy przykład polityczno-medialnej wydmuszki. Celebryta-detektyw zapowiadał polityczne trzęsienie ziemi, zaprosił tłum dziennikarzy i... nie ujawnił absolutnie nic. Ani jednego nazwiska, ani konkretnych zarzutów. Zamiast zapowiadanych dowodów dostaliśmy potok banałów, teatralne uniki i opowieści o pobytach w Grecji oraz Naddniestrzu.
Publicystyka

"Cel: Prezydent. Apogeum przemysłu pogardy”. Ujawniamy kulisy brutalnej nagonki. Mocny reportaż telewizji wPolsce24

opublikowano:
Tak atakują prezydenta
Tak atakują prezydenta (fot. wPolsce24)
Polityczne prowokacje, fake newsy, zmasowane ataki medialne i bezprecedensowy hejt – to codzienność, z którą mierzy się Karol Nawrocki. W telewizji wPolsce24 odsłaniamy mechanizmy bezwzględnej machiny uderzającej w kandydata na urząd prezydenta. Nie przegap premierowej emisji filmu dokumentalnego, który bezkompromisowo punktuje polityków i sprzyjające im redakcje.
Publicystyka

To ma być teraz największy kłopot Niemców? Artykuł w prestiżowym dzienniku wywołał burzę

opublikowano:
Dwie homoseksualne kobiety na ulicach Berlina
Dwie homoseksualne kobiety na ulicach Berlina (fot. shutterstock
Kiedy spojrzy się na nagłówki niemieckich gazet ekonomicznych, obraz nie napawa optymizmem: kryzys przemysłu motoryzacyjnego, rosnące koszty energii, wyzwania związane z bezpieczeństwem czy pękający w szwach system socjalny. Wydawać by się mogło, że to właśnie te tematy powinny bez reszty absorbować tamtejszą opinię publiczną i media głównego nurtu. Nic bardziej mylnego. W niemieckiej prasie opiniotwórczej – takiej jak monachijska „Süddeutsche Zeitung” – nie brakuje miejsca na zupełnie inne, „fundamentalne” dylematy współczesności. Jednym z nich staje się instruktaż i rozważania nad tym, jak skomplikowane i pełne barier bywa dziś... „queerowe randkowanie”.
Publicystyka

STANISŁAW JANECKI: Trwa wielka operacja zastraszania polskiego społeczeństwa, a to, co się działo w okolicy siedziby Trybunału Konstytucyjnego, to jej część

opublikowano:
tusk.webp
Donald Tusk (fot. Fratria)
Nieprzypadkowo prezes PiS Jarosław Kaczyński nazywa obecnie rządzących „władzą zewnętrzną”. Ich sposób rządzenia w jakimś sensie przypomina działania okupanta.
Publicystyka

Zamach na TK, czyli Berek i policyjne pałki

opublikowano:
mid-26a14328
Policja pod siedzibą Trybunału Konstytucyjnego (Fot. PAP/Paweł Supernak)
Bitwa o Trybunał Konstytucyjny nie ma nic wspólnego z prawem. Ma za to z władzą i to władzą autorytarną. Tusk nie chce prowadzić sporów akademickich, doktrynalnych. On walczy o polityczne „życie”. Oszalała z nienawiści zgraja spod znaku Giertycha musi dostać jakiś ochłap. Tym „ochłapem” jest dzisiaj Trybunał Konstytucyjny. Czy wejście nominata Tuska do TK coś zmieni? Dziś jeszcze nic, ale będzie jasnym sygnałem dla społeczeństwa: dziś możemy wszystko.
Publicystyka

Zastraszanie, prezydent i wybory. Po to jest szturm na TK!

opublikowano:
AWIK_Trybunal_23042021_10 (1).webp
Siedziba Trybunału Konstytucyjnego (Fot. Fratria)
Dlaczego Koalicji 13 Grudnia tak bardzo zależy na przejęciu Trybunału Konstytucyjnego? Trzy słowa są kluczowe: zastraszanie, prezydent, wybory.