Niemiecka pisarka zastanawia się, co robił jej dziadek w SS. Odpowiadamy na jej pytanie

Dla niemieckiej opinii publicznej Radom to tylko nazwa na mapie. Dla historyków to miejsce jednej z najbardziej brutalnych operacji SS w Generalnym Gubernatorstwie. Jeśli rodzina Hermannów „nie pamięta”, co robił tam ich przodek, przypominamy fakty, których nie da się wymazać.
Radom: Centrum terroru SS
Dziadek Judith Hermann nie trafił do Radomia przypadkiem. Miasto było stolicą dystryktu, w którym SS i policja (Sipo/SD) posiadały nieograniczoną władzę nad życiem tysięcy ludzi.
To tutaj formacje te realizowały najbardziej mroczne punkty planu Heinricha Himmlera.
1. Masowe egzekucje na Firleju: „Fabryka śmierci” w lesie
Jedną z najbardziej przerażających kart w historii Radomia są masowe mordy w podradomskim lesie Firlej. To tam jednostki SS i policji rozstrzeliwały więźniów przywożonych z radomskich katowni.
• Skala: Zamordowano tam od 12 000 do 15 000 osób – głównie Polaków i Żydów.
• Metoda: Ofiary zmuszano do rozbierania się i klękania nad krawędzią masowych grobów. Esesmani zabijali ich strzałami z broni maszynowej.
• Zacieranie śladów: Pod koniec wojny SS nakazało odkopywanie ciał i ich palenie, by ukryć dowody zbrodni przed nadchodzącą Armią Czerwoną.
2. Likwidacja getta: Krwawe lato 1942
W sierpniu 1942 roku SS przeprowadziło likwidację radomskiego getta. To nie była „ewakuacja” – to była rzeź.
• W ciągu zaledwie kilku dni 30 000 ludzi wysłano do komór gazowych Treblinki.
• Na miejscu, na ulicach Radomia, esesmani zamordowali około 2 000 osób – głównie dzieci, starców i chorych, których uznano za „zbędny balast”.
• Krew ofiar płynęła rynsztokami ulic Szwarlikowskiej i Wałowej – miejsc, po których dziś spacerują turyści i potomkowie sprawców.
3. Katownia przy ul. Kościuszki 6
To tutaj mieściła się siedziba policji bezpieczeństwa (Sipo) i SD. Każdy oficer SS w Radomiu wiedział, co dzieje się w piwnicach tego budynku. Więźniowie byli tam poddawani bestialskim torturom: biciu bychowcami, wieszaniu na „słupku” czy rażeniu prądem.
Wielu z nich nigdy nie opuściło tego miejsca o własnych siłach. Po wojnie - w tym samym budynku - polskich patriotów katowali funkcjonariusze bezpieki i NKWD.
Praca niewolnicza pod nadzorem SS
Dziadek Judith Hermann był częścią aparatu zbrodni, który czerpał zyski z morderstw, grabieży i niewolniczej pracy obywateli Polski. W radomskiej Wytwórni Broni (pod zarządem koncernu Steyr-Daimler-Puch) esesmani nadzorowali robotników przymusowych.
Każde uchybienie, spóźnienie czy podejrzenie o sabotaż kończyło się natychmiastową egzekucją na terenie zakładu. To nie była „zwykła służba”
Judith Hermann w swoim eseju dla FAZ szuka „dziadka”. Jednak w archiwach Radomia nie znajdzie starszego pana z rodzinnych fotografii, lecz trybik w maszynie, która:
1. Wysiedlała i mordowała cywilów.
2. Pacyfikowała okoliczne wsie (m.in. Gałki i Gielniów).
3. Nadzorowała Holokaust na terenie dystryktu radomskiego.
Pytanie „co robił mój dziadek w SS?” ma w całej Polsce bardzo konkretną, krwawą odpowiedź. To nie trauma potomków jest tu najważniejsza, lecz pamięć o milionach ofiar, którym esesmani – tacy jak przodek pisarki – odebrali życie i godność.
I do dziś nie potrafią się do tego przyznać i rozliczyć się z tej zbrodni.
źr. wPolsce24











