Chińczycy znów straszą Tajwan. Czy szykują inwazję?

Z tego tekstu dowiesz się:
-
W ciągu ostatnich 24 godzin w pobliżu Tajwanu wykryto 26 chińskich samolotów wojskowych – poinformowało tajwańskie Ministerstwo Obrony Narodowej.
-
To największa liczba takich lotów od 25 lutego, po wcześniejszej kilkudniowej przerwie, która rozpoczęła się po wybuchu wojny w Iranie.
-
Chiny od lat wywierają presję militarną na Tajwan, wysyłając samoloty i okręty w okolice wyspy pod pretekstem ćwiczeń wojskowych.
-
Pekin uważa Tajwan za zbuntowaną prowincję, mimo że wyspa funkcjonuje jako niepodległe państwo i utrzymuje własne siły zbrojne.
-
Eksperci podkreślają jednak, że nic nie wskazuje obecnie na przygotowania do inwazji, a działania Chin to raczej demonstracja siły i presji politycznej.
-
Ewentualny atak byłby dla Chin bardzo trudny – wymagałby skomplikowanej inwazji morskiej i oznaczałby ryzyko konfliktu z USA.
-
Dodatkowo Pekin musiałby liczyć się z dotkliwymi sankcjami gospodarczymi ze strony Zachodu, które mogłyby poważnie uderzyć w chińską gospodarkę.
Podczas wojny domowej w Chinach Tajwan – zwany wtedy Formozą – był ostatnim terytorium, którego nie udało się zdobyć komunistom. Dziś to niepodległe państwo, ale Chińska Republika Ludowa nie uznaje jego niepodległości – i nie chce utrzymywać stosunków dyplomatycznych z państwami, które to robią. Komuniści twierdzą, że Tajwan to tylko zbuntowana prowincja – i deklarują otwarcie, że chcą ją znów dołączyć do Chin.
Na jakiś czas odpuścili
Chińscy komuniści od dawna nękają Tajwan poprzez wysyłanie sił zbrojnych w pobliże jego granic, pod pretekstem ćwiczeń wojskowych lub patroli. Najczęściej wysyłają w pobliże tego państwa swoje samoloty wojskowe. Te loty praktycznie jednak ustały, z nie do końca jasnych powodów, po wybuchu wojny w Iranie. Wcześniej dłuższe przerwy występowały jedynie z powodu trudnych warunków pogodowych.
Teraz jednak chińskie samoloty powróciły. Jak poinformowało tajwańskie Ministerstwo Obrony Narodowej w niedzielę, w ciągu ostatnich 24 godzin nad Cieśniną Tajwańską odnotowano aż 26 chińskich maszyn. To najwięcej obserwacji w ciągu jednego dnia od 25 lutego, kiedy wykryto ich 30. Od 27 lutego do 7 marca nie odnotowano żadnych chińskich lotów, a po 7 marca zdarzały się sporadycznie.
Szykują się do inwazji?
Powrót chińskich samolotów w pobliże Tajwanu obudził obawy, że komuniści szykują się do inwazji na Tajwan. Większość ekspertów uważa jednak, że o ile takiego scenariusza nie można całkowicie wykluczyć, nic na razie nie wskazuje, że jego prawdopodobieństwo wzrosło. Ich zdaniem Chińczycy wrócili po prostu do dawnej praktyki wywierania presji na Tajwan przez demonstracje siły, a ciekawszą zagadką jest to, dlaczego na jakiś czas przestali.
Dla chińskich komunistów zdobycie Tajwanu byłoby oczywiście realizacją marzeń, ale w praktyce nie jest to takie proste. Chińczycy musieliby bowiem dokonać na tę wyspę inwazji morskiej, a te nie bez powodu są uznawane za najtrudniejszy typ operacji wojskowej. Podczas II Wojny Światowej alianci przez wiele lat planowali inwazję na północną Francję, ale mimo świetnego przygotowania i użycia ogromnych sił do samego końca nie było pewne, czy ta operacja się powiedzie. Jeśli Chińczycy spróbują, jest niemal pewne, że poniosą spore straty zanim pierwszy ich żołnierz postawi nogę na plaży.
Poleje się dużo chińskiej krwi
Wyzwaniem dla Chin byłaby także tajwańskie siły zbrojne. Są wprawdzie nieporównywalnie mniejsze od chińskich, ale są świetnie wyszkolone i mają dostęp do nowoczesnej broni, głównie produkcji amerykańskiej i francuskiej. Co więcej, groźby ze strony komunistów sprawiają, że zachowują wysoki stopień gotowości bojowej. Tajwańska doktryna bierze pod uwagę przewagę liczebną Chin, więc zakłada jak najszybsze przejście do działań asymetrycznych. W uproszczeniu – Tajwańczycy wiedzą, że na dłuższą metę nie obronią się przed Chinami, ale chcą im zadać tak duże straty i na tyle długo się bronić, by Chiny uznały, że atak im się nie opłaca.
Pozostaje też kwestia USA. Chociaż ten kraj nie uznaje oficjalnie niepodległości Tajwanu, jest jego bliskim sojusznikiem. W temacie tego, czy Amerykanie przyjdą Tajwanowi z pomocą, oficjalną polityką jest tzw. strategiczna niejednoznaczność. USA oficjalnie nie deklarują swojej pomocy, ale też nie deklarują, że jej nie okażą. Niektórzy prezydenci, jak George W. Bush czy Joe Biden, niemal otwarcie sugerowali jednak, że Tajwan może liczyć na pomoc USA. Donald Trump zachowuje w tym temacie milczenie, ale nie jest tajemnicą, że w jego administracji jest wielu zwolenników twardej polityki wobec Pekinu. Chiny atakując Tajwan, muszą się liczyć z tym, że wejdą w gorącą wojnę z USA.
Chiny są bezbronne przed amerykańskim lotnictwem
Po ostatnich wydarzeniach perspektywa takiej wojny stała się dla Pekinu dużo bardziej przerażająca. Problemem jest chińska obrona przeciwlotnicza. Chińczycy od dawna reklamowali swoje radary i wyrzutnie rakiet jako co najmniej równe, a może nawet lepsze od swoich zachodnich odpowiedników. Twierdzili nawet, że radzą sobie z nowoczesnymi samolotami o obniżonej wykrywalności dla radarów, jak F-35 czy B-2. Praktyka pokazała jednak, że chińska OPL w ogóle nie sprawdza się w warunkach bojowych.
Pierwsze wątpliwości pojawiły się podczas operacji Sindur w maju zeszłego roku, w ramach której Indie zaatakowały Pakistan w zemście za zamachy terrorystyczne. Pakistan jest jednym z najważniejszych klientów chińskiego przemysłu zbrojeniowego, importuje z tego kraju aż 82% swojej broni. Hindusi twierdzili jednak, że chińskie rakiety przeciwlotnicze okazały się zupełnie nieskuteczne i nie udało im się niczego zestrzelić.
Chińskiej produkcji OPL nie popisała się także w Wenezueli. Wenezuela miała na wyposażeniu chiński radar wczesnego ostrzegania JY-27A, który według producenta miał być zdolny do wykrycia F-35 z odległości do 390 km. Nie zrobił tego, a wenezuelska obrona przeciwlotnicza dała się całkowicie zaskoczyć i nie zestrzeliła żadnej z 150 amerykańskich maszyn biorących udział w tej operacji, łącznie z wolnymi śmigłowcami transportowymi. Równie kiepsko chiński sprzęt sprawdził się w Iranie, gdzie Izrael dał radę zaskoczyć i wyeliminować ajatollaha Chameneiego już w pierwszym nalocie, a obecnie panowanie USA w powietrzu jest tak duże, że ich myśliwce atakują irańskie siły zbrojne działkami, a izraelskie samoloty tankują nad Teheranem. To oznacza, że jeśli inwazja na Tajwan wywoła konflikt kinetyczny z USA, to amerykańskie lotnictwo już w pierwszych dniach konfliktu będzie w stanie zniszczyć kluczowe cele w Chinach, a komuniści nie będą mogli go przed tym powstrzymać.
Czy zaakceptują ryzyko?
Inwazja na Tajwan może również znacznie popsuć pozycję handlową Chin. Chiny były niegdyś bardzo biednym państwem, ale wzbogaciły się na tym, że Zachód pozwolił im ze sobą handlować. Nawet jeśli Amerykanie nie przyjdą Tajwanowi z bezpośrednią pomocą, to dotkliwe sankcje na Chiny w razie inwazji na Tajwan są niemal pewne, a być może dołączą do nich inne państwa, którym zależy na powstrzymywaniu chińskiej agresji. To oznaczałoby, że nawet jeśli Chiny zdobędą Tajwan szybko i przy minimalnych stratach – a to bardzo wielkie „jeśli” - to jego okupacja może się okazać dla nich zupełnie nieopłacalna.
Oczywiście nie da się wykluczyć, że Chiny jednak zdecydują się na inwazję na Tajwan. Dla Xi Jinpinga podbicie tej wyspy jest sprawą wysoko prestiżową i kluczowym elementem jego doktryny „odrodzenia narodowego”. Pytaniem pozostaje to, jakie ryzyko i jakie koszty inwazji komuniści uznają za akceptowalne. Analitycy uważają, że obecnie Chiny, mimo gwałtownej modernizacji, nie mają jeszcze zdolności wojskowych, które zagwarantowałyby im podbicie tej wyspy – ale to nie musi oznaczać, że nie spróbują.
źr. wPolsce24 za Reuters, Indo-Pacific Defense Forum, ASPI Strategist











