Nauczyciele uderzają w Nowacką. Wyśmiali jej podwyżki

Już 17 lutego odbędą się rozmowy między stroną rządową a nauczycielami w sprawie podwyżek wynagrodzeń, reprezentowanymi przez działaczy wszystkich związków zawodowych zrzeszających tę grupę zawodową. Podczas spotkania omawiany będzie projekt tzw. rozporządzenia płacowego – dokument określający minimalne stawki wynagrodzenia zasadniczego, które mają obowiązywać w 2026 roku.
Sprawa wywołuje już teraz duże emocje. Resort edukacji proponuje podniesienie wynagrodzeń nauczycieli o około 3 proc., co w praktyce oznacza bardzo niewielki wzrost pensji w przedziale od 151 do 186 zł brutto, obowiązujący od początku przyszłego roku. Zgodnie z przedstawionymi wyliczeniami, od 1 stycznia stawki wynagrodzenia zasadniczego miałyby wynosić: 5308 zł brutto dla nauczyciela początkującego, 5469 zł brutto dla nauczyciela mianowanego oraz 6397 zł brutto dla nauczyciela dyplomowanego. Najwyższa grupa mogłaby więc liczyć na wzrost o 186 zł brutto, jednak, zdaniem związkowców, skala tych podwyżek pozostaje symboliczna.
Propozycja resortu kierowanego przez Barbarę Nowacką spotkała się z negatywnym odbiorem ze strony ZNP. Prezes związku, Sławomir Broniarz, podkreśla, że różnice płacowe między kolejnymi stopniami awansu są zbyt małe, by skutecznie motywować nauczycieli do rozwoju zawodowego. Dodał przy tym, że nawet uwzględnienie wszystkich dodatków stażowych niewiele zmienia sytuację wielu pedagogów. Wielu z nich czuje się zawiedzionych przez rząd, który w kampanii wyborczej w 2023 roku zapowiadał znaczący wzrost wynagrodzeń w sektorze edukacji.
Zdaniem ZNP problem ma charakter systemowy. Obowiązujący model wynagradzania nauczycieli, jak podkreśla Broniarz, powstał w innych realiach i nie odpowiada współczesnym wyzwaniom edukacyjnym ani rosnącym oczekiwaniom wobec pedagogów. Związkowcy postulują jego gruntowną reformę od lat.
źr. wPolsce24 za Wprost/Money.pl











