Zniewaga prezydenta na antenie TV i… pół roku czekania na ruch prokuratury. Za to w sprawie Owsiaka...

Dokładnie słowa te padły 26 sierpnia 2025 roku i natychmiast wywołały falę oburzenia. Prowadząca program Agnieszka Gozdyra zwróciła uwagę, że takie porównanie przekracza granice debaty publicznej. Mazurenko bronił się, twierdząc, że krytykuje jedynie zachowanie konkretnej osoby, a nie sam urząd prezydenta.
Sprawa szybko nabrała konsekwencji pozaprawnych. Mazurenko został zwolniony z funkcji redaktora naczelnego „Obserwatora Międzynarodowego”, a redakcja w oficjalnym oświadczeniu odcięła się od jego słów, podkreślając konieczność poszanowania instytucji państwowych.
Sam dziennikarz zablokował swoje konta w mediach społecznościowych, a po kilku godzinach opublikował przeprosiny, deklarując szacunek wobec Prezydenta RP i instytucji państwa.
Jednak dopiero teraz — po pięciu miesiącach — prokuratura potwierdziła wszczęcie postępowania w sprawie publicznego znieważenia głowy państwa, za co grozi kara do trzech lat pozbawienia wolności.
I właśnie tu zaczyna się prawdziwy skandal.
Pięć miesięcy ciszy. A potem nagłe przebudzenie
Słowa Mazurenki padły 26 sierpnia 2025 roku. To oznacza, że od momentu ich wypowiedzenia do reakcji prokuratury minęło dokładnie pięć miesięcy. Tyle samo czasu, ile upłynęło w innej głośnej sprawie — od wpisu emerytki skierowanego do Jerzego Owsiaka („Giń człowieku”) do… pierwszej rozprawy przed sądem.
W tamtym przypadku aparat państwa zadziałał błyskawicznie. Sprawa została szybko nagłośniona, postępowanie ruszyło bez zwłoki, akt oskarżenia został przygotowany, a sąd wyznaczył termin. Tu — mimo że chodzi o publiczne znieważenie urzędu Prezydenta RP na antenie ogólnopolskiej telewizji — przez miesiące panowała cisza.
Dopiero gdy temat wywołał medialną burzę, gdy padły przeprosiny, a autor wypowiedzi poniósł już realne konsekwencje zawodowe, prokuratura postanowiła formalnie zareagować.
Porównanie tych dwóch spraw rodzi nieuchronne pytania o równość wobec prawa i standardy działania organów ścigania. Dlaczego w jednych przypadkach państwo reaguje natychmiast, a w innych potrzebuje miesięcy? Czy kalendarz prokuratury zależy od nazwisk, kontekstu politycznego albo medialnej temperatury sprawy?
Jeśli obraźliwy wpis w internecie może w krótkim czasie doprowadzić delikwenta do sali sądowej, to publiczne znieważenie głowy państwa na antenie telewizji nie powinno czekać pół roku na reakcję. W przeciwnym razie trudno oprzeć się wrażeniu, że w Polsce obowiązują różne prędkości sprawiedliwości — jedne dla „zwykłych obywateli” i spraw niewygodnych lub politycznie delikatnych, a inne dla osób, którym "po drodze" z obecnym aparatem władzy.
źr. wPolsce24 za polsatnews.pl











