Bosak alarmuje: Afrykańczyk, który zaatakował Polaka, już na wolności! Policja: Brutalny atak imigranta, to „zwykła sprzeczka”.
Sprawę nagłośnił wicemarszałek Sejmu Krzysztof Bosak, powołując się na ustalenia lubelskiego działacza Rafała Meklera oraz doniesienia medialne.
Krwawy finał afrykańskiego festiwalu
Napastnik, który na co dzień mieszka w Warszawie i pracuje tam jako DJ, przyjechał do Lublina specjalnie na „Africa Days”. W jednym z klubów zaatakował świętującego Polaka, uderzając go szklanką z piwem w okolice głowy i szyi od tyłu.
Skutki ataku okazały się fatalne. Poszkodowany mężczyzna trafił do szpitala, gdzie lekarze przez dwie godziny walczyli o zszycie rozległej rany. Jak informował sam poszkodowany w rozmowie z telewizją wPolce24 uderzenie było na tyle silne i niefortunne, że doszło również do uszkodzenia kręgosłupa. Mimo tego, napastnik już jest wolny.
Okazuje się, że Afrykańczyk z Warszawy, który w Lublinie prawie zabił świętującego urodziny 40-latka, atakując go z tyłu i rozcinając mu szyję, już został zwolniony” – alarmuje wicemarszałek Sejmu.
Porażająca pobłażliwość służb. Zarzuty? Śmiesznie niskie
Największy szok wywołuje jednak to, jak brutalną napaść zakwalifikowała lubelska policja. Służby uznały krwawy atak za... „zwykłą sprzeczkę słowną, która zakończyła się rękoczynami”. W efekcie obywatel Zimbabwe usłyszał zaledwie zarzut spowodowania lekkiego uszczerbku na zdrowiu (art. 157 par. 2 Kodeksu karnego), za co grozi mu maksymalnie do 2 lat więzienia, a w praktyce zapewne skończy się na grzywnie.
Krzysztof Bosak punktuje listę zaniechań i skandalicznych decyzji w tej sprawie:
-
Brak aresztu: Agresor po wytrzeźwieniu i usłyszeniu mikroskopijnych zarzutów został natychmiast wypuszczony na wolność.
-
Brak deportacji: Służby nie złożyły wniosku o wydalenie obcokrajowca z kraju, tłumacząc to „niską kwalifikacją prawną czynu”.
-
Zamiatanie pod dywan: Zdarzenie zostało uznane za tak błahe, że policja nawet nie odnotowała go w swoich oficjalnych kronikach informacyjnych.
-
Brak realnych konsekwencji: Napastnik nie odpowie ani za próbę zabójstwa, ani za rozbój.
„Wrócił do warszawskich klubów”
Podczas gdy poturbowany Polak przechodzi rekonwalescencję po ciężkim urazie szyi i kręgosłupa, obywatel Zimbabwe jak gdyby nigdy nic wrócił do swojego dotychczasowego życia.
Nie będzie odnotowany w policyjnych kronikach informacyjnych, wrócił do warszawskich klubów” – podsumowuje z oburzeniem Bosak, dziękując jednocześnie Rafałowi Meklerowi za trzymanie ręki na pulsie i niedopuszczenie do całkowitego wyciszenia sprawy.
Politycy prawicy oraz komentatorzy w internecie zadają dziś pytania o bezpieczeństwo obywateli i równe traktowanie wobec prawa. Czy gdyby role się odwróciły i to Polak rozciął szyję koledze z Zimbabwe, traktowanie przez policję i prokuraturę byłoby równie łagodne? Sprawa z Lublina pokazuje niebezpieczny trend, w którym brutalne zachowania obcokrajowców próbuje się relatywizować i sprowadzać do rangi „zwykłych awantur”.
źr. wPolsce24 za x.com/KrzysztofBosak











