Pokłóciła się z mężem, wysiadła z auta bez kurtki. Znaleziono zwłoki 37-letniej Emilii

Ta szokująca sprawa miała swój początek we wtorek wieczorem. Jak ustaliła policja, 37-latka wracała z mężem samochodem. Doszło między nimi do kłótni. Ok. 22, na wysokości stawów rybnych przy rzece Włodawka, kobieta opuściła pojazd. Mimo mrozu nie wzięła ze sobą kurtki, nie wzięła także telefonu.
Jak informuje "Fakt", jej mąż odjechał, ale po chwili wrócił na miejsce. Kobieta odmówiła jednak powrotu do samochodu. Gdy nie wróciła na noc do domu, jej zaniepokojona matka powiadomiła policję o jej zaginięciu.
Rozpoczęła się akcja poszukiwawcza. Wzięło w niej udział ponad sto osób – policjanci, strażacy, straż graniczna i ochotnicy. Użyto w niej drony, quady i skuter śnieżny. Przeszukano łącznie ok. 250 ha terenu. Mimo zaangażowania znacznych sił nie udawało się jednak długo trafić na jakikolwiek ślad zaginionej kobiety.
Poszukiwania zakończono 11 stycznia. Niestety okazało się, że kobieta nie żyje. Jej zwłoki znaleziono w rejonie dopływu Tarasienki do Włodawki, ok. 600 metrów od szosy, w pobliżu miejsca, gdzie opuściła samochód.
Na razie nie wiadomo w jaki sposób straciła życie. Prokurator Marek Zych powiedział Wirtualnej Polsce, że w tym tygodniu zostanie przeprowadzona sekcja zwłok, która pomoże to ustalić. Zdradził jednak, że nie ustalono, by na ciele denatki znajdowały się obrażenia, które wskazywałyby na to, że do jej zgonu przyczyniły się osoby trzecie. Sugeruje to, biorąc pod uwagę panujący tej nocy siarczysty mróz, że kobieta zmarła na skutek wychłodzenia organizmu, ale potwierdzą to dopiero wyniki sesji.
Na razie nikt nie usłyszał w tej sprawie zarzutów. Prokurator Zych powiedział jednak, że może się to zmienić. Ewentualny wątek pozostawienia pokrzywdzonej w okolicznościach, które mogłyby ją narazić na utratę życia, będzie oczywiście rozważany – zapewnił.
źr. wPolsce24 za WP, "Fakt"











