Ponad 100 tysięcy podpisów już jest. Czy uda się „piorunujący finisz” i rewolucja w Warszawie?

– Jesteśmy dumni z tego, co już się udało zrobić, a przed nami piorunujący finisz, czyli dwa tygodnie, podczas których chcemy zebrać nie tylko brakujące 30 tys. podpisów, ale też duży naddatek – zaznaczył Wilk.
Zaczęło się od afer w Szpitalu Południowym
Akcja rozpoczęła się 30 lipca. Tego dnia na ulice wyszli ubrani w pomarańczowe kamizelki wolontariusze z obywatelskiej inicjatywy o nazwie Stołeczna Operacja Referendalnej. Zbiórka potrwa do 28 września.
Bezpośrednim impulsem do rozpoczęcia akcji stała się seria afer związanych w Warszawskim Szpitalem Południowym, gdzie ujawniono m.in. gigantyczne zarobki młodego lekarza, który choć nie miał specjalizacji, to był w zamian za to aktywnym działaczem Koalicji Obywatelskiej, drastyczne nieprawidłowości na nadzorowanym przez niego oddziale SOR oraz skandaliczny brak nadzoru nad innymi jednostkami tej placówki medycznej, którą nadzoruje stołeczny ratusz.
Realnie muszą mieć 160 tys. podpisów
Jak wyjaśnił Maciej Wilk, wolontariusze wciąż zbierają podpisy na ulicach: codziennie rozstawianych jest około 20 punktów.
Uruchomione zostały też inne kanały: wydano 15 tys. kart referendalnych do podpisu, które krążą po mieście; karty zostały też wrzucone do skrzynek pocztowych w 11 dzielnicach.
Kartę referendalną można również wydrukować ze strony http://SOR.waw.pl - zachęca inicjator akcji.
Aby zwołać referendum, potrzebne są głosy 10 proc. wyborców w Warszawie, czyli około 132 tys. osób. Wilk zaznaczył, że realnie trzeba zebrać około 150-160 podpisów, bo część na pewno będzie nieważna.
Próg ważności referendum wynosi trzy piąte liczby głosujących z ostatnich wyborów samorządowych, a to oznacza, że do urm musi pójść 450 tys. osób.
źr. wPolsce24 za Facebook/PAP









