Polska

Zatrzymanie Ukraińca na Okęciu. Planował dywersję, ale służby Tuska nie były nim zainteresowane? Dziennikarze ujawnili wstrząsające szczegóły

opublikowano:
MK0_ltnok_2023_DSC06230
Funkcjonariusze przez wiele godzin nie mogli dostać zgody na jego zatrzymanie (fot. ilustracyjna Fratria)
Portal Onet ujawnił kulisy głośnego zatrzymania przez służby Ukraińca, który przyszedł na Okęcie z zagłuszarką. Okazuje się, że przez 9 godzin nikt nie wiedział, co z nim zrobić.

Z tego tekstu dowiesz się:

  • Onet ujawnia kulisy zatrzymania Ukraińca na Lotnisku Chopina, które wcześniej przedstawiano jako sukces służb – w rzeczywistości doszło do wielodniowego chaosu decyzyjnego.

  • Mężczyzna przez ponad 9 dni przesiadywał na Okęciu, zanim został formalnie zatrzymany, mimo licznych sygnałów ostrzegawczych.

  • W jego bagażu znaleziono zagłuszarkę (jammer GSM) oraz nietypowy sprzęt elektroniczny, który mógł zakłócać systemy lotniskowe.

  • Służby nie były przygotowane ani przeszkolone, by rozpoznać urządzenie – pomogła dopiero analiza przy użyciu sztucznej inteligencji.

  • Ukrainiec składał sprzeczne wyjaśnienia, a jego podróże obejmowały m.in. Syrię i Liban – kraje blisko współpracujące z Rosją.

  • Istniały podejrzenia testowania zabezpieczeń lotniska i przekazywania koordynatów GPS osobom trzecim.

  • Między policją, Strażą Graniczną, ABW i SKW doszło do paraliżu decyzyjnego – przez wiele godzin nikt nie chciał wziąć odpowiedzialności.

  • Dopiero formalne zgłoszenie przez radiostację wymusiło reakcję, a mężczyzna został zatrzymany i trafił do aresztu tymczasowego.

  • Sprawę bada prokuratura, a śledczy rozważają przedłużenie aresztu ze względu na możliwą działalność szpiegowską lub dywersyjną.

1 stycznia Rzeczpospolita poinformowała, że w Boże Narodzenie na Okęciu zatrzymano Ukraińca Illię S. Mężczyzna miał zwrócić uwagę służb, bo zbyt długo przesiadywał na lotnisku. Po zatrzymaniu w jego torbie znaleziono zagłuszarkę. Media przedstawiły tę sprawę jako sukces służb, które pilnują polskiej infrastruktury krytycznej. Teraz Onet ujawnił jednak kulisy tej sprawy. Z ich artykułu wynika, że sytuacja wyglądała dużo mniej różowo. 

Przesiadywał na lotnisku całymi godzinami 

Onet dowiedział się, że Ukrainiec zwrócił uwagę służb już 17 grudnia. Patrol Straży Ochrony Lotniska podszedł do niego, bo funkcjonariusze zauważyli, że ten mężczyzna przebywał od dłuższego czasu w różnych częściach lotniska. Zapytany o to, mężczyzna powiedział im, że spóźnił się na samolot do Kanady, a następny ma dopiero następnego dnia. Mężczyzna wzbudził ich zaufanie swoim schludnym wyglądem i świetną angielszczyzną, więc przyjęli to wytłumaczenie do wiadomości. Z tej interwencji sporządzono notatkę. Później służby ustaliły, że Ukrainiec wylądował na lotnisku w Modlinie 9 grudnia, a wizyty na Okęciu zaczął najprawdopodobniej niedługo potem. Przesiadywał w lotniskowych kawiarniach, czasami do bardzo późnej nocy. 
25 grudnia o północy ten sam patrol SOL rozpoznał mężczyznę, gdy ten siedział samotnie w kawiarni. Strażnicy spytali go, dlaczego nie poleciał do Kanady. Nie potrafił tego logicznie wytłumaczyć, nie chciał także pokazać im ważnego biletu czy dokumentu tożsamości.

Strażnicy wezwali na miejsce policjantów z Komisariatu Policji Portu Lotniczego Warszawa Okęcie, którzy wylegitymowali mężczyznę. Niedługo potem na miejscu pojawili się także funkcjonariusze Straży Granicznej. Z jego paszportu wynika, że na Ukrainie nie był od 2021 roku. Często za to wizytował kraje Bliskiego Wschodu, które współpracują blisko z Rosją – Syrię i Liban. Bywał także w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, w Kanadzie, Wielkiej Brytanii i na Cyprze.

Zaskakująca zawartość bagażu

Kiedy skontrolowali jego bagaż, znaleźli w środku 5 kg owsianki, cebule i turystyczny czajnik. Zdziwiło ich, że miał je mężczyzna wyglądający na biznesmena. W czajniku były ślady owsianki. Rozmówca Onetu powiedział dziennikarzom, że jedynym wyjaśnieniem jest to, że gotował na miejscu jedzenie, by jak najwięcej czasu spędzić na lotnisku.

W bagażu mężczyzny znaleziono także dużą ilość sprzętu elektronicznego. Oprócz rzeczy, które dało się wytłumaczyć, jak słuchawki, ładowarki czy rozgałęziacz, znaleziono przy nim także dwa zwoje kabla sieciowego i słuchawki wygłuszające – jakich używa się np. na strzelnicach. Znaleźli przy nim także małe metalowe pudełko, do którego dołączono dużą ilość anten. Ekspert, któremu Onet pokazał zdjęcie tego urządzenia, rozpoznał w nim wielozakresowy jammer używany głównie do zagłuszania systemów GSM. Wyjaśnił, że taki sprzęt nie był w stanie zakłócić systemów nawigacji w samolotach, ale mógłby już zakłócić np. kamery, bramki z kodami QR, systemy radiowe czy krótkofalówki. Funkcjonariusze nie wiedzieli jednak, z czym mają do czynienia, bo nikt ich z tego nie przeszkolił – rozpoznali to urządzenie dzięki sztucznej inteligencji. Zapytany o nie, Ukrainiec tłumaczył się, że jest żołnierzem i to urządzenie chroni go na froncie przed rosyjskimi dronami – chociaż z jego paszportu wynikało, że z Ukrainy wyjechał przed wojną i od tego czasu tam nie był. Onet dowiedział się nieoficjalnie, że w ciągu dwóch tygodni przed jego zatrzymaniem port lotniczy doświadczył kilku awarii, np. systemu informującego o przylotach i odlotach.

Onet dowiedział się, że robocza teoria służb jest taka, że Ukrainiec testował na Okęciu pewne możliwości tego urządzenia, jak np. to, czy może umożliwić niezauważone dostanie się do strefy zastrzeżonej. Prawdopodobnie wysyłał też z lotniska jakieś koordynaty. Podczas jego kontroli funkcjonariusze przepytali też kobietę, która siedziała przy stoliku obok. Powiedziała im, że Ukrainiec zwrócił jej uwagę nerwowym zachowaniem i dziwnymi tikami. Przez ok. pół godziny widziała, jak prowadził wideokonferencję i przesłał swoim rozmówcom coś, co uznała za koordynaty GPS. Gdy zauważył, że mu się przygląda, nerwowo zamknął laptop i szybko oddalił za róg kawiarni. Przy Ukraińcu znaleziono też kluczyki do Land Rovera. Rozmówca Onetu zauważył, że zawartość tego auta mogłaby być interesująca, ale nie wiedzą, gdzie stoi. Ukrainiec gubił się w zeznaniach – raz twierdził, że auto jest w Kanadzie, innym razem, że na Ukrainie.

Nikt nie chciał wziąć na siebie odpowiedzialności 

Po rozmowie z Ukraińcem i przeszukaniu jego bagażu dla policjantów jest jasne, że mężczyznę trzeba aresztować pod kątem sprawdzenia ewentualnej działalności dywersyjnej lub szpiegowskiej. Policjanci chcieli go aresztować, ale nie mogli uzyskać pozwolenia "z góry", a kolejne telefony nie przyniosły skutków. Po kilkudziesięciu minutach dostali polecenie, że mają go wypuścić. Argumentacja była taka, że facet nie ma przy sobie niczego nielegalnego, więc nie zachodzi przesłanka do zatrzymania – powiedziało im źródło.

Również funkcjonariusze Straży Granicznej uważali, że powinien zostać aresztowany. Jednak po przepychance między służbami, nikt nie chciał podjąć decyzji i wziąć na siebie odpowiedzialności. W pewnym momencie o sprawie zostało poinformowane centrum antyterrorystyczne Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, które alarmowo nadzoruje takie sytuacje. Mimo tego, że siedziba ABW jest oddalona od Okęcia o ok. 20 minut jazdy, przez wiele godzin nikt się nie pojawił, nie było też z nimi kontaktu. W międzyczasie, po ok. 30 minut prób, funkcjonariuszom udało się dodzwonić do Służby Kontrwywiadu Wojskowego. SKW powiedziała im, że ich to nie interesuje, bo takimi sprawami zajmuje się ABW. Odpowiedź z agencji w końcu przychodzi po czterech godzinach – też nie byli  zainteresowani.

W końcu zdenerwowani policjanci znaleźli sposób jak pchnąć tę sprawę do przodu. Wcześniej załatwiali wszystko nieoficjalnie, przez telefon. Tym razem zgłosili sprawę oficjalnie przy pomocy radiostacji, podając wszystkie szczegóły. Takie rozmowy są nagrywane. To sprawiło, że sprawa w końcu ruszyła – ok. 5 rano dostali formalną decyzję o zatrzymaniu Ukraińca i przejęciu go przez wydział do walki z terrorem kryminalnym i zabójstw Komendy Stołecznej Policji. Jego sprawę prowadzi Prokuratura Rejonowa Warszawa-Ochota i źródła Onetu twierdzą, że wygląda bardzo poważnie. Sąd zdecydował, że Ukrainiec na miesiąc trafi do aresztu tymczasowego, ale portal dowiedział się, że rozważane jest jego przedłużenie.

źr. wPolsce24 za Onet

Polska

Rząd za nic ma polską Konstytucję. Minister Domański przyznaje przywileje podatkowe parom jednopłciowym

opublikowano:
Andrzej Domański postanowił zmienić polski ustrój wydając "interpretacją ogólną"
Andrzej Domański postanowił zmienić polski ustrój wydając "interpretacją ogólną" (Fot. Pixabay/Fratria)
Wprowadzenie rewolucji w polskim prawie rodzinnym i podatkowym bez udziału Sejmu, z pominięciem debat parlamentarnych i z wyraźnym zignorowaniem ustawy zasadniczej? W państwie rządzonym przez Donalda Tuska jest to jak najbardziej możliwe! Minister finansów Andrzej Domański jednym wpisem na platformie X poinformował o wydaniu interpretacji ogólnej, która - jego zdaniem - ma zrównywać w prawach i obowiązkach podatkowych osoby z zagranicznymi aktami tzw. "małżeństw jednopłciowych" z polskimi małżeństwami. To podręcznikowy przykład przemycania fundamentalnych zmian ustrojowych kuchennymi drzwiami.
Polska

Służby w akcji po katastrofalnym wycieku. Cyberatak na system Medyc dotknął setki placówek medycznych

opublikowano:
Grafika przedstawiająca cyberatak na system ochrony zdrowia: pęknięta czerwona kłódka bezpieczeństwa w centrum, sieć szpitali połączonych cyfrowymi liniami, wyciekające dane pacjentów oraz haker w tle
PESEL, adresy i historia leczenia. Gigantyczny cyberatak na aplikację Medyc.pl (graf. AI)
Doszło do kolejnego poważnego incydentu bezpieczeństwa w polskim sektorze ochrony zdrowia. Jak wynika z niezależnych ustaleń serwisów CyberDefence24 oraz Zaufana Trzecia Strona, ofiarą cyberataku padła olsztyńska spółka Qbusoft – producent popularnej aplikacji gabinetowej Medyc.pl, obsługującej ponad 10 tysięcy wizyt dziennie. Za włamaniem ma stać ta sama osoba lub grupa posługująca się pseudonimem „fingerprint”, która wcześniej odpowiadała za głośny wyciek z platformy MyDr.
Polska

Krwawy dramat w jarosławskim opactwie. Nie żyje ksiądz, ranni walczą o życie, miasto pogrążone w żałobie

opublikowano:
mid-26924518
Miejsce ataku nożownika na terenie Jarosławskiego Opactwa przy ulicy Benedyktyńskiej w Jarosławiu. 31-letni mężczyzna ranił nożem czerech mężczyzn i kobietę. Jedna z ranionych osób zmarła (fot.PAP/Piotr Polak)
Czwartkowy poranek przyniósł niewyobrażalną tragedię na terenie Opactwa Sióstr Benedyktynek w Jarosławiu. Do zabytkowego klasztoru wtargnął 31-letni obywatel Ukrainy, który uzbrojony w nóż kuchenny zaatakował obecnych na miejscu duchownych oraz osoby świeckie. W wyniku brutalnej napaści śmierć poniósł ksiądz katolicki, a cztery kolejne osoby – w tym dwóch innych kapłanów – odniosły obrażenia. Stan dwóch najciężej poszkodowanych lekarze wciąż określają jako ciężki.
Polska

To będzie pułapka na polskich kierowców! Gregorczyk-Abram ma koszmarny pomysł

opublikowano:
Jeżeli postulat RPO zostanie spełniony, to wielu rowerzystów uzna, że mogą wjeżdżać na jezdnie tuż przed nadjeżdżające auta
Jeżeli postulat RPO zostanie spełniony, to wielu rowerzystów uzna, że mogą wjeżdżać na jezdnie tuż przed nadjeżdżające auta (Fot. Fratria/zdjęcie ilustracyjne)
Większość Polaków mogłaby oczekiwać, że nowo powołana Rzecznik Praw Obywatelskich, Sylwia Gregorczyk-Abram, w pierwszej kolejności zainteresuje się rażącymi przypadkami łamania wolności słowa i konstytucyjnych praw obywatelskich. Tymczasem nowa szefowa biura RPO postanowiła zająć się... rowerzystami. I choć intencje przy zmianie przepisów na drogach z pewnością są szlachetne, propozycja RPO w praktyce może doprowadzić do drogowego paraliżu, beztroski cyklistów i pułapki na kierowców.
Polska

Prezydent Polski był analfabetą? "To się nie dzieje! To niemożliwe!"

opublikowano:
Z kuriozalnego uzasadnienia prokuratury wynika, że przez 5 lat Polską rządził człowiek, który w zasadzie nie umiał się nawet podpisać
Z kuriozalnego uzasadnienia prokuratury wynika, że przez 5 lat Polską rządził człowiek, który w zasadzie nie umiał się nawet podpisać (Fot. Fratria)
Finał wieloletniego sporu o autentyczność podpisów w dokumentach z tzw. szafy Kiszczaka przypomina scenariusz komedii absurdu. Prokuratura Okręgowa w Warszawie oficjalnie umorzyła śledztwo przeciwko Lechowi Wałęsie w sprawie składania fałszywych zeznań. Śledczy uznali, że były prezydent nie popełnił przestępstwa, zapierając się, że podpisy pod zobowiązaniem do współpracy z SB nie należą do niego. Powód? Według osobliwej logiki prokuratury i biegłych, Wałęsa w latach 70. był niemalże analfabetą, co czyniło z niego obywatela „nieświadomego” tworzonych kresek i liter.
Polska

Zełenski zareagował na tragedię w Jarosławiu. Co napisał?

opublikowano:
Wołodymyr Zełenski
fot. Fratria
Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski odniósł się do tragicznych wydarzeń w Opactwie Sióstr Benedyktynek w Jarosławiu, gdzie 31-letni obywatel Ukrainy zaatakował nożem pięć osób. W wyniku napaści zginął ksiądz katolicki, a cztery kolejne osoby – w tym dwóch innych duchownych – odniosły obrażenia.