Zatrzymanie Ukraińca na Okęciu. Planował dywersję, ale służby Tuska nie były nim zainteresowane? Dziennikarze ujawnili wstrząsające szczegóły

Z tego tekstu dowiesz się:
-
Onet ujawnia kulisy zatrzymania Ukraińca na Lotnisku Chopina, które wcześniej przedstawiano jako sukces służb – w rzeczywistości doszło do wielodniowego chaosu decyzyjnego.
-
Mężczyzna przez ponad 9 dni przesiadywał na Okęciu, zanim został formalnie zatrzymany, mimo licznych sygnałów ostrzegawczych.
-
W jego bagażu znaleziono zagłuszarkę (jammer GSM) oraz nietypowy sprzęt elektroniczny, który mógł zakłócać systemy lotniskowe.
-
Służby nie były przygotowane ani przeszkolone, by rozpoznać urządzenie – pomogła dopiero analiza przy użyciu sztucznej inteligencji.
-
Ukrainiec składał sprzeczne wyjaśnienia, a jego podróże obejmowały m.in. Syrię i Liban – kraje blisko współpracujące z Rosją.
-
Istniały podejrzenia testowania zabezpieczeń lotniska i przekazywania koordynatów GPS osobom trzecim.
-
Między policją, Strażą Graniczną, ABW i SKW doszło do paraliżu decyzyjnego – przez wiele godzin nikt nie chciał wziąć odpowiedzialności.
-
Dopiero formalne zgłoszenie przez radiostację wymusiło reakcję, a mężczyzna został zatrzymany i trafił do aresztu tymczasowego.
-
Sprawę bada prokuratura, a śledczy rozważają przedłużenie aresztu ze względu na możliwą działalność szpiegowską lub dywersyjną.
1 stycznia Rzeczpospolita poinformowała, że w Boże Narodzenie na Okęciu zatrzymano Ukraińca Illię S. Mężczyzna miał zwrócić uwagę służb, bo zbyt długo przesiadywał na lotnisku. Po zatrzymaniu w jego torbie znaleziono zagłuszarkę. Media przedstawiły tę sprawę jako sukces służb, które pilnują polskiej infrastruktury krytycznej. Teraz Onet ujawnił jednak kulisy tej sprawy. Z ich artykułu wynika, że sytuacja wyglądała dużo mniej różowo.
Przesiadywał na lotnisku całymi godzinami
Onet dowiedział się, że Ukrainiec zwrócił uwagę służb już 17 grudnia. Patrol Straży Ochrony Lotniska podszedł do niego, bo funkcjonariusze zauważyli, że ten mężczyzna przebywał od dłuższego czasu w różnych częściach lotniska. Zapytany o to, mężczyzna powiedział im, że spóźnił się na samolot do Kanady, a następny ma dopiero następnego dnia. Mężczyzna wzbudził ich zaufanie swoim schludnym wyglądem i świetną angielszczyzną, więc przyjęli to wytłumaczenie do wiadomości. Z tej interwencji sporządzono notatkę. Później służby ustaliły, że Ukrainiec wylądował na lotnisku w Modlinie 9 grudnia, a wizyty na Okęciu zaczął najprawdopodobniej niedługo potem. Przesiadywał w lotniskowych kawiarniach, czasami do bardzo późnej nocy.
25 grudnia o północy ten sam patrol SOL rozpoznał mężczyznę, gdy ten siedział samotnie w kawiarni. Strażnicy spytali go, dlaczego nie poleciał do Kanady. Nie potrafił tego logicznie wytłumaczyć, nie chciał także pokazać im ważnego biletu czy dokumentu tożsamości.
Strażnicy wezwali na miejsce policjantów z Komisariatu Policji Portu Lotniczego Warszawa Okęcie, którzy wylegitymowali mężczyznę. Niedługo potem na miejscu pojawili się także funkcjonariusze Straży Granicznej. Z jego paszportu wynika, że na Ukrainie nie był od 2021 roku. Często za to wizytował kraje Bliskiego Wschodu, które współpracują blisko z Rosją – Syrię i Liban. Bywał także w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, w Kanadzie, Wielkiej Brytanii i na Cyprze.
Zaskakująca zawartość bagażu
Kiedy skontrolowali jego bagaż, znaleźli w środku 5 kg owsianki, cebule i turystyczny czajnik. Zdziwiło ich, że miał je mężczyzna wyglądający na biznesmena. W czajniku były ślady owsianki. Rozmówca Onetu powiedział dziennikarzom, że jedynym wyjaśnieniem jest to, że gotował na miejscu jedzenie, by jak najwięcej czasu spędzić na lotnisku.
W bagażu mężczyzny znaleziono także dużą ilość sprzętu elektronicznego. Oprócz rzeczy, które dało się wytłumaczyć, jak słuchawki, ładowarki czy rozgałęziacz, znaleziono przy nim także dwa zwoje kabla sieciowego i słuchawki wygłuszające – jakich używa się np. na strzelnicach. Znaleźli przy nim także małe metalowe pudełko, do którego dołączono dużą ilość anten. Ekspert, któremu Onet pokazał zdjęcie tego urządzenia, rozpoznał w nim wielozakresowy jammer używany głównie do zagłuszania systemów GSM. Wyjaśnił, że taki sprzęt nie był w stanie zakłócić systemów nawigacji w samolotach, ale mógłby już zakłócić np. kamery, bramki z kodami QR, systemy radiowe czy krótkofalówki. Funkcjonariusze nie wiedzieli jednak, z czym mają do czynienia, bo nikt ich z tego nie przeszkolił – rozpoznali to urządzenie dzięki sztucznej inteligencji. Zapytany o nie, Ukrainiec tłumaczył się, że jest żołnierzem i to urządzenie chroni go na froncie przed rosyjskimi dronami – chociaż z jego paszportu wynikało, że z Ukrainy wyjechał przed wojną i od tego czasu tam nie był. Onet dowiedział się nieoficjalnie, że w ciągu dwóch tygodni przed jego zatrzymaniem port lotniczy doświadczył kilku awarii, np. systemu informującego o przylotach i odlotach.
Onet dowiedział się, że robocza teoria służb jest taka, że Ukrainiec testował na Okęciu pewne możliwości tego urządzenia, jak np. to, czy może umożliwić niezauważone dostanie się do strefy zastrzeżonej. Prawdopodobnie wysyłał też z lotniska jakieś koordynaty. Podczas jego kontroli funkcjonariusze przepytali też kobietę, która siedziała przy stoliku obok. Powiedziała im, że Ukrainiec zwrócił jej uwagę nerwowym zachowaniem i dziwnymi tikami. Przez ok. pół godziny widziała, jak prowadził wideokonferencję i przesłał swoim rozmówcom coś, co uznała za koordynaty GPS. Gdy zauważył, że mu się przygląda, nerwowo zamknął laptop i szybko oddalił za róg kawiarni. Przy Ukraińcu znaleziono też kluczyki do Land Rovera. Rozmówca Onetu zauważył, że zawartość tego auta mogłaby być interesująca, ale nie wiedzą, gdzie stoi. Ukrainiec gubił się w zeznaniach – raz twierdził, że auto jest w Kanadzie, innym razem, że na Ukrainie.
Nikt nie chciał wziąć na siebie odpowiedzialności
Po rozmowie z Ukraińcem i przeszukaniu jego bagażu dla policjantów jest jasne, że mężczyznę trzeba aresztować pod kątem sprawdzenia ewentualnej działalności dywersyjnej lub szpiegowskiej. Policjanci chcieli go aresztować, ale nie mogli uzyskać pozwolenia "z góry", a kolejne telefony nie przyniosły skutków. Po kilkudziesięciu minutach dostali polecenie, że mają go wypuścić. Argumentacja była taka, że facet nie ma przy sobie niczego nielegalnego, więc nie zachodzi przesłanka do zatrzymania – powiedziało im źródło.
Również funkcjonariusze Straży Granicznej uważali, że powinien zostać aresztowany. Jednak po przepychance między służbami, nikt nie chciał podjąć decyzji i wziąć na siebie odpowiedzialności. W pewnym momencie o sprawie zostało poinformowane centrum antyterrorystyczne Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, które alarmowo nadzoruje takie sytuacje. Mimo tego, że siedziba ABW jest oddalona od Okęcia o ok. 20 minut jazdy, przez wiele godzin nikt się nie pojawił, nie było też z nimi kontaktu. W międzyczasie, po ok. 30 minut prób, funkcjonariuszom udało się dodzwonić do Służby Kontrwywiadu Wojskowego. SKW powiedziała im, że ich to nie interesuje, bo takimi sprawami zajmuje się ABW. Odpowiedź z agencji w końcu przychodzi po czterech godzinach – też nie byli zainteresowani.
W końcu zdenerwowani policjanci znaleźli sposób jak pchnąć tę sprawę do przodu. Wcześniej załatwiali wszystko nieoficjalnie, przez telefon. Tym razem zgłosili sprawę oficjalnie przy pomocy radiostacji, podając wszystkie szczegóły. Takie rozmowy są nagrywane. To sprawiło, że sprawa w końcu ruszyła – ok. 5 rano dostali formalną decyzję o zatrzymaniu Ukraińca i przejęciu go przez wydział do walki z terrorem kryminalnym i zabójstw Komendy Stołecznej Policji. Jego sprawę prowadzi Prokuratura Rejonowa Warszawa-Ochota i źródła Onetu twierdzą, że wygląda bardzo poważnie. Sąd zdecydował, że Ukrainiec na miesiąc trafi do aresztu tymczasowego, ale portal dowiedział się, że rozważane jest jego przedłużenie.
źr. wPolsce24 za Onet











