Zaskakująca propozycja Pawła Kukiza. Czy prezydent zdecyduje się na takie rozwiązanie?
Konstytucyjna tarcza przeciwko zadłużaniu Polski
Wobec jawnego omijania procedur, Kukiz wystosował ważny apel do prezydenta, aby ten obrócił obecny kryzys w coś pozytywnego dla narodu.
- Zgodnie z artykułem 90 ustęp 3 Konstytucji RP, wyrażenie zgody na ratyfikację umowy przekazującej kompetencje organom międzynarodowym może zostać poddane pod ogólnokrajowe referendum. To doskonała okazja, aby zapytać obywateli wprost, czy zgadzają się na to, by ich zapożyczano i czy w ogóle chcą umowy SAFE. Przy okazji, do karty do głosowania można by dopisać pytania o poparcie dla ustaw proponowanych przez głowę państwa - przekonuje parlamentarzysta.
Tusk nie może "unieważnić" woli Narodu
Obóz władzy i sprzyjające mu media mogą próbować umniejszać wagę tego rozwiązania. Donald Tusk, o którym wprost mówi się, że ma problem z respektowaniem prawa, odgrażał się już w przeszłości, że "uroczyście unieważni" wyniki niewygodnego głosowania. Jak jednak słusznie i dobitnie punktuje Paweł Kukiz, takie twierdzenia premiera to kompletne bzdury.
Polityk zwraca uwagę, że żaden organ władzy w Polsce, ani nawet unijny Trybunał Sprawiedliwości (TSUE), nie ma jakichkolwiek prawnych możliwości, by zakwestionować lub podważyć bezpośrednią wolę obywateli. Referendum to najwyższa i najpotężniejsza forma wyrażenia woli demokratycznej. W przypadku bezpośredniego sprzeciwu społeczeństwa, nawet takie instytucje jak Komisja Wenecka czy OBWE musiałyby stanąć murem za decyzją suwerena.
Hipokryzja klasy politycznej i strach przed obywatelami
Niestety, establishment od lat panicznie boi się głosu obywateli. Kukiz przypomina, że progi frekwencyjne w Polsce są celowo zaporowe – wynoszą aż 50% dla referendum ogólnokrajowego i 30% dla lokalnego. To czysta hipokryzja, zwłaszcza że sama Konstytucja z 1997 roku została przyjęta przy zaledwie kilkudziesięcioprocentowym udziale wyborców (około 42-44%), co w świetle dzisiejszych wymogów referendalnych oznaczałoby jej nieważność. Nawet unijne referendum akcesyjne trzeba było rozpisać na dwa dni z obawy, że Polacy nie dopiszą i nie uda się przekroczyć wymaganego progu.
Kukiz nie szczędzi słów krytyki wobec całej klasy politycznej za utrzymywanie tego stanu rzeczy. Zwraca uwagę na fatalny błąd, jakim było zablokowanie przez Suwerenną Polskę (działającą w tym przypadku ramię w ramię z Platformą Obywatelską) obniżenia progu w referendach lokalnych do 15%.
- Gdyby ten próg obniżono, mieszkańcy polskich gmin mogliby w sposób bezpośredni i absolutnie wiążący blokować narzucaną im budowę ośrodków dla uchodźców czy szpecących krajobraz wiatraków, a żadne unijne instytucje nie miałyby podstaw prawnych, by z tym walczyć - przekonuje poseł.
W czasach, gdy lewicowo-liberalny salon i jego medialne zaplecze ponownie podnoszą głowę, a rządzący lekceważą praworządność, powrót do idei silnej demokracji bezpośredniej wydaje się dla polityka jedynym ratunkiem dla zachowania polskiej suwerenności i ochrony naszych granic oraz portfeli. Czas, aby to naród zdecydował.
źr. wPolsce24











