Wstrząsające kulisy afery w Szpitalu Południowym. Młody lekarz z KO „uczył się na ludziach”? Prokuratura bada porażające fakty

„Ułańska fantazja” i walka o życie pacjentów
To chyba najmocniejsza część tego przerażającego serialu grozy z Warszawskiego Szpitala Południowego. Jak wynika z najnowszego dziennikarskiego śledztwa portalu Zero.pl, kolejni pracownicy warszawskich placówek przerywają milczenie i potwierdzają dramatyczną relację byłego ordynatora chirurgii, dr. Emila Jędrzejewskiego. Z ich relacji wyłania się obraz skrajnej nieodpowiedzialności.
Młody medyk, który prawo wykonywania zawodu uzyskał zaledwie w listopadzie 2024 roku, już kilka miesięcy później samodzielnie prowadził dyżury w strefie, gdzie trafiają osoby w stanie krytycznym — ofiary ciężkich wypadków, pacjenci z ranami postrzałowymi, kłutymi czy po zatrzymaniu akcji serca.
Informatorzy wprost mówią o „ułańskiej fantazji” 28-latka, który miał porywać się na procedury medyczne zdecydowanie przerastające jego kompetencje. Pojawiły się m.in. doniesienia o poważnych problemach z intubacją pacjentów. Sytuacja miała być tak dramatyczna, że starsi i bardziej doświadczeni lekarze musieli interweniować, a nawet „podkradać” Kacprzykowi pacjentów, by ratować ich przed tragicznymi skutkami błędów nowicjusza.
Sam dr Jędrzejewski wprost stwierdził, że w szpitalu umierali ludzie, ponieważ ktoś dopiero „uczył się zawodu”.
Eksperci alarmują: „Doświadczenia nie da się oszukać”
Środowisko medyczne jest zszokowane faktem, że niedoświadczony lekarz bez specjalizacji został dopuszczony do samodzielnej pracy na pierwszej linii frontu walki o ludzkie życie. Wybitni specjaliści medycyny ratunkowej i chirurdzy podkreślają, że praca w czerwonej strefie wymaga automatyzmu i lat praktyki, dochodzenie do pełnej sprawności w takich warunkach zajmuje wybitnym specjalistom nawet 15 lat.
Eksperci wskazują nie tylko na brak wyobraźni młodego medyka, ale przede wszystkim na porażającą brawurę i brak nadzoru ze strony kierownictwa placówki. Choć przepisy formalnie nie zabraniają młodym lekarzom pracy na SOR-ze, to dopuszczenie do sytuacji, w której żółtodziób bez asysty decyduje o losie najcięższych przypadków, jest uznawane za złamanie elementarnych zasad bezpieczeństwa pacjentów.
Polityczne układy, miliony na koncie i czystki w Warszawie
Sprawa Dawida Kacprzyka ma jednak drugie, potężne dno polityczno-biznesowe. Wokół młodego działacza KO narosła sieć podejrzeń o gigantyczne nadużycia finansowe i nepotyzm. Jak ujawniono wcześniej, Kacprzyk miał zarobić w publicznych szpitalach astronomiczne 1,6 miliona złotych.
Co więcej, prokuratura bada obecnie wątek pobierania przez niego gigantycznych pieniędzy za dyżury, na których... fizycznie go nie było. W tle przewija się także bulwersujący mechanizm przyjmowania polityków partii rządzącej poza kolejnością w tzw. saloniku VIP.
Uderzająca w tej sprawie jest również postawa najwyższych władz państwowych. Premier Donald Tusk w pierwszych reakcjach próbował deprecjonować słowa alarmującego o nieprawidłowościach dr. Jędrzejewskiego, uznając je za „niewiarygodne”, a partyjni koledzy grozili chirurgowi procesami. Jednak skala ujawnionych patologii zmusiła warszawski ratusz do gwałtownych ruchów.
Prezydent Rafał Trzaskowski, próbując ratować wizerunek, w pośpiechu odwołał radę nadzorczą Szpitala Południowego, a następnie przeprowadził czystki, usuwając polityków z rad nadzorczych wszystkich miejskich spółek medycznych.
Dwa śledztwa prokuratorskie i kryzys systemu
Obecnie Prokuratura Okręgowa w Warszawie prowadzi dwa równoległe, wielowątkowe śledztwa. Pierwsze dotyczy bezpośrednio działalności finansowej i medycznej Dawida Kacprzyka. Drugie skupia się na rażącym niedopełnieniu obowiązków i braku nadzoru ze strony władz szpitala oraz urzędników warszawskiego ratusza.
Jakby tego było mało, w cieniu tej afery wybuchł kolejny skandal — tym razem w szpitalnym prosektorium, gdzie ujawniono prowadzenie nielegalnego biznesu pogrzebowego oraz publikowanie w sieci drastycznych zdjęć ludzkich ciał przez zwolnionego już szefa tej jednostki.
Tragedia pacjentów i bezczelność systemowa w Warszawie stały się symbolem tego, jak polityczne wpływy i pogoń za pieniędzmi potrafią zdemolować publiczną służbę zdrowia. Sprawa Warszawskiego Szpitala Południowego dawno przestała być lokalnym problemem stolicy — to bolesny dowód na to, jak pilnej i bezwzględnej sanacji oraz rozliczenia winnych wymaga polski system ochrony zdrowia.
źr. wPolsce24 za Zero.pl











