„To nie jest sprawa partyjna” - ocenia Siemoniak. Tymczasem radny KO zarobił 1,6 mln zł, a politycy mieli „ścieżkę VIP”

Ujawniono, że 28-letni Dawid Kacprzyk – radny Koalicji Obywatelskiej w warszawskim Ursusie i koordynator Szpitalnego Oddziału Ratunkowego w Szpitalu Południowym – zarobił w 2025 roku ponad 1,6 mln zł. Młody lekarz, będący dopiero w trakcie specjalizacji, miał według grafików pracować średnio 331 godzin miesięcznie, co przy jednoczesnej działalności politycznej budzi uzasadnione podejrzenia co do fikcyjnego charakteru części dyżurów.
To jednak nie koniec. Z doniesień Portalu Zero wynika, że na prowadzonym przez Kacprzyka oddziale politycy Koalicji Obywatelskiej oraz ich rodziny mieli być przyjmowani poza kolejką w specjalnym „saloniku VIP”. Jak opisują pracownicy szpitala, osoby powiązane z KO trafiały do osobnych pomieszczeń i otrzymywały kompleksową diagnostykę w trybie pilnym, podczas gdy zwykli pacjenci z podobnymi objawami czekali na pomoc nawet po kilka godzin.
"To jest sprawa szpitala, a nie partii" - Minister Siemoniak
Takie stanowisko spotkało się z ostrą reakcją internautów. Jeden z użytkowników portalu X @chrzanikx skomentował słowa ministra z sarkazmem, wskazując na oczywiste powiązania polityczne: "gdy radny tej samej partii, która kontroluje miasto, dostaje taką pozycję i kasę w placówce miejskiej – to jest polityczne. Powiązania personalne są ewidentne".
Szpital podlega miastu stołecznemu Warszawa, a jego zarząd obsadzony jest przez osoby powiązane z Koalicją Obywatelską. Trudno zatem mówić o „sprawie szpitalnej”, gdy mamy do czynienia z radnym KO, który w publicznej placówce tworzy „ścieżkę VIP” dla swoich partyjnych kolegów.
Po wybuchu afery prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski odwołał cały zarząd Szpitala Południowego. Nową prezeską została Aneta Gomółka-Siembora, specjalistka ds. audytów. Sam Kacprzyk został zwolniony, zwrócił szpitalowi 500 tys. zł i zrzekł się mandatu radnego. Szpital złożył też doniesienie do prokuratury o możliwości popełnienia oszustwa.
Afera obnaża trzy fundamentalne problemy polskiej ochrony zdrowia:
1. Kominowe zarobki kosztem systemu – młody lekarz bez specjalizacji zarabia 1,6 mln zł rocznie, podczas gdy system ledwo zipie, a zwykli pacjenci czekają godzinami na SOR-ach.
2. Nepotyzm i partyjne obsadzanie stanowisk – partia obsadza kluczowe stanowiska „swoimi ludźmi”, nawet jeśli są niedoświadczeni.
3. Dwie klasy pacjentów – zwykli obywatele vs. VIP-i z partyjnymi koneksjami. Na SOR-ze, gdzie liczy się triaż medyczny, a nie legitymacja partyjna, to szczególnie oburzające.
Minister Siemoniak może nazywać tę sprawę „jednostkową sytuacją”, ale dla tysięcy pacjentów, którzy czekali godzinami na SOR-ze, podczas gdy politycy KO wchodzili bez kolejki, to symbol systemowej patologii.
źr. wPolsce24 za X @chrzanikx











