Skandal w Pilchowicach. 11 ton martwych ryb, a Henning-Kloska i Zielińska nie raczyły przyjechać
Proces opróżniania Jeziora Pilchowickiego ruszył w lutym 2026 roku – to pierwsza taka operacja od 1977 roku. Powodem jest remont ponadstuletniej zapory, uszkodzonej podczas powodzi w 2024 roku, który ma kosztować 93 mln zł. W ostatnich miesiącach poziom wody był systematycznie obniżany. Z dna zaczęły wychodzić wraki łodzi, samochody, opony, a nawet broń i amunicja.
Kluczowy moment nadszedł pod koniec czerwca – w samym środku fali upałów, gdy temperatury sięgały 38–39 stopni Celsjusza. Spuszczanie wody ze zbiornika zakończono z końcem czerwca. W płytkich nieckach zostały tysiące ryb. Efektem był dramatyczny spadek natlenienia wody – tzw. przyducha. Wędkarze spontanicznie ruszyli do akcji ratunkowej. Wyławiali żywe ryby i przewozili je do czystej wody. „Obraz szkód jest przerażający, a zapach trudny do opisania” – relacjonowali. „Przeżyły tylko małe ryby, którym udało się przedostać przez kraty sztolni obiegowej: leszcze, płotki, jazie, okonie, węgorze”. Według świadków pod zaporą rozciągało się „cmentarzysko ryb”, a martwe ciała płynęły Bobrem dalej w dół rzeki.
Tam, gdzie zwykle są zieloni – dziś pusto
Najbardziej wymowny jest jednak obraz tego, kogo na miejscu zabrakło. W materiale udostępnionym przez lokalne media padają gorzkie słowa:
Zastanawia brak osobistej reakcji na miejscu minister klimatu i środowiska Pauliny Henning-Kloski czy wiceminister Urszuli Zielińskiej, które były tak jeszcze niedawno tak czułe na punkcie zdychających ryb. Gdzie się podzieli obrońcy przyrody, kiedy ryby giną na tony?”
Tutaj przychodzą mieszkańcy, okolicznych przychodzą także media. Natomiast nie ma ekologów. Nie ma ekologów.”
Ci, którzy walczą o, żeby Odra miała osobowość prawną. Tutaj ani jednego ekologa w Pilchowicach od tych kilku dni nie ma. I jakoś to, co tu się dzieje nikogo z tych różnych organizacji, często międzynarodowych nie interesuje.”
Poseł PiS Marek Gróbarczyk nie pozostawił na politykach rządu suchej nitki:
Hennig-Kloska i Ula Zielińska bezpośrednio odpowiadają za setki tysięcy śniętych ryb w Zalewie Pilchowickim. Te dwie hosztaplerki od eko-kłamstw dopuściły do opróżnienia zbiornika w okresie letnim, co doprowadziło do masowego śnięcia ryb. Wędkarzom brakuje słów, żeby opisać tę tragedię”.
Eksperci: tej tragedii można było uniknąć
Eksperci i wędkarze wskazują, że do katastrofy nie musiało dojść. Ostrzeżenia dotyczące stanu mułu na dnie zbiornika były zgłaszane już wcześniej. Tymczasem gwałtowne spuszczenie wody uwolniło osady zalegające od dziesięcioleci – w których gromadzą się znaczne ilości siarczanów, ołowiu i innych metali ciężkich. To właśnie ta kwestia budzi pytania o ewentualne ryzyko katastrofy sanitarnej na większą skalę.
Katastrofa ma dramatyczny wpływ na lokalną turystykę. Cały sektor turystyczny w regionie znalazł się w stanie zapaści – region ten w dużej mierze żyje z turystyki, a teraz istnieje realna obawa, że za chwilę stanie się on kompletnie pusty. Zalew Pilchowicki wraz z ponadstuletnią zaporą był jedną z najważniejszych atrakcji turystycznych w okolicy, przyciągającą gości nie tylko z całej Polski, ale i z zagranicy.
Burmistrz Wlenia Artur Zych wydał komunikat, w którym wskazał, że stan wody w Bobrze jest obecnie nieznany i może stanowić zagrożenie. Zaapelował o niekorzystanie z wód w celach turystycznych i niewchodzenie do rzeki. Sanepid ostrzega, że kąpiel w skażonej wodzie odbywa się wyłącznie na własną odpowiedzialność.
Jednak to, co pozostanie po tej katastrofie, to nie tylko zniszczony ekosystem i załamana turystyka. To także pytanie o postawę tych, którzy tak chętnie mówią o ochronie przyrody – ale gdy przyszło do konfrontacji z prawdziwą katastrofą, nie pojawili się na miejscu.
Więcej w materiale wideo powyżej artykułu.
źr. wPolsce24 za doRzeczy.pl/Onet.pl/WP/NaszeMiasto.pl











