Wpadli, bo wrzucili filmik do sieci. Policja nie mogła uwierzyć w ich głupotę!

Jak informuje Fakt, do sieci trafiło nagranie, które wykonano w Wodzisławiu Śląskim. W jego pierwszej części widać, jak biały Opel Corsa jedzie po zamarzniętej tafli stawu. W drugiej widać, jak to samo auto tonie po tym, gdy załamał się pod nim lód.
- Dobra, uciekać – słychać w tle głos mężczyzny.
Nie mogli uwierzyć, że to się stało naprawdę
To nagranie zainteresowało policję. Najwyraźniej też nie mogli uwierzyć, że można wpaść na aż tak głupi pomysł, bo, jak informuje Fakt, początkowo podejrzewali, że to nagranie stworzyła sztuczna inteligencja.
Gdy przekonali się, że jednak stoi za nim całkowicie naturalna głupota, zaczęli ustalanie miejsca, gdzie doszło do tego incydentu. Nie było to łatwe, bo na nagraniu nie widać zbyt wielu charakterystycznych elementów krajobrazu. W poniedziałek udało im się ustalić, że wykonano je w stawie przy ul. Młodzieżowej w Wodzisławiu Śląskim.
Na miejscu policjanci ustalili, że pojazd faktycznie poszedł na dno. Nadal miało tablice rejestracyjne, więc bez większego problemu udało im się dotrzeć do kierowcy i autora nagrania. Okazało się, że za jego kierownicą siedział 45-latek z powiatu wodzisławskiego, a jego jazdę nagrywał 29-latek z Rybnika.
Specjalnie kupili samochód
Obaj mężczyźni zostali już przesłuchani i współpracują z policją. Ze wstępnych ustaleń śledztwa wynika, że kupili to auto specjalnie, by... pojeździć nim po lodzie. Uważali, że warunki do tego są idealne. Byli na szczęście na tyle rozsądni, że drzwi od strony kierowcy zostawili otwarte. Dzięki temu kierowcy łatwiej było uciec, gdy lód pękł mu pod prawym kołem.
Jak informuje Fakt, autor nagrania założył specjalnie konto, by je opublikować w mediach społecznościowych. Z pewnością w najbliższej przyszłości jego prowadzenie będzie trudne, bo policjanci zabezpieczyli jego telefon.
Obaj bohaterowie historii twierdzą, że w pojeździe nie było nikogo innego, ale policja im nie wierzy na słowo i zatopiony pojazd sprawdzą nurkowie.
Mężczyźni mają na razie status świadków, ale nie jest wykluczone, że usłyszą zarzuty. Jak donosi Fakt, śledztwo jest na wstępnym etapie, a śledczy analizują sprawę pod kątem m.in. narażenia na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub zdrowia, naruszenia przepisów ochrony środowiska i ewentualnych wykroczeń.
źr. wPolsce24 za Fakt











