Wojsko polskie w pośpiechu usuwa film! Chiński robot na terenie Portu Wojennego

Materiał po kilku godzinach zniknął. I bardzo dobrze, bo w tym przypadku zamiast śmiechu powinno pojawić się pytanie: kto i na jakiej podstawie dopuścił chińskie urządzenie wyposażone w kamery, mikrofony, LiDAR i systemy łączności do wojskowego obiektu?
Chiński robot w porcie Marynarki Wojennej RP
We wtorek w mediach społecznościowych pojawiło się nagranie, na którym polski żołnierz zwraca się do humanoidalnego robota słowami: „Fajnie, że jesteś w Marynarce Wojennej”. W zamyśle twórców materiał miał najpewniej zachęcać Polaków do odwiedzenia Portu Wojennego w Świnoujściu podczas Święta Wojska Polskiego.
Nagranie szybko jednak zniknęło. Powodem były pytania ekspertów zajmujących się bezpieczeństwem oraz Chinami.
I trudno się dziwić. Nie mówimy przecież o zwykłej zabawce, którą ktoś postawił na wojskowym pikniku. Mówimy o chińskim urządzeniu wyposażonym w cały zestaw sensorów pozwalających na rejestrowanie otoczenia. A miejscem jego wizyty był port wojenny.
– To jest czerwona lampka, której w polskiej debacie publicznej brakowało od dawna. Nie po to wprowadzaliśmy zakaz wjazdu na teren polskich jednostek wojskowych chińskich samochodów elektrycznych, żeby wpuszczać tam chińskie humanoidy. Jak się okazuje - nie wszyscy to rozumieją – mówi Interii anonimowo jeden z urzędników polskiego MSZ.
„Marzenia o zasięgach rzuciły się wszystkim na mózgi”
Sylwia Czubkowska, autorka książki o rosnących wpływach Chin w Europie, zwraca uwagę, że za sympatycznym wizerunkiem „Edwarda Warchockiego” kryje się urządzenie produkowane przez firmę Unitree. Jak podkreśla, przedsiębiorstwo oficjalnie przedstawia się jako firma cywilna, jednak jej roboty pojawiały się w materiałach chińskiego wojska i mediów państwowych. W 2024 roku podczas chińsko-kambodżańskich ćwiczeń „Golden Dragon” zaprezentowano robota Unitree wyposażonego w karabin szturmowy. Maszyna była wykorzystywana do rekonesansu i symulacji działań w terenie zurbanizowanym.
To oczywiście nie oznacza, że każdy robot Unitree jest urządzeniem wojskowym ani że ten konkretny egzemplarz prowadził jakąkolwiek działalność szpiegowską. Oznacza jednak, że jego obecność na terenie wojskowym powinna być poprzedzona bardzo dokładną analizą bezpieczeństwa.
– W Chinach obowiązuje doktryna civil-military fusion (połączenie cywilno-wojskowe) i nie jest tajemnicą, że rząd Xi Jinpinga aktywnie wykorzystuje cywilne innowacje do celów militarnych – zauważa Czubkowska.
I dodaje gorzko: – Roboty idealnie pasują do „inteligentnej wojny”, bo mogą wykonywać takie zadania jak rekonesans, noszenie ładunków, działania w niebezpiecznych warunkach. I takiego to śmiesznego robocika Marynarka Wojenna traktuje jak jakąś maskotę. Marzenia o zasięgach rzucają się już wszystkim na mózgi.
Chiński samochód nie, chiński robot tak?
Tu pojawia się pytanie, które trudno zignorować. Skoro polskie wojsko traktuje chińskie samochody jako potencjalne zagrożenie dla bezpieczeństwa, dlaczego podobnej ostrożności nie zastosowano wobec chińskiego humanoida?
Współczesny robot nie jest przecież tylko mechaniczną konstrukcją. Unitree G1 może korzystać m.in. z kamer, LiDAR-u, mikrofonów, systemów łączności i telemetrii. Oznacza to, że jego możliwości obserwowania i rejestrowania otoczenia są zdecydowanie większe niż w przypadku zwykłego gadżetu. W przypadku wojskowego portu może to mieć znaczenie.
Analityk sektora energetycznego Wojciech Jakóbik zwraca uwagę, że infrastruktura krytyczna państwa może być celem inwigilacji lub sabotażu, a dostęp urządzeń zdolnych do transmisji danych do takich miejsc powinien być ograniczony. Ekspert wskazuje również na pojawiające się podejrzenia dotyczące możliwości zbierania przez roboty Unitree danych z licznych sensorów i kamer.
Nie trzeba udowodnić, że doszło do szpiegostwa, żeby zadać pytanie, czy w ogóle należało dopuścić takie urządzenie do wojskowego obiektu. W bezpieczeństwie państwa właśnie na tym polega prewencja.
„Edward” już wcześniej zwiedzał Polskę
Nie jest to pierwszy raz, gdy chiński humanoid wzbudza w Polsce zainteresowanie. Edward Warchocki pojawiał się już w Warszawie, gdzie między innymi „gonił” dziki, odwiedzał polski parlament i był obecny na wydarzeniach organizowanych w ambasadzie Chińskiej Republiki Ludowej. Za każdym razem przedstawiany jest przede wszystkim jako ciekawostka technologiczna. Sympatyczny robot, który chodzi, biega, tańczy i robi zdjęcia.
Problem w tym, że taki wizerunek może również skutecznie zacierać fakt, że mamy do czynienia z zaawansowanym urządzeniem technicznym produkowanym przez chińską firmę. Patrycja Krzyśpiak z NASK zwraca uwagę na szerszy problem związany z przedstawianiem chińskich technologii jako nieszkodliwych gadżetów. Jej zdaniem może to prowadzić do obniżania społecznej czujności.
W tym kontekście szczególnie wymowna jest sytuacja, w której urządzenie wyposażone w liczne sensory trafia do miejsca, gdzie bezpieczeństwo powinno być absolutnym priorytetem.
Największy problem? Brak jasnych czerwonych linii
Nie chodzi o to, aby zakazać w Polsce chińskiej technologii. Nie chodzi też o to, by każdego chińskiego przedsiębiorcę czy każde urządzenie automatycznie traktować jak narzędzie chińskiego wywiadu. Chodzi o elementarną zasadę ostrożności.
Polska jest członkiem NATO. Port Wojenny w Świnoujściu nie jest zwykłą przestrzenią publiczną. To infrastruktura związana z bezpieczeństwem państwa i funkcjonowaniem polskiej Marynarki Wojennej. Dlatego sytuacja, w której chiński humanoid wyposażony w zestaw kamer, mikrofonów i innych sensorów zostaje wpuszczony na teren takiego obiektu, a następnie występuje w oficjalnym materiale Marynarki Wojennej, powinna co najmniej wywołać poważną dyskusję. Zwłaszcza że – jak zauważa jeden z rozmówców Interii – Polska sama ma problem z określeniem, gdzie przebiegają czerwone linie we współpracy z Chinami.
Chiński samochód? Za bramę wojskową nie wjedzie. Chiński humanoid z LiDAR-em, kamerami i mikrofonami? Proszę bardzo. Może nawet wystąpić w oficjalnym materiale Marynarki Wojennej.
Brzmi jak żart. Tyle że w sprawach bezpieczeństwa państwa żarty kończą się tam, gdzie zaczynają się realne konsekwencje.
źr. wPolsce24 za Interia.pl/X











