Porażające kulisy prowokacji w redakcji wPolsce24! Wojciech Biedroń po przesłuchaniu
Jak ujawnił dziennikarz, cała sytuacja zaczęła się od telefonu na numer alarmowy. Osoba znajdująca się przed budynkiem redakcji twierdziła, że na terenie telewizji przebywa mężczyzna z „pasem szahida” i nieletnim dzieckiem, grożąc zdetonowaniem ładunków i żądając miliona złotych okupu. Mimo tak drastycznego opisu zagrożenia, działania służb na miejscu zdarzenia wywołały zdumienie świadków.
Wojciech Biedroń w ostrych słowach komentuje przebieg policyjnej akcji oraz dotychczasowe postępy w śledztwie:
- Zapisano moją wątpliwość, a mianowicie dlaczego do naszej redakcji, jeśli miała mieć cokolwiek wspólnego ze sprawą, która wydawała się na początku przynajmniej jako poważna, nie przyjechali pirotechnicy, straż pożarna, karetka pogotowia, tylko jeden patrol (...) To wygląda jak opowieść z jakiejś dalszej strony brukowca, a nie poważne działania państwa w takich sytuacjach. Kulisty tej sprawy to jedna rzecz. Druga, że jeżeli działa grupa, o której informują rządzący, na której czele rzekomo stoi 20-latek - bez gimnazjum nawet skończonego - to mija tydzień od tej prowokacji i dalej niewiele o niej wiemy. Myśleliśmy, że państwo polskie jest lepiej przygotowane na działanie jakichś wariatów czy na działanie ludzi, którzypopełniają przestępstwo, ale nie są jakimiś wysublimowanymi gangsterami poszukiwanymi na całym świecie - mówił dziennikarz.
Uderzenie w wolność słowa?
Z ustaleń dziennikarza wynika, że sprawa ma charakter rozwojowy i może łączyć się z innymi atakami, w tym na mieszkanie bliskiej osoby prezydenta Karola Nawrockiego. Jednocześnie rded. Biedroń podkreśla, że tego typu „żarty” czy prowokacje nie są jedynie incydentami o niskiej szkodliwości. To realne uderzenie w bezpieczeństwo redakcji i wolność słowa. „
- Tego typu działania są skrajnie niebezpieczne, a państwo polskie ma absolutny obowiązek jak najszybciej tę sprawę wyjaśnić – podsumował dziennikarz.
źr. wPolsce24











