Tak Ukraińcy kpią z polskiego prawa! Setki tysięcy wykroczeń i żadnych konsekwencji

Jak wynika z najnowszych, zatrważających danych opublikowanych przez „Rzeczpospolitą”, system automatycznej kontroli ruchu drogowego (CANARD) w przypadku obcokrajowców spoza Unii Europejskiej jest całkowitą fikcją. Polscy kierowcy są łupieni restrykcyjnymi mandatami i punktami karnymi za najmniejsze przewinienie, podczas gdy przybysze zza wschodniej granicy doskonale wiedzą, że w Polsce są nietykalni.
Porażające statystyki: 120 tysięcy wykroczeń i garstka mandatów
Dane nie kłamią i obnażają głęboką patologię oraz bezradność instytucji państwowych. Kierowcy samochodów zarejestrowanych poza granicami Unii Europejskiej popełnili w Polsce ponad 120 tysięcy wykroczeń drogowych. Ile z nich zakończyło się realną karą? Śmieszna i upokarzająca dla polskiego państwa liczba: wystawiono zaledwie 3443 mandaty. Oznacza to, że niemal 97% piratów drogowych ze Wschodu uniknęło jakichkolwiek konsekwencji!
Absolutnymi „rekordzistami” w tej statystyce są kierowcy z Ukrainy. Fotoradary i kamery rejestrujące przejazdy na czerwonym świetle wychwyciły pojazdy na ukraińskich tablicach rejestracyjnych aż 77,2 tysiąca razy. Skala problemu rośnie lawinowo – rok wcześniej takich przypadków było 62,4 tysiąca, a dwa lata temu około 52 tysiące. Wschodnia flanka drogowa staje się coraz bardziej niebezpieczna, a dynamika wzrostu jasno pokazuje, że imigranci czują się w Polsce coraz pewniej i za nic mają nasze bezpieczeństwo. Na dalszych pozycjach plasują się kierowcy z Białorusi i Rosji, jednak to potężna fala aut z Ukrainy paraliżuje polski system dyscyplinowania kierowców.
Dwa światy: Surowość dla Polaka, pobłażliwość dla przybysza
Podczas gdy polski kierowca po zrobieniu zdjęcia przez fotoradar automatycznie otrzymuje do domu pismo z wezwaniem do zapłaty i rygorystyczne punkty karne, obywatele państw trzecich pozostają „duchami” w systemie. Przez luki prawne oraz brak skutecznych umów międzynarodowych o wymianie danych, Główny Inspektorat Transportu Drogowego (GITD) nie jest w stanie ustalić personaliów właściciela pojazdu i wysłać mandatu na Ukrainę czy Białoruś.
W praktyce jedyną szansą na ukaranie takiego pirata drogowego jest bezpośrednie zatrzymanie przez patrol Policji lub Inspekcji Transportu Drogowego i nałożenie mandatu gotówkowego. Oczywiście szanse na to, że auto uwiecznione przez fotoradar zostanie akurat tego samego dnia zatrzymane na drodze przez policjantów, są iluzoryczne.
Dla porównania, unijny system wymiany informacji działa bez zarzutu – kierowcom z krajów UE wystawiono w tym samym okresie ponad 32 tysiące mandatów. Wobec przybyszów ze Wschodu polskie państwo jest jednak bez zębów.
Urzędnicza niemoc i miliony złotych strat
Najbardziej bulwersujący w całej sprawie jest fakt, że problem ten nie pojawił się wczoraj, a mechanizm jego rozwiązania jest banalnie prosty. Od lat eksperci i środowiska patriotyczne postulują powiązanie systemu CANARD z kamerami na zewnętrznych granicach Polski (wschodniej granicy UE). Gdyby system działał sprawnie, Straż Graniczna podczas odprawy mogłaby natychmiast zablokować wyjazd lub wjazd pojazdu do momentu, aż kierowca nie ureguluje zaległych kar na przejściu granicznym.
Tymczasem, jak informuje „Rzeczpospolita”, stosowny projekt ustawy, który miał trafić pod obrady Sejmu już w pierwszym kwartale roku, utknął w martwym punkcie. Zamiast zdecydowanych działań na rzecz bezpieczeństwa Polaków i ochrony budżetu państwa (z którego uciekają dziesiątki milionów złotych z nieściągalnych mandatów), projekt wciąż znajduje się na etapie „uzgodnień międzyresortowych”. Urzędnicy dyskutują, wymieniają pisma, a na polskich drogach codziennie dochodzi do tysięcy incydentów, za które nikt nie ponosi odpowiedzialności.
Polacy mają prawo czuć się obywatelami drugiej kategorii we własnym kraju. Ordynarne łamanie ograniczeń prędkości, ignorowanie czerwonych świateł i drwienie z polskich służb mundurowych stało się codziennością dla tysięcy kierowców zza wschodniej granicy. Czas skończyć z tą tolerancją dla drogowej anarchii. Polskie prawo musi być równe dla wszystkich – bez względu na narodowość i pochodzenie.
źr. wPolsce24 za rp.pl











