To nie koniec afery w Szpitalu Południowym. Szokujące, co robili ze zwłokami!
Afera, która może pogrążyć Koalicję Obywtelską
Sprawą Szpitala Południowego żyje cała Polska. Wszystko zaczęło się od publikacji oświadczenia majątkowego Dawida Kacprzyka, 28-letniego radnego z ramienia KO, który jako lekarz bez specjalizacji pełnił funkcję koordynatora oddziału SOR. Jak ujawniono, miał on zarabiać bardzo wysokie kwoty, pełniąc fikcyjne dyżury. Według medialnych doniesień Kacprzyk miał również zorganizować prywatny salonik VIP dla polityków formacji Donalda Tuska, umożliwiający im dostęp do lekarza poza kolejnością, nawet w błahych przypadkach.
Oliwy do ognia dolał były pracownik placówki, dr Emil Jędrzejewski. W głośnej rozmowie z Krzysztofem Stanowskim stwierdził on, że na skutek błędów w zarządzaniu oddziałem SOR przez Kacprzyka mieli umierać pacjenci, a karty zgonów miały być fałszowane w celu ukrycia odpowiedzialności personelu. Lekarz twierdzi, że zgłaszał nieprawidłowości zarówno władzom szpitala, jak i miasta, jednak bezskutecznie. Obecnie sprawa jest przedmiotem postępowania prokuratorskiego – w jego ramach dr Jędrzejewski został przesłuchany przez ponad dziewięć godzin w obecności swojego pełnomocnika.
Handel zwłokami w szpitalu?
Tymczasem na jaw wychodzą kolejne informacje, tym razem dotyczące działalności prosektorium szpitala i osoby Artura Habowskiego, który nim zarządzał. Jak ujawnia portal Onet, mężczyzna miał prowadzić na terenie placówki działalność rażąco sprzeczną nie tylko z zasadami etyki, lecz także z obowiązującym prawem.
Z ustaleń dziennikarzy Onetu wynika, że Habowski miał pobierać opłaty za wydanie ciała zmarłego, w wysokości 100 zł, mimo że obowiązek ten spoczywał na szpitalu i powinien być realizowany bezpłatnie. Co więcej rodziny zmarłych miały być dodatkowo obciążane kosztami usług pogrzebowych świadczonych „na miejscu”. Za umycie i ubranie ciała pobierano około 500 zł, za balsamację nawet 1000 zł, natomiast za „polecenie” konkretnego zakładu pogrzebowego opłata miała sięgać od 1500 zł wzwyż.
Byli pracownicy szpitala wskazują również na nietypowe procedury związane z kartami zgonów. Zamiast trafiać na oddziały, na których dochodziło do śmierci pacjentów, dokumenty miały być przekazywane bezpośrednio do prosektorium. To właśnie na nich – jak twierdzą rozmówcy dziennikarzy – miał opierać się cały mechanizm wymuszania opłat i kierowania rodzin do wybranych firm pogrzebowych.
- Cały szpital miał przykaz, żeby karty zgonu oddawać jemu. I oddawał - relacjonuje jeden z lekarzy niegdyś zatrudnionych w tej placówce.
Relacje rodzin oraz pracowników branży pogrzebowej opisują także przypadki celowego opóźniania wydania ciała oraz utrudniania współpracy zakładom, które nie chciały uczestniczyć w nieformalnym układzie. Sprawa trafiła do związków zawodowych i dyrekcji szpitala, jednak bez widocznych efektów. Obecnie prokuratura prowadzi śledztwo dotyczące możliwego fałszowania dokumentacji medycznej, a skala ujawnionych nieprawidłowości sprawia, że coraz częściej pojawiają się porównania do głośnej „afery łowców skór”.
Więcej w materiale wideo powyżej artykułu.
Źr. wPolsce24 za Polsat News/Onet











