Polska

Nawet minister to przyznała: w chorym systemie rodzą się patologie. Obnażyła hipokryzję własnej koalicji!

opublikowano:
Wielkie słowa o "odpolitycznieniu" państwa po raz kolejny okazały się jedynie przedwyborczą ułudą, a koalicjanci sami blokują ustawy mające uzdrowić sytuację w podmiotach publicznych. Jak dowiadujemy się z ust przedstawicielki rządu z ramienia Polski 2050, w obecnym, "chorym systemie rodzą się patologie i nażywają się na tym cwaniacy".

Afera wokół Szpitala Południowego pokazuje dobitnie, do czego prowadzi brak rzetelnego, odpolitycznionego nadzoru. Mamy tu do czynienia z sytuacją, gdzie:

Złodzieje krzywdzą ludzi w takim obszarze no niezwykle wrażliwym, jakim jest zdrowie czy wręcz śmierć osoby bliskiej - mówi Pełczyńska-Nałęcz.

Pada wprost jasna deklaracja: gdyby w tej placówce działała normalna rada nadzorcza, która realnie kontrolowałaby sytuację, do tych bulwersujących patologii po prostu by nie dopuszczono.

Wspomniana rada nadzorcza została wprawdzie zwolniona, jednak wciąż brakuje elementarnego, systemowego lekarstwa na ten polityczny marazm.

Gdzie podziały się zatem szumne obietnice o naprawie państwa? Umowa koalicyjna jednoznacznie zakładała "sprofesjonalizowanie i odpolitycznienie" zarządów oraz rad nadzorczych w spółkach Skarbu Państwa i spółkach samorządowych. Okazuje się, że na papierowych deklaracjach się skończyło.

Pełczyńska-Nałęcz przypomniała, że Polska 2050 przygotowała i przedstawiła w Sejmie ustawę, która miała ten proces uruchomić, ale projekt ten został przez koalicjantów gładko "utrącony". Co gorsza, kolejna próba przeforsowania tych przepisów skończyła się takim samym fiaskiem – drugi projekt znów wylądował w koszu.

To niepodważalny dowód na to, że obecna większość rządząca wcale nie zamierza rezygnować z rozdawnictwa państwowych i samorządowych posad. Skoro koalicjanci z premedytacją torpedują własne, zapisane w umowie zobowiązania, to dramatyczne apele przedstawicielki Polski 2050 o to, by "koalicyjnie usiąść" i wreszcie wprowadzić normalne mechanizmy kontroli, brzmią jak przyznanie się do bezsilności i żyrowania decyzji Tuska. 

Surowe rozliczanie i karanie winnych to absolutna podstawa, ale – jak słusznie zauważono – by ukrócić ten proceder, potrzebne są zmiany systemowe. Niestety, dopóki rządzący będą woleli chronić swoje wpływy i blokować profesjonalizację kadr, dopóty spółki państwowe i samorządowe pozostaną partyjnym folwarkiem, na którym bezkarnie będą tuczyć się wspomniani cwaniacy.

źr. wPolsce24

Polska

Kto boi się doktora Jędrzejewskiego? Lekarz mówi prawdę o szpitalnych aferach, a politycy KO robią wszystko, by go uciszyć

opublikowano:
mid-26629004
Emil Jędrzejewski przesłuchiwany ponownie (fot. PAP/Paweł Supernak)
„Prokuratorzy są zadowoleni” – takimi słowami podsumowano poniedziałkowe przesłuchanie doktora Emila Jędrzejewskiego, byłego ordynatora chirurgii w warszawskim Szpitalu Południowym. Nowe zeznania mogą stać się kluczowe dla wyjaśnienia doniesień o błędach lekarskich, śmierciach pacjentów i politycznych przywilejach w miejskiej placówce.
Polska

Kolejna afera w Szpitalu Południowym. W prosektorium "reklamowano" zakład pogrzebowy

opublikowano:
Afera w szpitalu południowym zatacza coraz szersze kręgi
Afera w szpitalu południowym zatacza coraz szersze kręgi (fot. wPolsce24)
W warszawskim Szpitalu Południowym wybuchła kolejna afera. Tym razem w jej centrum znalazło się szpitalne prosektorium, którego szef robił biznes na zmarłych.
Polska

ROZMOWA WIKŁY. W Szpitalu Południowym grasują nowi Łowcy Skór? Czy makabryczny skandal zmiecie rząd Donalda Tuska?

opublikowano:
Wojciech Skurkiewicz w rozmowie Wikły
Wojciech Skurkiewicz w rozmowie Wikły (fot. wPolsce24)
W Szpitalu Południowym rozgrywa się prawdziwy horror, który budzi najmroczniejsze wspomnienia z czasów afery „łowców skór”. Z doniesień medialnych wyłania się mroczny obraz rzekomego handlu z zakładami pogrzebowymi, a w tle widzimy desperackie próby wyciszenia sprawy przez obecny aparat władzy. Czy ten wstrząsający skandal doprowadzi do upadku rządu Donalda Tuska?
Polska

Niemiecka kratka, polska hańba. Tusk i Trzaskowski promują niemieckie żelastwo zamiast polskich odlewni

opublikowano:
warszawiacy mają prawo wiedzieć, na co wydawane są ich pieniądze. I dlaczego zamiast polskich kratek – na ulicach stolicy lądują niemieckie odlewy.
Zdrada na ulicy Grójeckiej. Zamiast polskich odlewni – niemieckie kratki z Münster (fot. wPolsce24)
Warszawa, ulica Grójecka. Świeżo po remoncie, który kosztował miliony złotych. Tramwaje wróciły na tory w październiku 2025 roku, mieszkańcy odetchnęli z ulgą po miesiącach utrudnień. Ale okazuje się, że przy okazji wymiany infrastruktury ktoś podjął decyzję, która budzi poważne wątpliwości. Zamiast wspierać polskich producentów – zamówiono kratki ściekowe z Niemiec. Od małego producenta z Münster, oddalonego o ponad 1000 kilometrów.
Polska

Mocne wystąpienie Morawieckiego! „Koniec chowania głowy w piasek”. PSL pod ścianą: wybiorą Polskę czy Tuska?

opublikowano:
Mateusz Morawiecki domaga się od PSL-u działania (
Mateusz Morawiecki domaga się od PSL-u działania (fot. wPolsce24)
„Rzeź Wołyńska była ludobójstwem ze szczególnym okrucieństwem, które musi być nazwane i rozliczone!” – grzmiał były premier Mateusz Morawiecki podczas dzisiejszego oświadczenia. Wiceprezes Prawa i Sprawiedliwości w bezkompromisowych słowach uderzył w uległość obecnego rządu wobec Kijowa i gloryfikację banderyzmu. Najważniejszy komunikat i swoiste „sprawdzam” skierował jednak do polityków Polskiego Stronnictwa Ludowego. Ludowcy mają teraz twardy orzech do zgryzienia.
Polska

Bangladesz i Afganistan w bagażniku BMW. Ukrainiec przewoził imigrantów jak towar. WIDEO

opublikowano:
Ludzie w bagażniku jak zwierzęta. Ukrainiec zatrzymany za przewóz imigrantów
Ludzie w bagażniku jak zwierzęta. Ukrainiec zatrzymany za przewóz imigrantów (fot. Policja Warmińsko-Mazurska)
Na drodze krajowej nr 16 w Mrągowie policjanci z Wydziału Ruchu Drogowego zatrzymali w ubiegły wtorek do kontroli BMW. Kierowca, 33-letni obywatel Ukrainy, najwyraźniej nie spodziewał się, że jego pojazd wzbudzi zainteresowanie mundurowych. Funkcjonariusze postanowili sprawdzić nie tylko kierowcę, lecz także osoby podróżujące autem. Szybko okazało się, że nie była to standardowa kontrola.