Lekarz milioner miał oddać część pieniędzy szpitalowi. Dużo czy mało?

W ostatnich dniach wokół lekarza narosło wiele kontrowersji. Według doniesień medialnych, w trakcie specjalizacji z anestezjologii miał zarobić w ubiegłym roku około 1,6 mln zł. To jednak nie jedyne zarzuty, które wywołały oburzenie opinii publicznej.
Pojawiły się także informacje, że na oddziale kierowanym przez Kacprzyka politycy mieli być przyjmowani poza kolejnością, a diagnostyka odbywała się w trybie przyspieszonym.
W reakcji na medialne doniesienia lekarz zrezygnował najpierw z członkostwa w Koalicji Obywatelskiej, a następnie z mandatu radnego warszawskiej dzielnicy Ursus. Równocześnie – jak poinformował właśnie stołeczny ratusz – zwrócił szpitalowi część wynagrodzenia.
Pół miliona złotych zwrócił. A co z resztą?
Tymczasem warszawski ratusz poinformował, że Kacprzyk skorygował aż 33 wystawione przez siebie faktury obejmujące okres od stycznia 2025 roku do czerwca 2026 roku. Na konto placówki z tytułu tych korekt miał zwrócić już 500 tysięcy złotych. Ale... to wciąż niewiele, skoro tylko przez 12 miesięcy ubiegłego roku pobrał z kasy tego szpitala 1,6 mln złotych. Tymczasem w komunikacie stołecznego ratusza jest mowa o zwrocie 500 tysięcy za okres... półtoraroczny. Zakładając, że w obecnym roku Kacprzyk zarabiał na tym samym poziomie jak w roku ubiegłym to z kasy Szpitala Południowego powinien pobrać do połowy czerwca prawie 800 tysięcy złotych. Trudno zatem, by zadysponowany zwrot po wybuchu afery uznać za wyjątkowo imponujący.
Postępowania na kilku frontach
Sprawą zajmuje się także samorząd lekarski. Naczelna Izba Lekarska złożyła zawiadomienie do rzecznika odpowiedzialności zawodowej. Zarzut dotyczy opuszczania dyżurów medycznych.
Według medialnych ustaleń grafik lekarza miał pokrywać się z jego aktywnością publiczną, m.in. wystąpieniami w telewizji i w Senacie.
Równolegle swoje działania prowadzi również miasto. 18 czerwca zebrała się rada nadzorcza szpitala, która – na wniosek prezydenta Warszawy – ma dokonać zmian w zarządzie placówki. Nowe kierownictwo ma współpracować ze wszystkimi instytucjami kontrolnymi i wdrożyć mechanizmy zapobiegające podobnym sytuacjom w przyszłości.
Nieoficjalnie mówi się jednak, że sprawa Kacprzyka bardzo osłabi stołeczne struktury Koalicji Obywatelskiej, a zwłaszcza pozycję Rafała Trzaskowskiego. Niektórzy obserwatorzy życia politycznego sugerują nawet, że Donald Tusk będzie chciał wykorzystać aferę Kacprzyka i Szpitala Południowego do swoistej zemsty na Trzaskowskim za przegrane wybory prezydenckie.
Jedno jest pewne - ile jeszcze rezygnacji i próśb o zawieszenie nie wysłałby Kacprzyk, tej sprawy nie uda się już zamieść pod dywan ani zamilczeć.
źr. wPolsce24 za PAP/um.warszawa.pl











