Gdy padły słowa o Wołyniu, wyszli z sali. Skandaliczne zachowanie posłów koalicji rządowej

Do Sejmu trafił projekt ustawy, którego inicjatorem jest prezydent Karol Nawrocki. Zakłada on wprowadzenie sankcji karnych za propagowanie banderyzmu na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej, zrównując ten skrajny odłam ukraińskiego nacjonalizmu z ideologiami komunistyczną, nazistowską oraz faszystowską, których rozpowszechnianie również jest w Polsce zakazane.
Zgodnie z inicjatywą prezydenta miałby to być sposób na uczczenie pamięci Polaków pomordowanych na Wołyniu przez bandy OUN-UPA, które dopuściły się na tych terenach krwawego, zorganizowanego ludobójstwa. Data procedowania nad tym aktem prawnym nie jest zresztą przypadkowa — 11 lipca obchodzony jest bowiem symboliczny dzień pamięci ofiar rzezi wołyńskiej.
Tak zachowali się posłowie koalicji 13 grudnia
Niestety, w trakcie pierwszego czytania projektu ustawy doszło do sytuacji, która nie najlepiej świadczy o koalicji rządowej. W momencie, gdy odczytywane były opisy krwawych wydarzeń na Wołyniu z lipca 1943 roku, posłowie Koalicji Obywatelskiej, Lewicy, Polski 2050 oraz Polskiego Stronnictwa Ludowego opuścili salę obrad. Na zdjęciach i nagraniach z tego momentu widać niemal całkowicie pustą stronę sali sejmowej zajmowaną przez wspomniane ugrupowania. Obecni byli jedynie pojedynczy politycy, jak chociażby do niedawna związany z klubem parlamentarnym KO Marcin Józefaciuk.
– Ławy poselskie KO, Lewicy, PSL i Polski 2050 zostały niemal puste. Co wy chcieliście tym pokazać? Że macie gdzieś pamięć o polskich ofiarach rzezi wołyńskiej i że flagi banderowskie wam nie przeszkadzają? Kawka w kuluarach sejmowych była ważniejsza? Trudno znaleźć cenzuralne słowa, by opisać dno, które osiągnęliście – pisze Ewa Zajączkowska-Hernik, która nagłośniła całą sprawę.
Projekt prezydenta cieszy się poparciem prawej strony niższej izby parlamentu — mowa o politykach Prawa i Sprawiedliwości oraz obu ugrupowaniach Konfederacji, którzy najprawdopodobniej zagłosują za jego wprowadzeniem do polskiego systemu prawnego. Na tym etapie trudno jednak stwierdzić, czy podobne stanowisko zajmą politycy formacji rządzącej.
Spór dyplomatyczny
Przypomnijmy, że kilka tygodni temu doszło do zaostrzenia relacji dyplomatycznych między Polską a Ukrainą. Stało się tak w związku z decyzją Wołodymyra Zełenskiego, który chciał nadać jednej z jednostek wojskowych imię „bohaterów UPA”, co spotkało się ze sprzeciwem w Polsce. Prezydent Karol Nawrocki najpierw zapowiedział odebranie Orderu Orła Białego swojemu ukraińskiemu odpowiednikowi, dając mu czas na przemyślenie sprawy, a następnie zdecydował o jego ostatecznym odebraniu, gdy nie dostrzegł realnych perspektyw na poprawę sytuacji.
Sprawa wywołała poważne oburzenie u naszych wschodnich sąsiadów. Zełenski zdecydował się odesłać odznaczenie za pośrednictwem zwykłej przesyłki kurierskiej, a następnie na podobny gest zdecydowało się wielu innych urzędników państwowych na Ukrainie, w geście solidarności ze swoim przywódcą. Sytuacja doprowadziła do dalszej radykalizacji narracji wokół kultu Bandery w Ukrainie- niedawno Zełenski zapowiedział bowiem powstanie Panteonu Narodowych Bohaterów Ukrainy, w którym swoje „zaszczytne” miejsce mieliby zająć jedni z najgorszych sprawców zbrodni z band OUN-UPA.
Świat usłyszał o Wołyniu
Cała sytuacja odbiła się szerokim echem na świecie, zwłaszcza w Europie. Decyzja polskiego prezydenta oraz reakcja jego ukraińskiego odpowiednika doprowadziły do nagłośnienia historii rzezi wołyńskiej, dzięki czemu znaczna część społeczeństwa Starego Kontynentu po raz pierwszy usłyszała o zbrodniach ukraińskich nacjonalistów, których dopuścili się podczas II wojny światowej.
źr.wPolsce24 za X/Ewa Zajączkowska-Hernik









