Zaskakujący mandat w szczecińskiej pierogarni - prowokacja czy egzekucja prawa?

Sytuacja miała miejsce kilka minut przed godziną 11:00, czyli jeszcze przed oficjalnym otwarciem lokalu. W progu pojawiła się kobieta z prośbą o sprzedaż butelki wody. Mimo że kasa fiskalna nie była jeszcze uruchomiona, pracownica lokalu sprzedała produkt. O tej sprawie pisaliśmy wcześniej: 500 zł mandatu za... butelkę wody w upał. Gorzka lekcja życzliwości w nowej restauracji.
Uprzejmość personelu okazała się jednak kosztowna. Jak relacjonują właściciele w mediach społecznościowych, „klientką” okazała się urzędniczka przeprowadzająca kontrolę z Urzędu Skarbowego. Efekt? Po dokonaniu zakupu kontrolerka oddaliła się, by po chwili powrócić z dwójką innych funkcjonariuszy. Wtedy właśnie pracownica lokalu usłyszała decyzję o nałożeniu 500-złotowego mandatu.
Surowość kary budzi emocje
Sprawę nagłośnił w mediach społecznościowych Rafał Kubowicz, politolog związany z Nową Nadzieją. W swojej relacji zwrócił uwagę, że pracownica w momencie sprzedaży dopiero konfigurowała kasę fiskalną – a jak wiadomo, uruchomienie urządzenia w nowym lokalu wymaga czasu. Dodał również, że według relacji sprzedającej urzędniczka poprosiła o to, by nie wydawać reszty 50 groszy, tłumacząc się pośpiechem. Dopiero później miała wrócić z zespołem kontrolerów.
Zdaniem Kubowicza cała sytuacja to przykład nadmiernej opresyjności państwa wobec świeżo powstałego biznesu. Wskazywał, że zamiast mandatu równie dobrze można było udzielić pouczenia i życzyć powodzenia, zwłaszcza że lokal działał zaledwie od trzech dni.
Internauci: prowokacja w czasie ekstremalnego upału
W komentarzach nie brakowało głosów oburzenia. Wielu internautów zwracało uwagę na okoliczności – kontrolerka zgłosiła się przed oficjalnym otwarciem, w dodatku w czasie silnych upałów, gdy instytucje publiczne same zachęcają do pomocy i udostępniania wody. Pojawiły się zarzuty, że urzędnicy celowo wykorzystali ludzką życzliwość, by znaleźć podstawę do nałożenia kary. Część komentujących nazwała to działaniem na granicy prowokacji i wyrazem braku wyczucia.
Głos w obronie kontrolerów
Do sprawy odniosła się Agata Jagodzińska, przewodnicząca związku zawodowego w KAS. W jej ocenie przedsiębiorca nie jest tu wyłącznie poszkodowanym, a sprawa ma drugie dno. Zwróciła uwagę na ogłoszenie wywieszone na drzwiach lokalu, które informowało o możliwości zamawiania zimnych wyrobów garmażeryjnych między godziną 10:00 a 11:00, czyli przed oficjalnym otwarciem. Jej zdaniem jeśli w tym czasie faktycznie dochodziło do sprzedaży bez ewidencjonowania jej na kasie fiskalnej, to mandat był w pełni uzasadniony.
Jagodzińska zarzuciła również właścicielom, że nagłaśniając sprawę w mediach, próbują zdobyć darmową reklamę kosztem wizerunku Krajowej Administracji Skarbowej. Zaapelowała o bardziej wyważone przedstawianie faktów.
Niemoralna prowokacja? Chwyt marketingowy lokalu?
Analizując dostępne informacje, trudno jednoznacznie przesądzić, czy mamy do czynienia z czystą prowokacją, czy raczej z rutynową, choć źle wybraną kontrolą. Z jednej strony faktycznie na drzwiach widniało ogłoszenie sugerujące, że przed godziną 11:00 można dokonywać zakupów, co – jeśli było praktykowane – wymagałoby włączonej kasy. Z drugiej strony sama okoliczność, że urzędniczka przyszła przed otwarciem, poprosiła o wodę, a następnie – po otrzymaniu jej – nałożyła mandat, budzi co najmniej niesmak.
Sam właściciel przyznaje, że w lokalu przebywała wówczas inna osoba, ale – jak twierdzi – nic nie kupowała, tylko się rozglądała. To dodatkowo zaciemnia obraz i pozostawia pole do spekulacji.
Ta historia pokazuje, jak cienka jest granica między egzekwowaniem prawa a nadgorliwością, która zraża do siebie przedsiębiorców. W obliczu takiej kontroli trudno nie zadać sobie pytania: czy naprawdę nie można było inaczej?
źr. wPolsce24 za X/@AgataJagodzisk1/@KubowiczR











