500 zł mandatu za... butelkę wody w upał. Gorzka lekcja życzliwości w nowej restauracji

Sytuacja miała miejsce kilka minut przed godziną 11:00, czyli jeszcze przed oficjalnym otwarciem lokalu. W progu pojawiła się kobieta z prośbą o sprzedaż butelki wody. Pracownicy, mimo że kasa fiskalna nie była jeszcze uruchomiona, a zespół dopiero uczył się rytmu pracy w nowym miejscu, postanowili nie odmawiać pomocy i sprzedali produkt.
Błyskawiczna kontrola i surowa kara
Uprzejmość personelu okazała się jednak kosztowna. Jak relacjonują właściciele w mediach społecznościowych, „klientką” okazała się urzędniczka przeprowadzająca kontrolę z Urzędu Skarbowego. Efekt? Mandat w wysokości 500 zł.
- W pierwszych dniach działalności człowiek skupia się przede wszystkim na tym, żeby każdy gość wyszedł zadowolony. Tym razem dobra wola okazała się kosztować nas 500 zł – czytamy we wpisie restauracji. Właściciele nie kryją rozczarowania, przyznając, że jest im „zwyczajnie przykro”.
Fala oburzenia: „To prowokacja poniżej pasa”
Działania urzędników spotkały się z ostrą reakcją internautów. Pojawiły się pytania o to, czy to normalne, by urzędnik pojawiał się w lokalu poza godzinami jego otwarcia.
Komentujący w sieci nie szczędzą gorzkich słów, wskazując na kontekst pogodowy. W czasie silnych upałów, kiedy instytucje apelują o pomoc i udostępnianie wody pitnej, taką interwencję nazywają „zagrywką nie na miejscu” oraz „prowokacją poniżej pasa”. Wielu internautów uważa, że kontrolerzy wykazali się brakiem wyczucia i empatii.
Nie zniechęcają się mimo przeciwności
Mimo nieprzyjemnego incydentu, ekipa „Ciasta i Farszu” deklaruje, że nie traci energii do działania. Zapowiadają, że nadal będą wkładać serce w lepienie świeżych pierogów i gotowanie domowych obiadów dla swoich gości. Na zakończenie swojej relacji dodali z nutą ironii: „Pozdrawiamy również Urząd Skarbowy i życzymy wszystkiego dobrego”.
źr. wPolsce24 za Fabebook.com











