Przełom w Europie? 46 państw mówi „dość” i żąda zmian. Deklaracja Kiszyniowska ukróci bezkarność nielegalnych migrantów?

Choć od wyrażenia tej formalnej deklaracji minął zaledwie miesiąc i żadne konkretne wdrożenia jeszcze nie zaczęły obowiązywać, to lewicowo-liberalny salon już wpada w panikę.
Dla każdego obserwatora oczywiste jest to, iż sytuacja migracyjna w Europie osiągnęła punkt krytyczny, a dotychczasowe instrumenty prawne, zamiast chronić obywateli, zaczęły chronić tych, którzy prawo łamią.
Przez lata Europejska Konwencja Praw Człowieka (EKPC) była interpretowana przez sędziów w Strasburgu w sposób, który de facto paraliżował sprawne odsyłanie nielegalnych migrantów – w tym osób skazanych za ciężkie przestępstwa.
Teraz karty na stół wyłożyły same państwa członkowskie. Podpisana w połowie maja Deklaracja Kiszyniowska to otwarty bunt przeciwko ideologicznemu dyktatowi i wezwanie do natychmiastowej zmiany reguł gry.
Koniec z blokowaniem deportacji. Państwa żądają twardego kursu
Głównym założeniem nowej deklaracji jest radykalne rozszerzenie tzw. marginesu oceny dla władz krajowych. Co to oznacza w praktyce? Państwa chcą same decydować o tym, kto stanowi zagrożenie dla ich bezpieczeństwa wewnętrznego i mieć wolną rękę w natychmiastowym wydalaniu takich osób.
Dotychczas procedury odwoławcze i aktywizm sędziowski w Strasburgu pozwalały migrantom na przeciąganie procedur w nieskończoność. Deklaracja Kiszyniowska ma to przeciąć. Państwa-sygnatariusze, wśród których prym wiodą rządy opowiadające się za twardą ochroną granic (w tym Polska, Włochy czy Dania), wprost domagają się, by ochrona granic i bezpieczeństwo obywateli stały wyżej niż rozciągane do granic absurdu prawa osób forsujących zasieki.
Zielone światło dla eksternalizacji: Dokument jest w kuluarach traktowany jako polityczne przyzwolenie na tworzenie centrów azylowych poza terytorium Europy – na wzór rozwiązań, które z sukcesem wdrażają Włochy w Albanii.
Lewicowe media i NGO w panice. „Zagrożenie dla systemu”
O tym, jak fundamentalne znaczenie ma Deklaracja Kiszyniowska, najlepiej świadczy wściekła reakcja środowisk lewicowo-liberalnych oraz organizacji pozarządowych żyjących z tzw. „przemysłu migracyjnego”. Na łamach prestiżowych zachodnich portali prawniczych, takich jak Verfassungsblog, oraz w analizach uniwersyteckich ekspertów głównego nurtu, ruszyła zmasowana akcja krytyczna.
Aktywiści i liberalni publicyści alarmują, że zmiany doprowadzą do powstania „wielopoziomowego systemu praw człowieka”, w którym migranci będą mieli mniejsze prawa. Pada wręcz zarzut, że rządy państw europejskich próbują „zdemontować” dotychczasowy porządek prawny w Europie.
Tego typu narracja pokazuje jedno: konserwatywny punkt widzenia, wedle którego suwerenne państwo ma prawo decydować o tym, kogo wpuszcza na swoje terytorium, wreszcie staje się w Europie oficjalnym głosem rozsądku.
Zauważają to już nie tylko konserwatywne media, ale zdecydowana większość ludzi, którzy uczciwie obserwują rzeczywistość. W dość niespodziewany dla wielu osób sposób wyraził to ostatnio... brytyjski muzyk John Lydon, lider zespołów Sex Pistols i Public Image Ltd, przez lata kojarzony z anarchistycznym nurtem lewicy:
Nigdy nie myślałem, że dożyję dnia, w którym prawica stanie się tą fajną ekipą pokazującą środkowy palec establishmentowi, a lewica zamieni się w te snujące się, samozadowolone palanty, które chodzą i zawstydzają wszystkich - mówił w jednym z wywiadów.
Rzeczywistość wymusiła zmianę frontu
Co ciekawe, nawet te kraje, które dotychczas uchodziły za bastiony polityki „otwartych drzwi”, pod wpływem realiów społecznych i fali przestępczości zmuszone były podpisać dokument. Choć ostateczny tekst deklaracji rodził się w bólach i zawiera dyplomatyczne wstawki o „poszanowaniu praw człowieka”, to jej wektor polityczny jest jasny: czas na odzyskanie kontroli nad granicami.
Czy Strasburg ugnie się pod presją 46 państw?
Presja polityczna ma ogromne znaczenie. Deklaracja Kiszyniowska to potężny oręż w rękach suwerennych rządów, który legitymizuje twarde działania na granicach i pokazuje, że dotychczasowy model polityki migracyjnej Europy właśnie bankrutuje na naszych oczach.
źr. wPolsce24 za PISM











