Polityczny PR kosztem kierowców. Obniżka paliw po długim weekendzie to kpina, nie pomoc
Rządzący najwyraźniej uznali, że obietnice mogą poczekać. Ogłoszona z pompą obniżka cen paliw wejdzie w życie dopiero po długim weekendzie sierpniowym. Dla rolników, którzy właśnie teraz prowadzą żniwa i każdy litr paliwa liczą w złotówkach, to policzek. Dla urlopowiczów, którzy w trasę ruszyli przy cenach sięgających 8 zł za litr, to dowód na to, że polityczne deklaracje są w tym kraju warte tyle, co papier, na którym je spisano.
Dlaczego akurat po długim weekendzie? Bo wtedy większość Polaków ma już za sobą wakacyjne podróże, a rolnicy zdążą wydać fortunę na paliwo do kombajnów i ciągników. To klasyczny chwyt – obiecać coś, co brzmi dobrze w nagłówkach, ale realnie przyniesie korzyść wtedy, gdy będzie już prawie bezużyteczna.
Krytycy rządu wskazują, że termin ten jest nie tylko niekorzystny, ale wręcz cyniczny. Rolnicy kończący żniwa to grupa, która i tak ma na głowie kryzys cenowy, suszę i rosnące koszty produkcji. Zamiast realnej pomocy dostają obietnicę, która dla nich jest już spóźniona o kilka tygodni.
Sprawę pogarszają merytoryczne błędy premiera. W swoich wypowiedziach dotyczących wysokości podatku VAT na paliwa mylił się kilkukrotnie. Jeśli szef rządu nie zna podstawowych stawek podatkowych, to o czym my mówimy? Planowana redukcja kosztów tankowania jest jedynie rozwiązaniem tymczasowym. Ma uśpić czujność wyborców i poprawić notowania rządu, ale nie rozwiązuje problemu wysokich cen paliw. Istnieją poważne obawy, że po zakończeniu wakacji ceny na stacjach ponownie wzrosną.
Mechanizm jest prosty – obniżka jest jednorazowa, a koncerny nie mają zamiaru rezygnować z zysków. To oznacza, że jesienią, gdy miliony Polaków wrócą do codziennego dojeżdżania do pracy i szkół, znowu zobaczą na dystrybutorach ceny, o których wcześniej myśleli, że są już historią.
Więcej w materiale wideo powyżej artykułu.
źr. wPolsce24











