Mieli służyć i chronić, a zorganizowali gang. Policjant wśród hersztów mafii z klubów go-go

Upijali klientów do nieprzytomności i systematycznie czyścili im konta bankowe. 82 osoby, w tym czynny wówczas funkcjonariusz policji, staną przed sądem w jednej z największych afer związanych z klubami go-go w Polsce. Akt oskarżenia liczy ponad 1000 stron, a materiał dowodowy zgromadzono w 329 tomach akt.
Dwa kluby ze stolicy, jeden z Wrocławia
Dokumenty trafiły już do sądu – potwierdziła prok. Katarzyna Calów-Jaszewska z Prokuratury Krajowej. Śledztwo wykazało, że przestępczy proceder działał przez ponad trzy lata – od 2018 do 2021 roku – pod przykrywką legalnie funkcjonujących klubów: „Gold House” i „Royal Gentlemen’s Club” w Warszawie oraz „Al Capone” we Wrocławiu.
Prokuratura oskarżyła 76 osób o udział w zorganizowanej grupie przestępczej, a cztery osoby o jej założenie i kierowanie. Wśród liderów gangu znalazł się Dariusz G. – ówczesny czynny policjant, pełniący służbę w jednym ze stołecznych komisariatów. W jego przypadku śledczy postawili również zarzut niedopełnienia obowiązków funkcjonariusza publicznego.
– Łącznie aktem oskarżenia objęto 747 czynów zabronionych, w tym rozboje, oszustwa, posiadanie środków odurzających i substancji psychotropowych, posiadanie amunicji bez zezwolenia, utrudnianie postępowania karnego oraz niedopełnienie obowiązków przez funkcjonariusza publicznego – przekazała prok. Calów-Jaszewska.
Herszt wciągnął swoich kolegów z policji
W procederze uczestniczyli nie tylko kelnerzy i tancerki, ale także kierowniczki klubów, które nadzorowały oszustwa i utrzymywały kontakt z tzw. centrum monitoringu. Mieściło się ono w Piasecznie, a pracowali w nim m.in. trzej byli policjanci oraz żona jednego z funkcjonariuszy. Jak ustalono, osoby te były nieformalnie zatrudnione przez kierującego grupą policjanta.
Grupa miała jasno określony schemat działania. Klientów celowo upijano alkoholem, często przy użyciu specjalnie przygotowanych mieszanek, a w niektórych przypadkach także innych środków psychoaktywnych. Następnie wykorzystywano ich stan do przeprowadzania fikcyjnych transakcji kartami płatniczymi.
– W przypadkach, gdy wytypowano klientów posiadających znaczne środki finansowe, doprowadzano ich do stanu nieprzytomności i w tym stanie dokonywano pozorowanych płatności na rzecz klubów – wyjaśniła prokurator.
W ten sposób ofiary traciły od kilku tysięcy do ponad 200 tysięcy złotych. Na ich telefonach instalowano aplikacje bankowe, wykonywano przelewy z kont oszczędnościowych i lokat, a także zaciągano pożyczki, których środki trafiały bezpośrednio na konta spółek prowadzących kluby.
– W jednym z udokumentowanych przypadków pokrzywdzony miał rzekomo dobrowolnie zaciągnąć pożyczkę w wysokości blisko 70 tysięcy złotych, a następnie w ciągu jednej godziny wydać całą tę kwotę na fikcyjne usługi – podała prok. Calów-Jaszewska.
Jeśli pojawiały się problemy z realizacją płatności, personel prowadził klientów do bankomatów, „pomagając” im wypłacić gotówkę. Tancerki dzwoniły też na infolinie banków, domagając się odblokowania kart lub zwiększenia limitów, często podszywając się pod klientów.
Szokujące są ustalenia dotyczące przetrzymywania ofiar.
– Stan nieświadomości pokrzywdzonych był wykorzystywany przez wiele godzin. W niektórych przypadkach osoby te przetrzymywano w klubach od godzin nocnych do godzin popołudniowych dnia następnego – podkreśliła prokurator.
Ofiary przetrzymywali przez wiele godzin
W jednym z przypadków mężczyzna opuścił klub dopiero po godz. 15.40 i – jak ustalono – nie potrafił nawet określić, w jakim mieście się znajduje. Ofiarami procederu w szczególności byli cudzoziemcy, którzy mieli ograniczone możliwości szybkiej reakcji.
Aby zabezpieczyć się na wypadek reklamacji, członkowie gangu sporządzali fałszywe oświadczenia oraz wystawiali paragony za fikcyjne towary i usługi. Zdarzało się również, że klientom wmawiano odrzucenie transakcji, które w rzeczywistości zostały już zaksięgowane, lub manipulowano oznaczeniami na terminalach płatniczych.
Osobom, którym udało się zorientować, że padły ofiarą oszustwa, odmawiano zwrotu pieniędzy, a często po prostu wyrzucano je z lokalu. Oskarżonym, w zależności od liczby i charakteru zarzutów, grozi nawet do 20 lat więzienia.
źr. wPolsce24 za PAP











