Skandaliczna decyzja sądu! Pijak wjechał w ludzi na chodniku i jest wolny!

Do zdarzenia doszło w Wielki Piątek wieczorem w Ujsołach (powiat żywiecki). 22-letni Sebastian Z. wsiadł za kierownicę, mając w organizmie około 1,75 promila alkoholu. Co więcej – nie posiadał uprawnień do prowadzenia pojazdów.
Według ustaleń śledczych, podczas manewru omijania nie zachował należytej ostrożności, stracił panowanie nad autem i zjechał na przeciwległy pas ruchu. Tam doprowadził do czołowego zderzenia z prawidłowo jadącym busem marki Fiat Ducato. A to nie koniec. Siła uderzenia wyrzuciła jego samochód na chodnik – prosto w ludzi stojących przy przystanku. Potrąconych zostało pięć osób. Jedna z nich odniosła poważne obrażenia.
Pijany kierowca potrąca ludzi. I wychodzi na wolność
Prokuratura nie miała wątpliwości – złożyła wniosek o tymczasowy areszt na trzy miesiące. Sąd jednak ten wniosek odrzucił. Dziś 22-latek objęty jest jedynie dozorem policyjnym i zakazem opuszczania kraju. Prokuratura zapowiedziała już zaskarżenie tej decyzji. Trudno nie zadać w tym miejscu pytania: co jeszcze musi się wydarzyć, by sąd uznał, że sprawca powinien trafić do aresztu?
Maksymalnie 4,5 roku więzienia. Czy to adekwatna kara?
Sebastian Z. usłyszał zarzut spowodowania wypadku drogowego w stanie nietrzeźwości. Grozi mu jedynie do 4,5 roku więzienia, zakaz prowadzenia pojazdów do 15 lat oraz przepadek samochodu lub jego równowartości. I tu pojawiają się poważne wątpliwości.
Bo 4,5 roku to maksymalna kara w przypadku „zwykłego” wypadku pod wpływem alkoholu, gdy nie dochodzi do najcięższych obrażeń. Tymczasem w tej sprawie mamy do czynienia z sytuacją, w której pijany kierowca nie tylko doprowadza do zderzenia, ale potem wjeżdża w grupę pieszych. Czy naprawdę można to traktować jak „typowy wypadek”?
Łańcuch zdarzeń, który zaczął się od alkoholu
Kluczowe pytanie brzmi: czy do potrącenia ludzi doszłoby, gdyby kierowca był trzeźwy? Bo choć formalnie pierwszym etapem była kolizja z busem, to właśnie stan nietrzeźwości mógł sprawić, że 22-latek całkowicie stracił kontrolę nad pojazdem i wjechał na chodnik. A to już nie jest tylko błąd na drodze. To potencjalnie skutek świadomej decyzji: jazdy po alkoholu.
Państwo znów reaguje za słabo
Ta sprawa uderza w coś więcej niż tylko pojedynczy wyrok czy decyzję sądu. Pokazuje problem systemowy: brak zdecydowanej reakcji wobec osób, które wsiadają za kierownicę po alkoholu i stwarzają realne zagrożenie dla życia innych. Bo jeśli w takiej sytuacji nie ma aresztu, to jaki sygnał idzie w świat? Że można? Że najwyżej skończy się na dozorze?
źr. wPolsce24 za rmf24.pl











