Pępek włos z głowy nie spadnie. Przedstawione przez nią tłumaczenia przekonały partyjnych kolegów

Dla zwykłego Polaka rzeczywistość publicznej służby zdrowia to często dramatyczna walka z czasem i miesiące, a nawet lata oczekiwania na kluczowe badania diagnostyczne. Jak się jednak okazuje, w realiach „uśmiechniętej Polski” niektórzy mogą liczyć na zupełnie inne standardy.
Gdy na jaw wyszły kulisy wizyty posłanki KO Małgorzaty Pępek w szpitalu w Żywcu, wokół sprawy wybuchła polityczna i medialna burza. Obywatele oczekiwali wyciągnięcia konsekwencji, o których tak chętnie przed wyborami mówili liderzy obecnej koalicji. Finał sprawy okazał się jednak porażający.
Zwrot akcji za zamkniętymi drzwiami. KO podjęła decyzję
Jak informuje Wirtualna Polska, kolegium klubu Koalicji Obywatelskiej zebrało się, aby wysłuchać wyjaśnień posłanki Pępek. Chodziło o oskarżenia dotyczące wykonania specjalistycznego badania (gastroskopii) z pominięciem standardowej procedury.
Przewodniczący klubu KO, Zbigniew Konwiński, przekazał opinii publicznej lakoniczny komunikat: wobec posłanki Małgorzaty Pępek nie zostaną wyciągnięte żadne konsekwencje. Według władz klubu, przedstawione przez nią tłumaczenia „nie potwierdziły doniesień medialnych”.
Mówiąc wprost, sprawa została oficjalnie zamieciona pod dywan.
Trzy tygodnie zamiast półtora roku? Kulisy żywieckiej afery
Sprawę, która zbulwersowała opinię publiczną, pierwotnie opisał portal Zero.pl. Z ustaleń dziennikarzy wynikało, że parlamentarzystka KO czekała na badanie zaledwie około trzech tygodni. Tymczasem „zwykli” pacjenci powiatowego szpitala w Żywcu na ten sam zabieg muszą czekać w gigantycznej kolejce – średnio nawet półtora roku (ok. 23 miesięcy).
Jak doszło do tego ekspresowego zapisu? Sama posłanka w rozmowach z mediami nie widziała w całej sytuacji niczego nagannego. Przyznała, że o pomoc w rejestracji poprosiła... koleżankę zatrudnioną w tej placówce medycznej:
Poprosiłam koleżankę, która pracuje w szpitalu, żebym nie musiała jeździć do tego szpitala i się rejestrować. Poprosiłam ją o rejestrację i ona to zrobiła – tłumaczyła Małgorzata Pępek na antenie Polsat News.
Dodała również, że później otrzymała telefon, iż „zwalnia się termin w sobotę”, więc po prostu z niego skorzystała. Wcześniej w kuriozalnym oświadczeniu sugerowała nawet, że przybywając na badanie, zrobiła szpitalowi... przysługę, a cała afera to „odwet dyrekcji” za jej krytyczną aktywność poselską.
Szpital wykrył nieprawidłowości. NFZ nie zapłacił
Innego zdania niż władze klubu KO była jednak wewnętrzna kontrola przeprowadzona w żywieckim szpitalu.
Wykazała ona jednoznaczne nieprawidłowości przy wyznaczaniu terminu dla polityk. Dyrekcja placówki zdecydowała nawet, że badanie to nie zostanie rozliczone w ramach Narodowego Funduszu Zdrowia (NFZ), co oznacza, że szpital musiał pokryć koszty procedury. Do posłanki wysłano oficjalne pismo przypominające, że o kolejności przyjęć decyduje stan zdrowia, a nie polityczna legitymacja.
Tradycyjnie, decyzja władz partii Donalda Tuska o pełnym oczyszczeniu posłanki z zarzutów wywołała lawinę oburzenia w mediach społecznościowych. Doktryna Neumanna jest jednak znacznie silniejsza niż inne zasady w tym świecie. Standardy moralne formacji rządzącej istnieją tylko teoretycznie, a zapowiadane „rozliczenia i transparentność” dotyczą wyłącznie przeciwników politycznych.
„Swoi” parlamentarzyści mogą liczyć na bezkarność i specjalne traktowanie w państwowych urzędach i szpitalach.
źr. wPolsce24 za WP.PL/Zero.pl











