Szokujące kulisy zwolnienia w Instytucie Pileckiego. O wyrzuceniu z pracy dowiedział się od Niemców

O czym jest ten tekst
-
W Instytucie Pileckiego trwa seria kontrowersyjnych decyzji nowego dyrektora prof. Krzysztofa Ruchniewicza, który wcześniej odwołał też kierowniczkę berlińskiego oddziału Hannę Radziejowską – mimo jej statusu sygnalistki.
-
Radziejowska ujawniła nieprawidłowości w działaniach Ruchniewicza, a Fałkowski miał zostać zwolniony m.in. za lojalność wobec niej.
-
Fałkowski w rozmowie z Wirtualną Polską zapowiada kroki prawne, twierdząc, że jego zwolnienie było nielegalne.
Afera w Instytucie Pileckiego
Od kilku tygodni nie milknie afera wokół Instytutu Pileckiego, którym kieruje prof. Krzysztof Ruchniewicz. Zastąpił on wyrzuconą przez obecną władzę współtwórczynię placówki prof. Magdalenę Gawin. Nowy szef nie tylko sam jest postacią kontrowersyjną o specyficznie proniemieckich – jak twierdzą jego krytycy – skłonnościach, ale też zaprowadził w Instytucie Pileckiego osobliwe porządki.
W sierpniu odwołał Hannę Radziejowską ze stanowiska kierowniczki oddziału Instytutu Pileckiego w Berlinie, choć miała ona status sygnalistki przyznany jej przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Dziennikarze Wirtualnej Polski ujawnili kulisy tej decyzji. Radziejowska o nieprawidłowościach w działaniach Ruchniewicza informowała w poufnej korespondencji najpierw minister kultury Hannę Wróblewską, a potem jej następczynię, Martę Cienkowską. Chodziło m.in. o to, że profesor chciał zorganizować seminarium dotyczące zwrotu dóbr kultury przez Polskę na rzecz Niemiec.
Ruchniewicz zwolnił też jej zastępcę Mateusza Fałkowskiego. "Przyczyną było współautorstwo ze mną artykułu opublikowanego w >Rzeczpospolitej< 8 sierpnia br. oraz jego lojalność i solidarność w obliczu pomówień i kłamstw. Mateusz Fałkowski od 3 kwietnia 2025 roku był objęty ochroną sygnalistów przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego" - poinformowała Radziejowska na platformie X 26 sierpnia.
Jak wyglądało zwolnienie z pracy
Ale to nie koniec skandalicznych działań obecnego kierownictwa Instytutu Pileckiego. Okazuje się, że o wyrzuceniu z pracy w Instytucie Pileckiego w Berlinie Fałkowski dowiedział się od Niemców.
- Dostałem SMS-a z niemieckiej Kasy Chorych, takiego odpowiednika naszego Narodowego Funduszu Zdrowia. Napisano w nim, że mam nową wiadomość w portalu pacjenta. A tam informacja, że wygasło mi ubezpieczenie, bo pracodawca poinformował kasę, że już nie pracuję. I że jeśli chcę, mogę samodzielnie wykupić ubezpieczenie – ujawnił historyk w rozmowie z dziennikarzami Wirtualnej Polski Pawłem Figurskim i Patrykiem Słowikiem.
- Nie dostał pan żadnego pisma z Instytutu Pileckiego? - dopytują dziennikarze.
- To był weekend. Na tamten moment nie miałem nic poza informacją z Kasy Chorych – tłumaczy Fałkowski. Na domiar złego nikt nie podał mu powodów zwolnienia. „Napisano jedynie, że wypowiedzenie jest >z ważnych powodów<, czymkolwiek by one były” – mówi, zapowiadając wobec pracodawcy kroki prawne.
„Zostałem potraktowany w sposób nieakceptowalny. I, zdaniem moim oraz prawnika, z którym konsultowałem swoją sprawę, nielegalny. Dlatego moja sprawa trafi do sądu” – zapowiada.
źr. wPolsce24 za Wirtualna Polska