Tusk zdobywa kolejny szczyt bezczelności. Niewiarygodne, co właśnie napisał w internecie

Tusk Twierdzi, że „coraz gorzej” z obozem patriotycznym. Tymczasem rzeczywistość jest dokładnie odwrotna – to polityka Tuska osłabia pozycję Polski w sojuszu z USA, a PiS i prezydent konsekwentnie walczą o wzmocnienie obecności amerykańskich wojsk na naszej wschodniej flance.
Na czym polega kłamstwo Tuska?
Po pierwsze: PiS i prezydent Nawrocki od lat zabiegają o silniejszą obecność USA w Polsce. Prezydent Nawrocki otwarcie deklarował gotowość przyjęcia amerykańskich żołnierzy wycofywanych z Niemiec i lobbował u prezydenta Trumpa za zwiększeniem kontyngentu. To nie jest „obrzucanie błotem” – to realna polityka wzmacniania bezpieczeństwa Polski kosztem zależności od Berlina.
Tusk natomiast publicznie mówił, by nie „podbierać” wojsk USA z Niemiec. Priorytetem dla niego jest europejska solidarność z Berlinem, a nie twarde polskie interesy bezpieczeństwa. Gdy przychodzi co do czego – Polska ma stać w kolejce za Niemcami, a nie walczyć o każdą brygadę pancerną na wschodzie. Po drugie: Tusk ma czelność krytykować innych za rzekome osłabianie relacji z USA, podczas gdy sam notorycznie kpi i obraża prezydenta Donalda Trumpa. Niedawno, spotykając się z George’em Clooneyem (zagorzałym przeciwnikiem Trumpa), żartował: „Nazywam się Donald, to nie moja wina”. To nie jest „dowcip” – to lekceważący przytyk pod adresem prezydenta największego sojusznika Polski. Trudno o bardziej hipokrytyczny gest w momencie, gdy od relacji z Waszyngtonem zależy nasze bezpieczeństwo.
Fakty vs narracja Tuska
Doniesienia o anulowaniu rotacji ok. 4 tys. amerykańskich żołnierzy do Polski to poważna sprawa. Pentagon podjął decyzję w ramach szerszej redukcji obecności w Europie. Zamiast natychmiast działać – lobbować, rozmawiać z administracją Trumpa, pokazywać Polskę jako najpewniejszego sojusznika – Tusk bagatelizuje sprawę jako „logistyczną” i atakuje opozycję.
Prezes Kaczyński trafił w sedno: rząd Tuska w dwa lata podważył zaufanie, które budowano przez lata. Relacje z USA za czasów Trumpa i poprzednich rządów PiS były na historycznym maksimum – stałe bazy, inwestycje, wspólne ćwiczenia, jasny antyrosyjski front. Dziś mamy kolejne sygnały ochłodzenia, a Tusk zamiast naprawiać – szuka winnych w kraju.
Prezydent Nawrocki na szczycie w Bukareszcie słusznie podkreślał, że sprawy wiz i procesów politycznych w Polsce nie powinny psuć strategicznych relacji polsko-amerykańskich. To nie „obrzucanie błotem” – to obrona zdrowego rozsądku: bezpieczeństwo narodowe ponad wewnętrznymi porachunkami.
Berlin i Bruksela nas nie obronią. Niech ktoś Tuskowi to wreszcie powie
Donald Tusk osiągnął poziom bezczelności, przy którym nawet jego najwierniejsi zwolennicy powinni zacząć się czerwienić. Oskarża innych o to, co sam robi: osłabia pozycję Polski, przedkłada słabiutkie militarnie Berlin i Brukselę nad Waszyngton, a potem dziwi się konsekwencjom. Polacy chcą jasnej, proamerykańskiej polityki bezpieczeństwa – nie proniemieckich gierek i twitterowych wycieczek. PiS i prezydent Nawrocki pokazują kierunek: maksymalne wzmocnienie wschodniej flanki NATO, stałą obecność USA w Polsce i zero kompleksów wobec „starych” sojuszników. Tusk może pisać kolejne „coraz gorzej”. Polacy widzą coraz wyraźniej: gorzej jest z rządem, który bezpieczeństwo narodowe zamienia w narzędzie wewnętrznej propagandy. Czas na zmianę kursu – zanim będzie za późno.
źr. wPolsce24 za X











