Miało być „pobicie Ukraińców” w Słupsku. Prawda okazała się zupełnie inna. Jak z Radia Erewań

W grudniu ubiegłego roku sprawę rzekomej ksenofobii w słupskiej szkole nagłośnił prawnik Dawid Dehnert, do którego zgłosiły się matki dwóch ukraińskich chłopców z prośbą o pomoc.
Wersja Ukrainek
Tłumaczyły, że przed bójką ich synowie brali udział w zajęciach w tzw. budowlance w Słupsku. W czasie lekcji nauczyciel miał nazwać nastolatków "swołoczą", grozić, że nie zdadzą egzaminu, ponieważ udowodni im, "kto to jest Polak".
Jako dowód kobiety przedstawiały kilkunastominutowe nagrania, na których było słychać, jak mężczyzna mówi te słowa. Potem doszło do awantury.
Murem za nauczycielem mieli stanąć polscy uczniowie, a za Ukraińcami lewicowe media i konsul generalny Ołeksandr Płodysty, który – co zrozumiałe – w rozmowie ze szwajcarsko-niemieckim portalem Onet domagał się wyjaśnienia sprawy.
Ustalenia magistratu
I sprawę pierwszy prześwietlił Urząd Miejski w Słupsku. Okazało się, że ta historia jest jak z Radia Erewań. Agresorami są nie ci, na których rzucono oskarżenie.
Jak ustalili pracownicy słupskiego magistratu, podczas zajęć to uczniowie z Ukrainy zakłócali wyświetlanie filmu o odzyskaniu niepodległości przez Polskę. Naśmiewali się, przeszkadzali i głośno komentowali film w języku ukraińskim. Nauczyciel zwrócił im więc uwagę, że ich zachowanie jest niewłaściwe.
„Tego samego dnia około godziny 12:37, poza terenem szkoły, kamera szkolna uchwyciła, jak uczeń pochodzenia ukraińskiego z Branżowej Szkoły I stopnia „Rzemiosło” w Słupsku dopuszcza się przemocy fizycznej wobec ucznia pochodzenia polskiego z Branżowej Szkoły I stopnia Zespołu Szkół Agrotechnicznych w Sławnie” – przekazał magistrat w dokumencie opisującym zdarzenie.
Po telefonie ucznia z Ukrainy, na miejscu zjawiło się kilku jego kolegów, którzy sami mieli „wymierzyć sprawiedliwość”. Doszło do tego poza terenem szkoły, na ul. Sobieskiego przy przystanku autobusowym.
Uczeń z Polski był popychany, kazano mu klękać i przepraszać chłopców z Ukrainy. Polski chłopiec miał się czuć tak zagrożony, że zadzwonił po kuzyna.
Wtedy doszło do bójki, w której uczestniczyło dwóch chłopców z Ukrainy niebędących ani uczniami, ani kursantami ZSBiKU w Słupsku – wynika z ustaleń magistratu.
Kontrola nie potwierdziła również zarzutu, że nauczyciel miał grozić uczniom z Ukrainy. Nagranie – zdaniem urzędników – zostało zmontowane i zmanipulowane, bo kurs, w którym uczniowie brali udział, nie kończył się żadnym egzaminem.
Sprawę nadal bada policja.
źr. wPolsce24 za Radio Gdańsk











