Kleszcze jak z horroru. Gatunek, który dotarł do Polski, ma przerażające zdolności

Największa różnica między Hyalomma a znanymi w Polsce kleszczami jest wręcz szokująca. Podczas gdy rodzime gatunki spokojnie czają się w trawie i czekają na ofiarę, ten przybysz z Afryki i Azji… aktywnie ją ściga.
Jak ostrzega prof. Anna Bajer z Uniwersytetu Warszawskiego: „one nie czekają, tylko biegną w stronę człowieka lub zwierzęcia”.
Te kleszcze reagują na drgania podłoża i potrafią pokonać kilka metrów w zaledwie kilka sekund. Naukowcy obserwowali sytuacje, w których po tupaniu w ziemię pajęczaki dosłownie „nadbiegały” z różnych stron.
Większe, szybsze i trudniejsze do zauważenia
Hyalomma wyróżniają się nie tylko zachowaniem. Są też znacznie większe od kleszczy, które znamy z polskich lasów. Nienapite osobniki osiągają około centymetra długości, a napite samice mogą mieć nawet dwa centymetry. Mają charakterystyczne, prążkowane odnóża i potrafią szybko przemieszczać się w otoczeniu. To oznacza jedno – znacznie łatwiej mogą znaleźć żywiciela, ale też trudniej się przed nimi ukryć.
Już są w Polsce – i to bliżej, niż myślisz
Przypadki ich obecności odnotowano już m.in. na Śląsku, w Wielkopolsce, a nawet na Mazurach. Znajdowano je na koniach, krowach, a także… w domach. Jak to możliwe? Najczęściej trafiają tam przeniesione przez psy. Co gorsza, nie zawsze pozostają w jednym miejscu – zdarzało się, że kleszcze Hyalomma po prostu chodziły po podłodze czy dywanie. Największa niewiadoma brzmi: czy te kleszcze już się w Polsce zadomowiły na dobre?
Dorosłe osobniki mogą być „pasażerami na gapę”, przyniesionymi przez migrujące ptaki z Afryki. Prawdziwym przełomem byłoby jednak odkrycie larw lub nimf – to oznaczałoby, że zaczęły się u nas rozmnażać. Problem w tym, że młode formy są niemal niewidoczne. Jak przyznają badacze, ich odnalezienie to „jak szukanie igły w stogu siana”.
Groźniejsze niż nasze kleszcze?
Największe obawy budzi fakt, że Hyalomma mogą przenosić groźne choroby. Na świecie są znane jako wektory wirusa krymsko-kongijskiej gorączki krwotocznej – jednej z najniebezpieczniejszych chorób odkleszczowych. Na szczęście jak dotąd nie wykryto go u osobników znalezionych w Polsce. To jednak nie oznacza, że są bezpieczne. Wszystkie przebadane kleszcze były zakażone riketsjami, które wywołują tzw. gorączki plamiste.
Problem polega na tym, że ich objawy łatwo pomylić ze zwykłą infekcją – pojawia się gorączka, osłabienie, bóle mięśni. To może opóźniać diagnozę i leczenie.
Możesz go spotkać i nawet nie wiedzieć
Eksperci ostrzegają: Hyalomma to kleszcz, którego możesz zobaczyć… zanim się wgryzie. Nie musi siedzieć w trawie – może aktywnie podejść do człowieka, wejść na ubranie, a nawet pojawić się w domu. Dlatego w przypadku znalezienia nietypowego, większego i bardzo ruchliwego kleszcza, nie należy go ignorować. Najlepiej zabezpieczyć go i zgłosić do naukowców – to kluczowe dla monitorowania zagrożenia.
To dopiero początek?
Zmiany klimatu i migracje zwierząt sprawiają, że egzotyczne gatunki coraz częściej trafiają do Europy. Pojawienie się Hyalomma w Polsce może być sygnałem większego problemu – i początkiem zmian, do których będziemy musieli się przyzwyczaić. Jedno jest pewne: to już nie są „zwykłe kleszcze”, jakie znaliśmy do tej pory.
źr. wPolsce24 za PAP











