Katastrofa w cieniu wielkiej inwestycji! Czy ktoś odpowie za śmierć tysięcy ryb? Dusiły się przez kilka dni

Jedną z przyczyn było zapewne spuszczenie wody z Jeziora Pilchowickiego, jednego z najbardziej malowniczych w Polsce. Było to konieczne ponieważ remontu wymagała Zapora Pilchowicka, która ucierpiała podczas powodzi w 2024 roku. Remont, który prowadzi TAURON Ekoenergia, ma przywrócić jej pełną sprawność techniczną.
Dlaczego teraz, przy takiej temperaturze?
I to nie budzi kontrowersji wśród wędkarzy i mieszkańców. Wywołuje je za to sposób i termin opróżnienia zbiornika.
- Tydzień temu apelowałem do TAURONA o wstrzymanie końcowego spuszczania wody. Wtedy były upały, a temperatura wody sięgała około 30 stopni. Teraz ma być chłodniej i prognozowane są opady. Nic z tym nie zrobiono – mówi portalowi Jelenia Góra Nasze Miasto pan Krzysztof, wędkarz i jeden z uczestników społecznej akcji ratunkowej.
Wędkarze ruszają na ratunek
Kiedy z jeziora spuszczono wodę, ryby zaczęły zdychać. Wędkarze z okolicznych kół – z Jeleniej Góry i Bolesławca - twierdzą, że skala śnięcia ryb jest ogromna. Sytuację określają jako katastrofę ekologiczną.
Ponieważ wędkarze nie mogli patrzeć na to, co się dzieje, zorganizowali spontaniczną akcję ratunkową. - Te ryby zdychały 3-4 dni. Nagle napęczniały i wszystkie naraz wypłynęły. One nie padły w jeden dzień, tylko pomału się dusiły. Pogoda też im nie pomogła - relacjonuje Radiu Zet z jeden wędkarzy.
Zdaniem Krzysztofa problemem było nie tylko opróżnienie zbiornika, ale termin przeprowadzenia końcowego etapu prac. - Mi wczoraj ryby wyskakiwały pod nogi. Sandacze długości około 70 centymetrów próbowały uciekać z tej wody, bo nie chciały już w niej przebywać. To było coś niewyobrażalnego – opisuje.
Narzekają również mieszkańcy Pilchowic. - Więcej jest łódek do zbierania ryb do utylizacji, niż było do ich odłowu - mówi Radiu Zet jeden z mieszkańców. - Dla mnie to jest dramat. To, co się tutaj wyprawia woła o pomstę do nieba - dodaje inny.
Wszystko gnije
Według uczestników akcji ratowano jedynie pojedyncze ocalałe ryby, którym udało się przedostać przez sztolnię poniżej zapory. Dzisiaj żywych ryb już nie ma, a akcja koncentruje się na usuwaniu i utylizacji martwych organizmów.
Szczególne obawy uczestników akcji budzą osady denne, które po opróżnieniu zbiornika zostały poruszone i przedostały się do rzeki. - Wszystko gnije. Do tego dochodzą osady denne, które gromadziły się tutaj przez ostatnie kilkadziesiąt lat – podkreśla pan Krzysztof. - W tych osadach mogą znajdować się siarczany, ołów i inne metale ciężkie. To są tysiące ton namułów gromadzonych przez dziesiątki lat – dodaje.
Wędkarze alarmują, że strefa ekologicznej katastrofy przesuwa się obecnie w dół rzeki, w kierunku Wlenia i Lwówka Śląskiego.
Tauron się tłumaczy
Inwestor, czyli TAURON Ekoenergia nie ma sobie nic do zarzucenia. Podkreśla, że wszystkie działania związane z opróżnieniem Jeziora Pilchowickiego realizowane były zgodnie z obowiązującymi decyzjami administracyjnymi i pod nadzorem specjalistów, wśród których byli między innymi specjalista ds. ochrony środowiska, ichtiolog, herpetolog, fitosocjolog oraz ornitolog. - Przy tak złożonym i dużym procesie nie dało się uniknąć takiej sytuacji. Prowadziliśmy oczywiście odłowy, natomiast nie udało się uratować wszystkich ryb - mówi Radiu ZET Jacek Bieńkowski z TAURON Ekoenergii.
Spółka deklaruje, że pokryje koszty utylizacji martwych ryb oraz przeprowadzenie zarybień po zakończeniu inwestycji.
Kiedy nie żal śniętych ryb?
Oprócz aspektu przyrodniczego jest jeszcze polityczny, na co zwrócili uwagę internauci. Kiedy katastrofa ekologiczna zdarzyła się za rządów PiS, politycy rządzącej dziś opozycji grzmieli o zaniedbaniach i nieudolności. Dziś milczą. Czyżby śniętych ryb jest im żal tylko wtedy, gdy rządzą ich przeciwnicy?
źr. wPolsce24 za Radio Zet/jeleniagora.naszemiasto.pl











